Reklama

Reklama

Liga Mistrzów: Niemiecki gigant poza zasięgiem

Piłkarze ręczni Vive Targów Kielce przegrali pierwszy mecz 1/8 Ligi Mistrzów z HSV Hamburg 24:30. Starcie kielczan z jedną z najlepszych drużyn świata skończyło się tak, jak musiało.

Przed meczem w kieleckiej drużynie nie mówiło się o awansie do ćwierćfinału, a marzono o wyrównanej walce z niemieckim gigantem. Zderzenie z liderem Bundesligi i tak okazało się mniej bolesne, niż można się było spodziewać.

Reklama

Przez całą pierwszą połowę trwała wyrównana walka z minimalną przewagą gości. Prowadzili jedną lub dwoma bramkami, ale najczęściej był remis. Dopiero w końcówce bezlitośnie wykorzystali straty kielczan, którzy zamiast doprowadzić do remisu stracili bramkę sekundę przed końcem i do szatni schodzili przegrywając 15:17.

Mimo tego gospodarzom należą się pochwały zwłaszcza za ten fragment meczu. Niemcy rozpoczęli agresywną obroną ustawioną daleko od bramki, nawet na 9. metrze. Przed kieleckim rozgrywającym stał wielki jak szafa trzydrzwiowa Igor Vori, najlepszy kołowy mistrzostw świata i Europy. W bramce Hamburga od początku koncert gry dawał Johannes Bitter. Nazywany przez kolegów "Jogi" tylko w pierwszej połowie odbił 9 rzutów kielczan.

Mimo tych przeciwności Vive Targi radziło sobie prawie doskonale. Słowa uznania tym większe, że od 12 minuty musieli sobie radzić bez Rastko Stojkovića. Serb w jednym ze starć doznał urazu kolana i na boisko już nie wrócił. A ile znaczy jego osoba dla gry kielczan, nikogo kto widział choć jeden ich mecz, przekonywać nie trzeba.

Dwie bramki stracone tuż przed przerwą i cztery z rzędu zaraz po zmianie stron rozstrzygnęły sprawę wyniku. Hamburg prowadził 21:15 i takiej przewagi nie mógł roztrwonić. Ale tak jak zapowiadał trener Bogdan Wenta wynik tego pojedynku był sprawą drugorzędną. Kielczanom została walka o jak najlepsze wrażenie i to czynili do samego końca. Chęci nie można im było odmówić, ale umiejętności bezlitośnie były po stronie Niemców. Dzięki ogromnej ambicji w 53. minucie udało im się odrobić sporo strat i przegrywali tylko 23:26, a nawet mieli szanse na jeszcze mniejszy dystans. Niesamowity Duńczyk Hans Lindberg nie mylił się jednak w kontrach i przywrócił "normalną" przewagę.

Porażka przesądza sprawę awansu kielczan, choć tak naprawdę przesądziło ją już losowanie. Za tydzień w Niemczech (sobota godz. 15.30) Vive Targi zagrają drugą połowę meczu o swój wizerunek. Za pierwszą zasłużyli na pozytywną ocenę, podobnie jak ponad cztery tysiące kibiców, którzy współtworzyli to widowisko.

Leszek Salva

Vive Targi Kielce - HSV Hamburg 24:30 (15:17)

Vive Targi: Kazimierz Kotliński, Marcus Cleverly - Paweł Podsiadło 7, Mariusz Jurasik 5, Henrik Knudsen 3 (2 z karnych), Witalij Nat 2, Rastko Stojković 2 (1), Tomasz Rosiński 1, Patryk Kuchczyński 1, Kamil Krieger 1, Daniel Żółtak 1, Piotr Grabarczyk 1, Bartosz Konitz, Rafał Gliński, Mateusz Jachlewski.

HSV Hamburg: Johannes Bitter, Per Sandström - Hans Lindberg 10 (3), Domagoj Duvnjak 5, Pascal Hens 4, Marcin Lijewski 3, , Igor Vori 3, Krzysztof Lijewski 1, Torsten Jansen 1, Matthias Flohr 1, Bertrand Gille 1, Guillaume Gille 1, Blazenko Laćković.

Kary: 4 i 6 minut.

Widzów 4000.

Sędziowali Nenad Krstić i Peter Ljubić (Słowenia).

Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | Hamburg | Kielce | mecz | targi | liga | gigant | Liga Mistrzów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama