Reklama

Reklama

Leo: Spotkamy się w sądzie

Trener polskich piłkarzy, Leo Beenhakker nie boi się mówić o kontrowersjach. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Holender komentuje zarzuty, jakoby miał brać pieniądze za transfery polskich reprezentantów. "Czekam na ten dzień, kiedy ktoś głośno zarzuci mi, że zarabiam na transferach. Wtedy spotkamy się w sądzie, a ja wygram ten proces" - mówi szkoleniowiec.

"Nigdy w życiu nie zarobiłem złotówki poza kontraktem" - zarzeka się. I chętnie opowiada o swoich innych źródłach zarobku. "Bank faktycznie reklamowałem i dostałem za to pieniądze. Ale reklama piwa to był wynik umowy między firmą a PZPN i nie dostałem za to ani grosza".

Beenhakker mówi też o współpracy z byłym menedżerem piłkarskim Janem De Zeeuwem.

"Jego działalność menedżerska została zamrożona. Jeśli tylko dostanę sygnał, że jest zaangażowany w jakieś ciemne interesy, albo reprezentuje jakiegoś piłkarza, to zostanie zwolniony. Będę pierwszym, który go wykopie z kadry i Jan doskonale o tym wie" - zapewnia trener Polaków.

Reklama

Zapytany przez dziennikarzy o eliminacje do mundialu w RPA w 2010 roku, uspokaja, że "biało-czerwoni" zagrają na tej imprezie.

"Awansujemy na ten turniej. Na pewno" - obiecuje Leo, lecz zastrzega "Potrzebujemy świeżej krwi, a czasu nie mamy za wiele".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL