Reklama

Reklama

LeBron i Kobe jak MJ i Magic?

Od ośmiu lat Amerykanie nie zdobyli złotego medalu na dużej koszykarskiej imprezie. W Pekinie mają przerwać fatalną passę.

Punktem odniesienia w historii basketu, nie tylko w wydaniu olimpijskim, chyba zawsze będą igrzyska z 1992 roku. W Barcelonie po raz pierwszy wystąpili zawodowcy z NBA. Ameryka pokazała światu koszykówkę z najwyższej półki, wystawiając w Hiszpanii niemalże idealny skład.

Michael Jordan, Larry Bird, Magic Johnson - te nazwiska zna każdy, kto choć raz trzymał w rękach piłkę do koszykówki. Do trójki ikon basketu dołączono gwiazdy NBA; Charlesa Barkley'a, Scottiego Pippena, kolekcjonera olimpijskich medali Davida Robinsona, Clyde'a Drexlera, Patricka Ewinga, Johna Stocktona, Karla Malone'a, znakomitego strzelca Chrisa Mullina (wygryzł ze składu Reggie Millera) i ówczesną gwiazdę koszykówki akademickiej - Christiana Leattnera.

Reklama

Efekt przerósł chyba najśmielsze oczekiwania kibiców i trenera Chucka Daly'ego. Jego podopieczni rozbili w drobny mak wszystkich rywali i pewnie sięgnęli po złoto, ogrywając w finale Chorwatów 117:85.

Cztery lata później w Atlancie skład Amerykanów był już nieco mniej imponujący, ale nadal tworzyli go wybitni zawodnicy. Gospodarze igrzysk ponownie byli poza zasięgiem reszty stawki, zdobywając złoto po wygranej 95:69 nad ówczesną Jugosławią.

Problemy amerykańskiej kadry rozpoczęły się przed dziesięcioma laty. Z powodu konfliktu zawodników z władzami ligi (spór o zarobki doprowadził do lokautu) na mistrzostwach świata zabrakło gwiazd NBA. Reprezentacja złożona głównie z anonimowych - dla wielu kibiców - zawodników i tak wypadła nieźle, stając na najniższym stopniu podium.

W 2000 roku Amerykanie po raz ostatni sięgnęli po olimpijskie złoto. W odróżnieniu od igrzysk z 1992 i 1996 roku, tym razem dalecy byli od gromienia rywali. W półfinale okazali się minimalnie lepsi od Litwinów (85:83), a w finale ograli Francję 85:75. To był sygnał, że dominacja USA dobiega końca.

Dwa lata później reprezentacja USA była tylko tłem mistrzostw świata. Faworyci i gospodarze imprezy (turniej rozgrywano w Indianie) przegrali w ćwierćfinale z Jugosławią 78:81 i ostatecznie uplasowali się na odległym szóstym miejscu.

Ateny również okazały się wielkim rozczarowaniem. Czołowi gracze NBA najpierw z ostatniego, czwartego miejsca wyszli z grupy (dwie porażki w pięciu spotkaniach), a następnie w 1/2 finału nie sprostali Argentynie (81:89). Z Grecji wrócili z brązowymi medalami.

Na najniższym stopniu podium Amerykanie stanęli także na ostatnich mistrzostwach świata w 2006 roku. Po latach posuchy w Stanach powiedziano głośno "dość". Do gry w kadrze powołano i namówiono pierwszy garnitur gwiazd NBA, a trener Mike Krzyzewski rozpoczął misję - złoto 2008.

Zmieniło się też nastawienie koszykarzy z USA, którzy tak jak przed igrzyskami w Barcelonie czy Atlancie nie nastawiają się na show i pozowanie do zdjęć, a ciężką pracę, która ma zaowocować zwycięstwem.

"Nie będzie łatwo" - ostrzega LeBron James. "Dobrze że mamy w składzie zawodników takich jak Kobe, Carmelo, czy Dwyane, którzy nie znoszą przegrywać. Naszą siłą będzie zespołowość; każdy z nas może wiele wnieść do gry" - dodaje lider Cleveland Cavaliers. "King James" faworytów igrzysk upatruje w trójce USA, Hiszpania, Argentyna.

Dariusz Jaroń

***

Skład USA na igrzyska w Pekinie:

Obrońcy: Jason Kidd (Dallas Mavericks), Kobe Bryant (Los Angeles Lakers), Chris Paul (New Orleans Hornets), Deron Williams (Utah Jazz), Dwyane Wade (Miami Heat), Michael Redd (Milwaukee Bucks).

Skrzydłowi: Tayshaun Prince (Detroit Pistons) LeBron James (Cleveland Cavaliers), Carmelo Anthony (Denver Nuggets), Carlos Boozer (Utah Jazz).

Środkowi: Dwight Howard (Orlando Magic), Chris Bosh (Toronto Raptors).

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL