Reklama

Reklama

Lewandowski: Młodzi Niemcy mają łatwiej

Robert Lewandowski zagrał dotychczas w 29 z 30 meczów Bundesligi, strzelając 7 bramek. Już niebawem może się cieszyć z mistrzostwa Niemiec.

INTERIA.PL: W poprzedniej kolejce Borussia zwyciężyła w przekonującym stylu z Freiburgiem, a ty miałeś udział w dwóch golach. Zdobyłeś bramkę na 2-0, a także uczestniczyłeś w akcji na 3-0.

Reklama

Robert Lewandowski piłkarz Borussi Dortmund i reprezentacji Polski: - Też byłem zadowolony z tego występu - zewsząd słyszałem krótką, ale treściwą recenzję: "Robert - Klassespiel".

Czy to spotkanie nie potwierdziło twojego zdania, że najlepszą pozycją jest "szpica". Mówiłeś o tym publicznie kilka razy...

- Hm, coś w tym jest, ale trener Juergen Klopp wystawia mnie również w roli cofniętego napastnika. Cieszę się, że mogę grać w podstawowym składzie także w tej roli. To po pierwsze. A po drugie, Klopp podkreśla, że gra na innej pozycji - niż wysunięty napastnik - przyczynia się do mojego rozwoju. Coś w tym jest... Potrafię przebiec w meczu 12 kilometrów. Niedawno wystąpiłem 60 minut i przebiegłem 8 kilometrów. Sztab trenerski jest zadowolony, ale nie ma co ukrywać, że tutaj - jeśli chodzi o napastnika - też patrzy się na bramki.

Strzeliłeś ich niemało - siedem. Z drugiej strony, miałeś mecze z kilkoma niewykorzystanymi sytuacjami. Oj, sporo było tych zmarnowanych okazji...

- Może dlatego, że grałem z głębi pola i czegoś mi brakowało w decydującym momencie... Proszę mnie źle nie zrozumieć - nie chodzi mi o to, że nie chcę biegać. Jednak w polskiej lidze koncentrowałem się na golach, a tutaj muszę wykonać sporo innej pracy. Nie mówię, że nie zyskam w dłuższej perspektywie. To jest inne poruszanie się, inne myślenie, częstszy kontakt z piłką.

Rozmawiasz z trenerem Kloppem na temat swojej roli?

- Trener wie, co myślę. Jednak podkreśla, że się rozwijam.

Dotychczas zagrałeś 29 razy w 30 kolejkach, ale z tego aż 18 razy wszedłeś z ławki rezerwowych.

- Nie jest łatwo, a obcokrajowcy mają jeszcze trudniej. Czasami cały zespół grał słabiej, a ja lądowałem na ławce. Nie wiem, czy nie przekłada się to również na spokój pod bramką, jak już człowiek wejdzie z ławki.

22-letni Kevin Grosskreutz oraz 18-letni Mario Goetze grają zawsze.

- Właśnie - Grosskreutz oraz Goetze są pewni, że wyjdą w kolejnym meczu. Na pewno to procentuje - wiedzą, że trener na nich stawia. Młodzi Niemcy mają łatwiej...

Twój menedżer Cezary Kucharski, gdy grałeś jeszcze w Lechu, powiedział, że jesteś lepszy od Łukasza Podolskiego. "Poldi" strzelił w tym sezonie 12 bramek i zaliczył 7 asyst...

- Naprawdę ciężko nas porównywać. Łukasz to inna reprezentacja, inny wiek, inna noga. Jak ktoś chce nas zestawiać, to może, ale to tylko zabawa. Jednym uchem takie porównanie wchodzi do mojej głowy, a drugim wychodzi. Na boisku każdy musi się pokazać. Powiem tylko jedno - "Poldi" w Kolonii gra tam gdzie chce.

Miesiącami mieliście nie mówić o mistrzostwie Niemiec. Trener Klopp podkreślał, że nie można wymawiać słowa "Meistertitel" ("tytuł mistrzowski"), tylko trzeba wygrywać kolejny mecz. Jednak na cztery kolejki przed końcem trudno nie myśleć o mistrzostwie. Gdyby Bayer Leverkusen zremisował z Hoffenheim, a Dortmund pokona imienniczkę z Moenchengladbach, wówczas tytuł stanie się faktem.

- Naprawdę niewiele nam brakuje, bardzo niewiele. A Klopp dalej mówi o tym, że trzeba walczyć o potrzebne punkty. Możliwe jest mistrzostwo już w 31. kolejce, możliwe w następnej...

Twój pierwszy sezon na Zachodzie i szykuje się już tytuł w Bundeslidze!

- Był ktoś przed nami z Polaków, kto cieszył się z mistrzostwa Niemiec?

Swego czasu symboliczny udział w mistrzostwie Bundesligi dla Bayernu Monachium miał Sławomir Wojciechowski (3 mecze w sezonie 2000/2001), a dla VfL Wolfsburg Jacek Krzynówek (4 spotkania w rundzie jesiennej sezonu 2008/2009, wiosną był już piłkarzem Hannover 96). Nie sposób porównać tego do twojej roli w BVB, czy też ról Łukasza Piszczka oraz Kuby Błaszczykowskiego.

- Cieszę się, że tak wyszło. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla mnie to dopiero początek wielkiej przygody. Następny sezon będzie dużo trudniejszy - już z Ligą Mistrzów. W tym sezonie graliśmy w Lidze Europejskiej i nie zdołaliśmy awansować z grupy. Faktem jest, że nie była łatwa - porównywalna z Ligą Mistrzów, bo zmierzyliśmy się z PSG i Sevillą, a także Karpatami Lwów. Byliśmy blisko awansu, ale mamy bardzo młody zespół - trochę zabrakło nam doświadczenia.

Rok temu twoje przejście nie było pewne, ale twój wybór jednoznaczny - chciałeś do Dortmundu.

- Wybierając pierwszy klub za granicą nie chciałem się pomylić. Dortmund od dłuższego czasu się mną interesował.

Jak odbierasz informacje mediów, że Nuri Sahin po sezonie odchodzi do Realu Madryt, mając wpisaną klauzulę odstępnego w wysokości 6 milionów euro?

- To standard w takim klubie, jak Borussia Dortmund. Tutaj cały czas coś się dzieje wokół drużyny...

Dortmund to dla ciebie życiowe spełnienie, czy tylko przystanek?

- Na razie koncentruję się na tym, co się dzieje w Borussii. Nie wiem jednak, co będzie za rok, czy za dwa lata. Na pewno chcę się rozwijać. Człowiek pouczyłby się jeszcze jakiegoś języka...

Na koniec przykra sprawa - media w Polsce obiegła wiadomość, że Lech nie wywiązał się ze zobowiązań w stosunku ciebie i Czarka Kucharskiego.

- Byłem przy podpisywaniu umowy i wiem, co się w niej znalazło. Przeszedłem do Lecha na określonych warunkach. Miałem jedną z niższych pensji w zespole. Chciałem się rozwijać, a później myśleć o pieniądzach...

Lech zgodził się na 12 procent od sprzedaży, czym mieliście się podzielić z Czarkiem Kucharskim?

- Nie lubię ludzi, którzy nie dotrzymują umów. Chciałbym otrzymać to, co mi się należy. Szczególnie, że po pierwszym, udanym roku w Lechu prezes Kadziński obiecał podwyżkę, ale nigdy się jej nie doczekałem...

Mówisz to wszystko ze spokojem.

- To dużo pieniędzy - ta kwota w porozumieniu Lecha z Czarkiem dotyczy również mojej osoby. Jednak to tylko pieniądze. Od ich odzyskania jest menedżer.

Rozmawiał: Roman Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama