Reklama

Reklama

Kuba: Magia pomoże

- Wszyscy mają swoje słabe punkty i myślę, że i na Czechów znajdziemy jakiś sposób. Trzeba myśleć pozytywnie - mówi przed meczem eliminacji do MŚ 2010 pomocnik Borussii Dortmund Jakub Błaszczykowski.

- Uważasz, że trener powinien was, czyli lepiej wyszkolonych technicznie zawodników, wystawić bliżej środka boiska. Z wrzutek w zasadzie nigdy nie udawało nam się stwarzać zagrożenia pod bramką...

- Ale to nie znaczy, że właśnie w meczu z Czechami coś nie zaskoczy i nie zacznie nam wychodzić. Zresztą, to trener jest od dopierania składu i taktyki. My, czyli zawodnicy, musimy się do tego wszystkiego dostosować. Ja nigdy się nie wymądrzałem i nie doradzałem trenerowi. Robię po prostu to, co Leo ode mnie wymaga i staram się to robić jak najlepiej.

Reklama

- Mamy dwie nowe opcje do ataku: Brożek i Sosin. Zdążyłeś się już z nimi zgrać?

- Z Łukaszem nie miałem okazji grać, a z Pawłem grałem w Wiśle Kraków i myślę, że nadal pamiętam, w jaki sposób zachowuje się Brożek na boisku. Oboje nie są nowicjuszami. Łukasz w lidze cypryjskiej i w Lidze Mistrzów, a Paweł w lidze polskiej potwierdzają swoją wysoką formę. Myślę, że potwierdzą ją także w meczach eliminacyjnych.

- Na treningu graliście do czterech strzelonych bramek. Trochę to długo trwało. Trener żartował, żebyśmy zadzwonili do kuchni i przełożyli obiad.

- Zdarza się. Ale nie ma sensu wyciągać z tego wniosków. Trening to nie mecz. Na treningu oczywiście też trzeba być skoncentrowanym, ale wiadomo, że to jednak co innego.

- Co powiesz o drużynie Czech? Ich obrona składa się z defensorów Lazio, Milanu, Juventus i Atletico Madryt. A bramkarz na dodatek jest z Chelsea. Chyba trudno będzie im strzelić bramkę?

- E tam, spokojnie. Wszyscy mają swoje słabe punkty i myślę, że i na Czechów znajdziemy jakiś sposób. Jestem przed meczem dobrej myśli.

- Na czym ten twój optymizm się opiera?

- Po prostu musimy myśleć pozytywnie. Nie możemy przed spotkaniem zakładać, że przegramy. Bo wtedy nie byłoby po co wychodzić na boisko. Przekonanie o tym, że możemy wygrać ten mecz jest w tym wszystkim najważniejsze. Nie raz udowadnialiśmy, że potrafimy grać w piłkę i nie zapomnieliśmy w przeciągu dwóch-trzech miesięcy, jak się to robi. Na pewno jednak będziemy musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności, bo nie da się ukryć, że Czesi to dobra drużyna. Myślę jednak, że jesteśmy w stanie wygrać i może nam w tym pomóc magia Stadionu Śląskiego.

- Osiem miesięcy temu w meczu towarzyskim na Cyprze, co prawda bez twojego udziału, udało się pokonać Czechów...

- Ale nie przykładałbym do tamtego meczu zbyt dużej uwagi.

- Jednak pokazał, że Czechów da się pokonać...

- Na pewno tak. Każdego da się pokonać. I właśnie tak do tego trzeba podchodzić. Nie można myśleć, że jest się słabszym i chować głowę w piasek.

- Mówiłeś o magii Stadionu Śląskiego. A co z magią tego, że gramy w rocznicę zwycięstwa z Portugalią? Jest nawet ten sam sędzia. Czy to was jakoś motywuje?

- O motywacji tu raczej trudno mówić, ale oby to był dobry prognostyk. Obyśmy potrafili wznieść się na wyżyny i zagrać tak, jak w meczu z Portugalią.

- Do tego sytuacja jest podobna do tej sprzed dwóch lat. Wówczas nastroje też zbyt dobre nie były...

- Też tak myślę. Dlatego trzeba doszukiwać się samych pozytywów i nie myśleć negatywnie. Wyjść na boisko i pokazać, że jesteśmy kolektywem, zgraną drużyną. Tylko w ten sposób możemy wygrać.

- Powiedz na koniec, jak z twoim zdrowiem.

- Wszystko jest w porządku. Za mną ciężkie tygodnie, grałem mecze co trzy dni i miałem małe problemy zdrowotne. Ale to nic poważnego. Musiałem po prostu odpocząć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy