Reklama

Reklama

Kusznierewicz przeżył szok

Dziewięć miesięcy minęło od Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Tyle czasu trwała też nasza przerwa w żeglowaniu. W ostatni poniedziałek wypłynęliśmy z Dominikiem na pierwszy w tym roku trening i, nie ma co ukrywać, przeżyliśmy szok. Był to szok termiczny - pisze na swojej oficjalnej stronie Mateusz Kusznierewicz.

Polski żeglarz szeroko opisuje wrażenia z pierwszych treningów po olimpiadzie w Pekinie.

- Woda w Bałtyku jest niesamowicie zimna. Każdą falę, którą przyjęliśmy na twarz z pewnością będziemy długo pamiętać. Temperatura powietrza wahała się w okolicach 10 stopni Celsjusza, ale dzięki bezchmurnemu niebu dogrzewało nas przyjemnie słońce. Nie licząc chłodu wody był to cudowny dzień. Już kiedy wodowaliśmy naszego olimpijskiego Stara, uśmiechnęliśmy się do siebie z Dominikiem porozumiewawczo. A gdy wypływaliśmy z gdyńskiej mariny, czuliśmy wręcz - brzmi może patetycznie, ale tak właśnie było - uniesienie. Po pierwszych halsach po raz kolejny stwierdziłem, że właśnie to lubię robić najbardziej... Żeglowanie jest niesamowite. Ogromna frajda, a przy tym wyzwanie i ciężka, mozolna, wyczerpująca praca. Jednak cieszę się, że mogę to robić. Robić to, co lubię. Szczęściarz ze mnie.

Reklama

Przyjechaliśmy do Gdyni na tygodniowe zgrupowanie. Będziemy tu trenować do niedzieli. Pierwszy dzień poświęciliśmy na otaklowanie naszej łódki. Nie składaliśmy jej od igrzysk w Pekinie i mieliśmy z tym sporo roboty. Nasza olimpijska łódka przeszła też gruntowny remont. Marek "Goły" Gałkiewicz, który w branży marinistycznej jest specjalistą od spraw technicznych (zasłynął ze współpracy z kapitanem Jarkiem Kaczorowskim podczas jego wyścigu w regatach Mini Transat) nadzorował prace nad naszym bolidem. Przyznam szczerze, że nie był on nigdy tak dopieszczony i dopracowany jak teraz. Jesteśmy pełni szacunku dla pracy Marka i zaangażowania w nasz projekt. W tuningu Stara pomaga także Andy Zawieja, pod którego okiem wystartujemy w Mistrzostwach Świata i innych tegorocznych regatach.

Podczas jednego z treningów towarzyszył nam Maciek Grabowski w załodze z Norbertem Wilandem. Był to pierwszy od chyba trzydziestu laty trening dwóch jachtów klasy Star na Zatoce Gdańskiej. Wieczorem odebrałem kilka telefonów od moich znajomych, mieszkańców Gdyni, którzy z okien swoich mieszkań lub z nadbrzeża dostrzegli aż dwie łodzie z gwiazdą na żaglu. Tak, tak, mamy już team. Co więcej, na dwóch jachtach się nie skończy. Okazało się bowiem, że w Polsce jest już ponad siedem łódek tej klasy i pojawiają się kolejni chętni.

Trening z Maćkiem i Norbertem był bardzo udany - byli godnymi partnerami podczas wspólnego żeglowania. Maciek to trzykrotny olimpijczyk, który przez ponad 15 lat żeglował na jednoosobowym Laserze. Jest bardzo zdolnym żeglarzem z wieloma sukcesami na koncie. Bardzo się cieszę, że zdecydował się żeglować na Starze. Dostał od nas bardzo dobrą łódkę, ze świetnymi żaglami i super masztem, przez co start ma ułatwiony. Prawda jest taka, że mi i Dominikowi bardzo zależy na takim sparingpartnerze. Razem jesteśmy w stanie wznieść się dużo wyżej. Na pewno wszyscy na tym zyskamy, a z pewnością polskie żeglarstwo. Kilka osób zapytało mnie, czy nie czujemy zagrożenia i co będzie z wyjazdem na igrzyska w Londynie. Jak to co? Pojedzie lepszy. Zdrowa rywalizacja jest czymś bardzo pozytywnym. Poza tym w zespole jest zawsze raźniej. A ponieważ wszyscy jesteśmy dobrymi znajomymi, lubimy się i szanujemy, jestem przekonany, że przed nami wiele emocjonujących, wesołych i przyjemnych dni. Dokładnie takich, jak ten w Gdyni...

Więcej informacji oraz fotogalerię z treningu Mateusza znajdziesz na jego oficjalnej stronie internetowej.

Reklama

Reklama

Reklama