Reklama

Reklama

Kuba: Oddech sprawia mi ból

- Czasem odczuwam jeszcze ból w kontuzjowanych żebrach. Będę chciał udowodnić, że zasługuję na miejsce w składzie, ale nie obrażę się, jeśli usiądę na ławce rezerwowych - zapewnia Jakub Błaszczykowski, pomocnik Borussii Dortmund, przed zbliżającymi się spotkaniami reprezentacji Polski z Irlandią Północną (28 marca) i San Marino (1 kwietnia).

Irlandczycy prezentują typowo wyspiarski styl gry. Czy Jakub Błaszczykowski nie boi się o stan swojego zdrowia?

- Do soboty zostało jeszcze kilka dni, więc mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku. Poza tym w czasie meczu nie myśli się już o bólu. Adrenalina, która ci towarzyszy, pozwala zapomnieć o dolegliwościach.

Przeszedł pan w poniedziałek w Poznaniu badania. Co one wykazały?

- Z moimi żebrami nic się takiego nie dzieje. Jednak to taka część ciała, która jest cały czas wykorzystywana przy oddychaniu, więc od czasu do czasu odczuwam ból.

Reklama

Trener Borussii chyba się nie ucieszył, że wyjechał pan na kadrę...

- Przecież wyjazdy na zgrupowanie to normalna rzecz, a my, piłkarze, musimy się do tego umieć przystosować. Oczywiście, dopiero co wróciłem do gry po kontuzji, a od razu musiałem wyjechać. Nie będzie mnie w klubie przez dziesięć dni i znowu nie będę trenował z drużyną. Ale to nic nadzwyczajnego. Piłka nożna to sport kontaktowy i to normalne, że zdarzają się kontuzje. Ja ich już trochę miałem, ale takie jest życie. Trzeba sobie radzić z każdym problemem. Przynajmniej ja staram się w ten sposób do tego podchodzić.

Sam podjął pan jeszcze niedawno decyzję, aby nie wystąpić w meczu z Hannoverem. Natomiast z Werderem Brema pojawił się pan na boisku dopiero w końcówce. To też była pana decyzja?

- Zauważmy, że ja przez dwa i pół miesiąca nie mogłem grać w piłkę. Ciężko byłoby po tak długiej przerwie od razu wskoczyć do pierwszego składu. W tym czasie koledzy z drużyny trenują i to oni przede wszystkim zasługują na to, żeby grać. Nie oszukujmy się: to ja muszę teraz walczyć o miejsce w składzie i udowodnić, że na nie zasługuję. A co do meczu z Hannoverem: wychodzę z takiego założenia, że nie ma co ryzykować. Skoro nie czuję się w pełni zdrowy, to nie ma sensu wychodzić na boisko i grać na 70-80 procent swoich możliwości. To mija się z celem, więc po konsultacji z trenerem uznaliśmy, że lepiej będzie, gdy zostanę w Dortmundzie, bo będę mógł lepiej przygotować się do następnego meczu. I faktycznie: duży pożytek miałem z tego, że zostałem. Oczekiwania związane z moim powrotem były przecież duże, a jeden mecz nie robił tak naprawdę wielkiej różnicy.

Czy kontuzje w negatywny sposób wpłynęły na pańską psychikę?

- To nie chodzi o to. Tak jak już mówiłem wcześniej: granie na 60-70 procent to męczenie samego siebie. Chcesz dać z siebie więcej, ale w jakiś sposób działa twoja podświadomość, która ci na to nie pozwala. Już miałem kilka takich sytuacji, gdy wróciłem za wcześnie do gry po kontuzji. A jak wiadomo: człowiek uczy się na błędach.

Jest pan więc gotowy do meczu z Irlandią Północną w stu procentach?

- Tak, to jest sto procent, choć mam małe problemy z żebrami. Nie jest to jednak coś, co mogłoby mi przeszkodzić. Spokojnie, będzie wszystko dobrze.

Nie boi się pan trenować na takim zaśnieżonym boisku, jakie jest we Wronkach?

- Nie, to jest normalne. Mamy taką pogodę, jaką mamy, i musimy się dostosować. Nie ma co doszukiwać się jakichś niepotrzebnych ideologii.

Ireneusz Jeleń, który również może grać na prawym skrzydle, strzela w Auxerre bramki i jest w dobrej formie. Czy w związku z tym trudniej będzie panu wywalczyć sobie miejsce w pierwszym składzie na mecz z Irlandią Północną czy San Marino?

- Osobiście bardzo się cieszę, że wielu z nas gra w swoich klubach, a nie siedzi na ławce. To dobrze dla reprezentacji. To dobry prognostyk przed zbliżającym się meczem z Irlandią Północną. A co do miejsca w składzie: rywalizacja jest wszędzie. Ja się nigdy jej nie boję. Powiem więcej: lubię rywalizację i na pewno się nie obrażę, jeśli usiądę na ławce rezerwowych. Będę się jednak starał udowodnić, że zasługuję na miejsce w składzie.

Czego spodziewacie się po meczu z Irlandią Północną? Twardej walki na wyboistym boisku?

- Nie wiem, jakie tam będą warunki. Ale dla obu drużyn boisko będzie takie samo, więc nie stwarzajmy sobie już teraz dodatkowych utrudnień. Pomijając stan boiska: to na pewno będzie mecz walki w typowo wyspiarskim stylu. Musimy dać z siebie sto procent zaangażowania i walki. Uważam, że dużą rolę odegra swego rodzaju mądrość. Istotne będzie, aby w ważnych momentach umieć przetrzymać piłkę, czy potrafić rozegrać jakiś kontratak.

Reklama

Reklama

Reklama