Reklama

Reklama

Kuźba: Zremisowaliśmy szczęśliwie

Wprawdzie w Polsce Święto Dziękczynienia nie jest specjalnie obchodzone, ale w ten dzień wiślacy powinni dziękować opatrzności oraz może trochę graczom Schalke za brak skuteczności w sytuacjach podbramkowych.

- Był to ciężki mecz dla nas, bo Niemcy zaprezentowali się bardzo dobrze. Można powiedzieć, że szczęśliwie zremisowaliśmy 1:1 - powiedział po spotkaniu Marcin Kuźba. - Ten wynik nie stawia nas na straconej pozycji i pojedziemy powalczyć do Gelsenkirchen o awans.

Reklama

W podobnym tonie wypowiadał się Maciej Żurawski, który w końcówce miał świetną okazję na zdobycie zwycięskiej bramki.

- Byłem naciskany przez obrońcę, bramkarz wyszedł dobrze i było ciężko strzelić - stwierdził najskuteczniejszy gracz Wisły. - Nie możemy płakać z tego powodu, że zremisowaliśmy z Schalke, tylko jechać z dobrym nastawieniem i walczyć od pierwszej do 90 minuty. Wszystko przecież może się zdarzyć, możemy wygrać i awansować do następnej rundy.

Końcówkę pierwszej połowy za decydującą dla losów meczu uznał Mariusz Jop. - Po zdobyciu gola na 1:0 zaczęliśmy grać odważniej i było kilka dobrych sytuacji. Nie udało ich się wykorzystać. W drugiej połowie Niemcy grali bardziej agresywnie i musieliśmy wybijać piłki nawet czasem na oślep - wyjaśnił piłkarz.

Z tym, że agresywna i mądra gra Niemców pokrzyżowała plany ekipie krakowskiej zgodził się także Kamil Kosowski. - Wyłączyli nasze boki i bardzo ciężko nam się grało. Kluczem do sukcesu była dla nas gra bez piłki - tego było zdecydowanie za mało. Schalke odebrało nam nasze atuty i musimy nad tym popracować przed meczem z Gelsenkirchen - powiedział Kosowski, który dodał, że nie obwinia siebie za stratę piłki w środku pola, która w konsekwencji zakończyła się stratą gola. - Poulsen (asystował przy bramce Mpenzy - przyp. red.) otrzymał tę piłkę już przecież przy swoim polu karnym - tłumaczył piłkarz.

Ogólnie zadowoleni z wyniku pierwszego meczu byli gracze Schalke, choć byli świadomi, że mogli z Krakowa wywieźć korzystniejszy rezultat. - Mieliśmy bardzo dużo sytuacji, tylu czasem nie mamy we wszystkich meczach wyjazdowych - stwierdził Tomasz Hajto. - Wisła też miała trzy okazje, ale my siedem, osiem takich super. Ta szansa Asamoah czy Mpenzy to są już sytuacje, które jak to się mówi w gwarze piłkarskiej trzeba nawet jajami strzelić.

- Straciliśmy bramkę całkiem przypadkową, ale na szczęście w II połowie potrafiliśmy się podnieść. Na tym boisku nierównym rozegraliśmy bardzo dobry mecz w drugiej połowie. Graliśmy dobrze piłką i można powiedzieć, że Mpenza pokazał wielką klasę. Wydaje mi się, że ogółem należało nam się zwycięstwo - dodał Polak grający w barwach zespołu z Gelsenkirchen.

Z niewykorzystanych szans zdawał sobie także sprawę strzelec samobójczego gola Christian Poulsen. - Mecz równie dobrze mógł się skończyć wynikiem 3:3 lub 4:3 dla nas - stwierdził Duńczyk. W II połowie mieliśmy sporo szans, ale nie potrafilismy ich wykorzystać. Myślę więc, że wynik 1:1 był sprawiedliwy.

Poulsen tak tłumaczył sytuację, po której skierował piłkę do siatki Franka Rosta. - Walczyłem o pozycję z Żurawskim i starałem się zagłówkować, ale trafiłem bardzo nieszczęśliwie.

Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | mecz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje