Reklama

Reklama

Kuba Błaszczykowski - kapitan pełną gębą

Cieszy mnie, że tacy piłkarze jak Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski biorą odpowiedzialność za reprezentację Polski. Kolejny cenny remis "Biało-czerwonych" - 2-2 z Koreą Południową - i tak nie uciszy krytyków. Jednak wydaje mi się, że piłkarze nauczyli się żyć z presją. To tylko dobrze w kontekście finałów EURO 2012. Szczególne wrażenie robi na mnie Błaszczykowski, który stał się motorem napędowym kadry.

To że kadra leciała do Korei Południowej z różnych miejsc, spowodowało że Franciszek SmudaKuba Błaszczykowski, a także Paweł Brożek, dotarli dopiero w czwartek nad ranem. Nie przeszkodziło to Błaszczykowskiemu zostać "piłkarzem meczu", obok Park Chu-Younga, który strzelił dwa gole. Kuba też miał udział w dwóch golach. Pierwszy - Roberta Lewandowskiego - padł po potężnym strzale Błaszczykowskiego, sparowanym przez Jung Sung-Ryong na poprzeczkę. Drugi gol to fatalny błąd Cho Byung-Kuka, który wykorzystał kapitan naszej kadry. Jednak Błaszczykowskiego nie można chwalić tylko za udział w golach. Atakował to prawą, to lewą stroną, dryblował, walczył, dyrygował. Owszem, miał kilka złych wyborów, niepotrzebnie chciał wymusić rzut karny, jednak widać było, że czuje się odpowiedzialny za reprezentację. Że chciałby wrócić z Azji - z wyprawy którą wcześniej skrytykował - z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Reklama

W formacjach ofensywnych Smuda dokonał aż sześciu zmian - szansę pokazania się dłużej niż przez kilka minut otrzymała czwórka zawodników: Adam Matuszczyk (za Eugena Polanskiego), Paweł Brożek (za Lewandowskiego), Adrian Mierzejewski (za Macieja Rybusa) oraz Sławomir Peszko (za Dariusza Dudkę). Na utrzymanie wyniku w końcówce pojawiło się jeszcze dwóch obrońców - Marcin Komorowski (za Błaszczykowskiego) i Tomasz Jodłowiec (za Rafała Murawskiego). Co ciekawe Smuda nie dokonał żadnej zmiany w samej formacji obronnej, która w Seulu była najsłabsza. Grzegorz WojtkowiakDamien Perquis to nie jest para na finały EURO 2012. Perquis jest wolny, a Wojtkowiak rozkojarzony. Słabym ogniwem drużyny jest również Jakub Wawrzyniak. Poszukiwania trwają nadal. Na środek obrony, jak tylko wyleczy się Manuel Arboleda, brałbym obrońcę Lecha. Niedawno w "Cafe Futbol" w Polsacie Sport - na zaproszenie Bożydara Iwanowa - zadeklarował: "Byłbym dumny, gdybym mógł zagrać dla Polski, dla kraju, w którym zaznałem tyle dobrego".

Czy nasza drużyna narodowa jest na dobrej drodze, aby wyjść z grupy w finałach EURO 2012? Co pokazały nam dotychczasowe jesienne mecze - Gruzja (1-0), Meksyk (1-1), Niemcy (2-2) i Korea Południowa (2-2)? Na pewno jest kręgosłup zespołu. Trójka z Dortmundu - Błaszczykowski i Lewandowski, a także Łukasz Piszczek - to filary. Mam świadomość, że Piszczek w tych meczach nie grał, ale to nie zmienia mojego spojrzenia na jego przyszłą rolę w kadrze. Wojciech Szczęsny to klasa światowa - spotkanie z Niemcami uświadomiło to wszystkim. W środku pola jest konkurencja. Wiadomo, że Smuda zaczyna skład od Murawskiego, ale przecież są także Polanski, Matuszczyk, Dudka. Jest konkurencja na skrzydłach (to może być nasza broń na EURO!). Nie wolno rezygnować z Brożka, choć w klubie jest tylko rezerwowym. O atmosferę w kadrze dba Błaszczykowski, a także Marcin Wasilewski - przez Smudę reaktywowany trochę z konieczności - ale myślę, że już na stałe.

Dramatem jest obrona. Problemy są również poza sferą sportową - szwankuje organizacja, logistyka, wizerunek. Można się zastanowić nad motywacją niektórych piłkarzy. Jednak to temat na inną opowieść. Myślę, że to również temat rozmów wewnątrz drużyny - dyskusji inicjowanych przez Błaszczykowskiego i Lewandowskiego. Ważne, że nie tylko gadają, ale i grają!

Zapraszamy na blog Romana Kołtonia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje