Reklama

Reklama

Leo: Więcej szacunku!

- Kibice w Polsce powinni mieć troszkę więcej szacunku dla drużyny narodowej. Bo my dobrze wykonujemy swoją pracę. Robimy wszystko, by w należyty sposób przygotować się do sobotniego meczu z Czechami - mówi Leo Beenhakker, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski.

- Jaki jest nastrój w drużynie w związku z zamieszaniem w PZPN?

- Zupełnie nie skupiamy się nad tym, co dzieje się w PZPN. Skupiamy się tylko na swoim zespole, to nasza praca. Nic się nie zmienia, bo jesteśmy profesjonalistami.

- Czy mecz z Czechami jest wyjątkowy dla polskiej drużyny?

- W jakiś sposób jest szczególny. Droga do RPA jest krótsza od tej do Austrii i Szwajcarii. A dlatego że jest krótsza, jest też dużo trudniejsza. W eliminacjach do Euro graliśmy 14 spotkań i zawsze była możliwość, aby nadrobić stracone punkty, teraz jest inaczej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy stracony punkt może nas wiele kosztować. Poza tym jesteśmy w podobnej sytuacji do Czechów. Każdy z nas jest rozczarowany po remisie 1:1 ze Słowenią, ale okazało się, że Czesi także stracili dwa punkty. Jak się okazuje, różnice pomiędzy poszczególnymi zespołami się pozacierały. Przykładowo Cypr jest w stanie zremisować z Włochami.

Reklama

- Wygląda na to, że pozaboiskowe sprawy (Lwów, PZPN) są już za wami. Czy faktycznie trener odetchnął z ulgą i może się skupić już tylko i wyłącznie na piłce?

- Tych spraw w ogóle nie było. Ja wykonuję po prostu swoją pracę, która polega na przygotowaniu piłkarzy do meczu. Piłkarze natomiast wykonują swoją pracę, czyli robią wszystko, by do tego meczu przygotować samych siebie. Robimy tylko to, co do nas należy. Oczywiście tematy pozaboiskowe powracają, bo każdy o nie pyta, ale staramy się o nich nie myśleć. Myślimy za to, o odpowiednim przygotowaniu się do sobotniego meczu.

- Z Czechami gramy dokładnie dwa lata po zwycięstwie z Portugalią. Wtedy polscy kibice wierzyli, że wygramy z każdym. Po Euro ten entuzjazm trochę przygasł. Czy zwycięstwo z Czechami zmieni coś w tej kwestii?

- Tego nie wiem. Polacy przede wszystkich powinni mieć więc większy szacunek do drużyny narodowej i do samych piłkarzy. W tym pięknym kraju wszystko jest przecież czarne albo białe, nie ma odcieni szarości. Poza tym, o czym zawsze mówię: nie ma rzeczy niemożliwych, każdy może wygrać z każdym. Najprawdopodobniej na dziesięć meczów Polski z Czechami, sześć wygraliby nasi rywale, ale za to cztery razy sprawilibyśmy niespodziankę. To jest futbol. Włochy grają z Cyprem 10 razy i wygrywają tylko siedem meczów. W trzech pozostałych Cypryjczycy sprawiają niespodziankę. Ale wracając do pytania: na pewno jeśli uda nam się wywalczyć bezpośredni awans do mistrzostw świata, cała Polska zmieni nastawienie, z czarnego na białe.

- Kto jest numerem jeden w polskiej bramce?

- Wyjściową jedenastkę przedstawię w sobotę.

- Czy Marcin Kowalczyk zagra na lewej obronie?

- Zacznijmy od tego, że to nie jest urodzony lewy obrońca. W kadrze może zagrać na tej pozycji Wawrzyniak, Wojtkowiak czy Krzynówek. Na pewno sobie poradzimy.

- Która z drużyn w grupie jest najtrudniejszym dla Polski rywalem?

- Co do tego nie ma wątpliwości: dobrze wiemy, że Czechy w dalszym ciągu są jedną z ośmiu najlepszych drużyn Europy. Oczywiście faworytami są tylko w teorii. Rzeczywistość może być inna.

Do czeskiego dziennikarza: Może im pan przekazać, że są faworytami i do meczu z nami mogą podejść bardzo zrelaksowani.

- Ktoś wyliczył, że piłkarze z reprezentacji Czech grają w swoich klubach średnio 70 minut, a Polacy tylko 20. Czy to jakiś problem?

- Tak. To jest problem. Ale cóż mogę zrobić? Nie mogę przecież zadzwonić do trenera jakiegoś klubu i powiedzieć mu, żeby wystawiał mojego zawodnika, bo brakuje mu gry. Nie mam na to wpływu.

- Polskiej reprezentacji zdarzyły się okresy gorszej gry: na przykład na początku meczu z San Marino i pod koniec w spotkaniu ze Słowenią. Czy wyciągnął pan już jakieś wnioski? Co zrobić, by nie było tych przestojów?

- Jedyne co mogę zrobić, to porozmawiać o tym z piłkarzami i pracować nad tym na treningach. Więc robię to. Nie mogę jednak wpłynąć, jak już mówiłem, na regularność gry Lewandowskiego, Żewłakowa czy Krzynówka w swoich klubach. A to też ważne, bo jeśli piłkarzom brakuje meczów, to trudno im przez 90 minut grać na najwyższym poziomie. To jeden z powodów tego, że przeprowadzam dość agresywne treningi i dużo wymagam od piłkarzy, którzy nie grają w swoich klubach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje