Reklama

Reklama

Legia rozgromiła Śląsk

Po dwóch porażkach piłkarze Legii zaprezentowali formę, jakiej oczekiwali kibice, i pokonali na własnym boisku, w meczu 14. kolejki ekstraklasy, Śląsk Wrocław 4:0. ZOBACZ ZAPIS RELACJI NA ŻYWO

Bohaterem wieczoru był Maciej Iwański, który zdobył pierwszą bramkę, a przy dwóch kolejnych asystował. Po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy na stadionie Legii prowadzony był doping. Kibice, którzy są skonfliktowani z zarządem, postanowili zrobić wyjątek w związku z planowanym na najbliższe dni rozpoczęciem przebudowy stadionu. Spotkanie było bowiem ostatnim ligowym starciem, na którym sympatycy stołecznej drużyny zasiedli na słynnej "żylecie".

Dla wielu zawodników Legii była to sytuacja nowa, ale najwyraźniej pozytywna bowiem już w 10. minucie sprowadzony przed sezonem Iwański zdobył pierwszą bramkę. Pomocnik mocnym strzałem z kilkunastu metrów nie dał szans Jackowi Banaszyńskiemu. Tym samym odwdzięczył się trenerowi Urbanowi, który mianował go na to spotkanie kapitanem.

Reklama

Odpowiedź Śląska mogła być natychmiastowa. Po kontrataku piłkę w polu karnym opanował Janusz Gancarczyk. Skrzydłowy ograł Jakuba Rzeźniczaka, jednak jego strzał był minimalnie niecelny. W 21. minucie niemal równie dobrą okazję miał Krzysztof Ostrowski, ale po jego uderzeniu piłka wyszła... na aut.

Upłynęło niewiele ponad trzydzieści minut spotkania, a Legia prowadziła 2:0. Do dobrego podania z głębi pola błyskawicznie pobiegł Iwański. Kupiony z Zagłębia Lubin pomocnik dograł na pełnym biegu piłkę w pole karne, a tam już czyhał najlepszy strzelec Legii Takesure Chinyama. Potężnym uderzeniem strzelił ósmego gola w rozgrywkach.

Pięć minut przed przerwą Legia zdobyła kolejną bramkę. Tym razem zastępujący kontuzjowanego Wojciecha Szalę środkowy obrońca Pance Kumbev najwyżej wyskoczył do piłki zagranej z rzutu rożnego przez Iwańskiego i strzałem głową umieścił ją w siatce. Tym samym we wspaniały sposób uczcił narodziny syna.

Po zmianie stron tempo gry znacznie spadło. Legia nadal częściej posiadała piłkę, choć przy wysokim prowadzeniu nie starała się za wszelką cenę zdobyć kolejnych bramek. Z kolei Śląsk ograniczał się do sporadycznych kontrataków oraz strzałów z dystansu, które nie zagrażały bramce Jana Muchy.

Dopiero w 68. minucie stołeczny klub przeprowadził groźną akcję, którą celnym strzałem na bramkę zakończył reprezentacyjny obrońca Jakub Wawrzyniak, a asystował Maciej Rybus. Po bramce wszyscy piłkarze Legii ponownie zaprezentowali "kołyskę" dla swojego kolegi. Pięć minut przed końcem meczu wspaniałą interwencją popisał się Banaszyński. W instynktowny sposób obronił uderzenie Rogera z bliskiej odległości. Później dwukrotnie bliski pokonania go był jeszcze Mikel Arruabarrena, ale w dogodnych sytuacjach pudłował.

Po końcowy gwizdku piłkarze bardzo długo dziękowali swoim fanom za bezustanny doping i wsparcie. Także piłkarze Śląska podeszli do sektora swoich sympatyków by podziękować za zaangażowanie.

Po dwóch słabszych występach trener Urban zdecydował się na roszady kadrowe. Za Rogera Guerreiro i Miroslava Radovica wystąpili Bartłomiej Grzelak i Piotr Rocki. Zagrali poprawne zawody, a Rockiego - rodowitego warszawiaka - żegnały brawa, gdy pod koniec meczu zmieniał go Radović.

- Nie jestem zły, wstydu też nie było - powiedział trener Śląska, Ryszard Tarasiewicz. - Staraliśmy się prowadzić grę i niestety straciliśmy dwie kuriozalne bramki - z kontrataków Legii. Wiadomo, że po tym grało się rywalom znacznie łatwiej. Nie zmieniałbym jednak nic - przecież mieliśmy sporo okazji. Nie wiem ile Legia miała strzałów celnych na naszą bramkę - nie lubię statystyki. Z nią jest, jak z krótką spódniczką - widzimy wszystko, a zasłania najważniejsze.

- Wszystko ułożyło się nam jak marzenie - nie krył trener Legii, Jan Urban. - Po dwóch porażkach bardzo potrzebowaliśmy trzech punktów i zdobyliśmy je w przekonywujący sposób. Kibice bardzo nas uskrzydlili - bez dopingu byłoby to bardzo trudne do wygrania spotkanie. Rywale zagrali agresywnie, ale my nie ustąpiliśmy pola. Jak na beniaminka Śląsk ma bardzo poukładaną drużynę i wiedzą, co chcą.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 4:0 (3:0)

1:0 Iwański 11. min

2:0 Chinyama 32. min

3:0 Kumbev 40. min

4:0 Wawrzyniak 69. min

Legia: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Pance Kumbev, Jakub Wawrzyniak - Piotr Rocki (77. Miroslav Radović), Aleksandar Vuković, Maciej Iwański, Maciej Rybus - Bartłomiej

Grzelak (85. Mikel Arruabarrena), Takesure Chinyama (72. Roger Guerreiro).

Śląsk: Jacek Banaszyński - Krzysztof Wołczek, Piotr Celeban, Zbigniew Wójcik, Mariusz Pawelec - Krzysztof Ostrowski, Sebastian Dudek, Sebastian Mila (67. Vuk Sotirović), Antoni Łukasiewicz (61. Krzysztof Ulatowski), Janusz Gancarczyk - Tomasz Szewczuk.

Sędziował: Adam Kajzer (Rzeszów). Żółta kartka: Vuković (Legia). Widzów: 11 000.

Dowiedz się więcej na temat: Wrocław | Śląsk | wawrzyniak | kibice | Śląsk | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne