Reklama

Reklama

Lech: Miało być pięknie, a było szaro

Rok temu w Poznaniu panowała euforia. Lech, z dorobkiem 36 punktów, był liderem ekstraklasy, przebrnął przez fazę grupową Pucharu UEFA, budowa zespołu na europejskim poziomie zdawała się dobiegać do szczęśliwego końca. Potem było już tylko gorzej. W sobotę, po wymęczonym zwycięstwie nad Koroną Kielce, poznaniacy cieszyli się z awansu na trzecie miejscu w tabeli i faktu, że do liderującej Wisły tracą "tylko" osiem punktów.

Latem z Lechem pożegnał się trener Franciszek Smuda, sprzedano też lidera zespołu - Rafała Murawskiego. Mimo to poznaniacy wydawali się faworytem numer 1 do wywalczenia mistrzowskiego tytułu. I początek rozgrywek wskazywał, że tak będzie. Ekipa Jacka Zielińskiego, ruszyła z kopyta. Bez problemów wygrała z Piastem w Gliwicach, potem rozniosła 5:0 w Kielcach Koronę. Potem przyszły nieszczęsne rzuty karne w meczu o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej z FC Brugge i nagle coś pękło. Zespół nie potrafił przystosować się do gry we Wronkach ( stadion w Poznaniu jest w przebudowie) i tracił punkt za punktem, przyplątała się seria kontuzji, w tym Manuela Arboledy, który był "sercem" zespołu. Do tego doszły problemy z Hermanem Rengifo. Peruwiańczyk nie chciał przedłużyć kontraktu i za to odesłano go zespołu Młodej Ekstraklasy. To musiało się odbić negatywnie na postawie zespołu, zwłaszcza że Semir Stilić był wspomnieniem piłkarza z zeszłego roku.

Reklama

Trener Zieliński cały czas musiał zmagać się z legendą Smudy, odpierać zarzuty, że Lech dla niego, to nie za wielki "rozmiar kapelusza". Nie do końca wytrącił argumenty swoim przeciwnikom, lecz w końcu opanował sytuację. W zeszłym roku Lechowi wypaliły wszystkie transfery. Robert Lewandowski, Semir Stilić, Manuel Arboleda, Sławomir Peszko byli wrzutem sumienia większości dyrektorów sportowych polskich klubów. Prorokowano, że tak udanej sesji transferowej długo w Poznaniu nie będzie. I wykrakano. Latem, poza Sewerynem Gancarczykiem, nie pozyskano nikogo, kto w zasadniczy sposób wzmocniłby zespół. Niewypałem okazał się transfer bramkarza Grzegorza Kasprzika. Młody Tomasz Mikołajczak dopiero w ostatnim meczu potwierdził swój talent.

Na pewno największym odkryciem rundy był Jasmin Burić. Ten młody bramkarz trafił do Lecha na początku tego roku, ale nikt nie wiązał z nim większych nadziei. Tymczasem Bośniak, gdy już dostał szansę, wykorzystał ją znakomicie. Niejako z przymusu ekstraklasy chrzest zaliczyli Mateusz Możdżen i Marcin Kamiński. Ten tercet może być kapitałem Lecha na kilka najbliższych lat.

Poznaniacy wciąż wierzą w wywalczenie mistrzowskiego tytułu. Zimą prezes Lecha zapowiada transfery. Mają to być zawodnicy gotowi do gry w podstawowym składzie, żadnej rokującej na przyszłość młodzieży. Jeśli zakupy wypalą, jak latem 2008 roku, a jeszcze uda się zatrzymać Roberta Lewandowskiego, to "Kolejorz" może się włączyć do walki o mistrzostwo, zwłaszcza że wróci z Wronek na swój stadion przy Bułgarskiej.

CZYTAJ TAKŻE:

Sprawdź komplet wyników, składy i tabelę ekstraklasy

Wisła rządzi w ekstraklasie, ale kogo to cieszy?

Legia "drugie miejsce" Warszawa

Fornalik odmienił Ruch, ale co dalej?

Liczby Lech

3400 - tyle widzów oglądało średnio mecze.

34 - tyle żółtych kartek otrzymali piłkarze Lecha.

24 - z tylu zawodników korzystał trener Jacek Zieliński.

9 - tyle bramek zdobył Robert Lewandowski; najwięcej w lidze.

7 - tyle asyst zanotował Sławomir Peszko; najwięcej w lidze.

3 - tyle czerwonych kartek otrzymali piłkarze Lecha.

1 - tyle rzutów karnych podyktowano dla Lecha.

0 - tyle rzutów karnych podyktowano przeciwko Lechowi.

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | Poznań | szaro

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje