Reklama

Reklama

Kryzys Spurs trwa. Lakers lepsi od Mavs

Czwartek w NBA to jak zwykle dwa mecze, tym razem trafiło na absolutne hity. Zmierzyły się ze sobą najlepsze drużyny NBA. San Antonio Spurs podejmowało Boston Celtics, a Dallas Mavericks udali się na mecz do Los Angeles z Lakersami.

Boston Celtics w końcu wygrali ważne spotkanie i odzyskali swojego gracza podkoszowego. San Antonio Spurs przegrali piąty mecz z rzędu i LA Lakers są coraz bliżej odebrania im palmy pierwszeństwa w konferencji zachodniej.

Do wygranej Celtów poprowadził Rajon Rondo, który zagrał świetny mecz - 22 punkty, 14 asyst i intensywnością gry przypominał samego siebie z półfinałów konferencji playoffs rok temu przeciwko Cleveland Cavaliers. Bostończyków wzmocnił też powrót do gry Jermaine'a O'Neala, który wrócił po kontuzji kolana. Co prawda zagrał tylko 11 minut, ale w pierwszym meczu po tak długiej przerwie nie miał co liczyć na więcej.

Reklama

Paul Pierce i Kevin Garnett zagrali na swoim normalnym poziomie. Pierwszy z nich uzbierał 21 punktów i 11 zbiórek, a drugi 20 i 9. Celtics skończyli tym meczem marzec, który był jak dotąd najgorszym miesiącem w ich wykonaniu. Zaliczyli w nim bilans 9-7 i stracili pierwsze miejsce na wschodzie na korzyść Chicago Bulls.

"To jest dobry moment, żeby odnaleźć swoją grę. Pokonaliśmy zespół z najlepszym bilansem. Kiedy jest lepszy czas, żeby wrócić na właściwe tory?" tak Paul Pierce wróży na najbliższe mecze swojej drużyny.

Spurs natomiast są na drugim biegunie. Przegrali piąte spotkanie z rzędu, ale do składu wrócili trzej rekonwalescenci ostatnich 2 tygodni - Tim Duncan, Manu Ginobili i Tony Parker. Parker zdobył 23 punkty, Duncan w pierwszym meczu po 4 spotkaniach przerwy zaliczył double-double 20 punktów i 13 zbiórek, ale zabrakło pomocy Ginobiliego, który rzucił tylko 9 punktów przy skuteczności 4 z 13 rzutów z gry.

Przełomowym momentem w meczu była część trzeciej kwarty wygrana przez gości dzisiejszego spotkania 12:0. Po tym Spurs nie zbliżyli się bardziej niż na 6 punktów różnicy. Spurs przegrali już 9. raz od meczu gwiazd. Przed nim przez 3 i pół miesiąca przegrali też 9 spotkań. Sytuację komentuje Gregg Popovich: "To się zdarza każdemu. Ale nam niestety w najgorszym możliwym momencie. Jeśli w ogóle miałoby, to chciałbym, żeby to było na 30 meczów przed końcem sezonu regularnego, żebyśmy mieli czas na powrót do swojej gry. Teraz będziemy musieli to zrobić bardzo szybko."

Nenad Krstic zagrał tylko 10 minut, po tym jak w pierwszej połowie doznał kontuzji kolana i nie wrócił już na boisko. Serb powróci od razu do Bostonu na badanie rezonansem magnetycznym i nie będzie uczestniczył w najbliższych dwóch meczach przeciwko Atlanta Hawks i Detroit Pistons.

San Antonio Spurs (57-18) - Boston Celtics (52-22) 97:107

SAS: Tony Parker - 23 (8 as), Tim Duncan - 20 (13 zb), Richard Jefferson - 14 (4x3), Manu Ginobili - 9 (6 as), Matt Bonner - 8, Gary Neal - 8, Antonio McDyess - 6, George Hill - 6, DeJuan Blair - 3, Tiago Splitter - 0

BOS: Rajon Rondo - 22 (14 as), Paul Pierce - 21 (11 zb, 7 as), Kevin Garnett - 20 (9 zb), Glen Davis - 16 (8 zb), Ray Allen - 13, Jeff Green - 8, Jermaine O'Neal - 5, Delonte West - 2, Nenad Krstic - 0, Sasha Pavlovic - 0, Von Wafer - 0

Skrót meczu:

Los Angeles Lakers (54-20) - Dallas Mavericks (53-22) 110:82

Lakers zagrali dokładnie to, co grają od przerwy na mecz gwiazd. Solidną obronę, z Andrew Bynumem jako główna postać tej obrony i ze skutecznym w ataku duetem Pau Gasol - Kobe Bryant. To wystarczyło, żeby rozgromić Dallas Mavericks, którzy nagle zapomnieli o sposobie gry, który do tego momentu prezentowali.

Bryant rzucił 28 punktów, Gasol 20, a Bynum zaliczył kolejne double-double (18-13) w meczu, w którym aż 5 graczy zostało wyrzuconych z boiska za faule techniczne. Ale do tego dojdziemy. Lakers wygrali 16 z 17 meczów po przerwie na mecz gwiazd i doganiają San Antonio Spurs, którzy przegrali piąte z rzędu spotkanie.

W barwach Mavs najlepszym graczem był Dirk Nowitzki - 27 punktów i 13 zbiórek. Nie miał jednak wystarczającego wsparcia od pozostałych zawodników. Najbardziej zawiódł Jason Terry, drugi strzelec zespołu, który rzucił tylko 5 punktów. Lakers wygrali drugą połowę 56:31 i w samej końcówce było już dobijanie Mavericks.

Mecz był wyrównany do wyniku 79:70 w trzeciej kwarcie. Wtedy Lamar Odom udowodnił dlaczego jest jednym z najlepszym rezerwowych NBA. Sam zdobył wszystkie punkty w serii 11:0 i doprowadził do prowadzenia 90:70. W tym momencie było już po meczu.

Na 9:23 przed końcem meczu Steve Blake był faulowany przez Terry'ego, który dodatkowo wypchnął go poza parkiet. Blake szybko wstał i stanął twarzą w twarz z graczem Mavs. Wtedy wkroczył Matt Barnes, najbardziej krewki w tym całym zdarzeniu. Wszyscy trzej oraz Brendan Haywood zostali usunięci z boiska za przewinienia techniczne. W późniejszym fragmencie jeszcze z boiska spadł Shannon Brown, też za faule techniczne.

Lakers kolejne spotkanie zagrają już w piątek z Utah Jazz, natomiast Dallas kontynuują serię wyjazdowych spotkań i w sobotę zagrają w hali Golden State Warriors.

LAL: Kobe Bryant - 28, Pau Gasol - 20, Andrew Bynum - 18 (13 zb), Lamar Odom - 16 (3x3, 11 zb), Ron Artest - 13 (6 as), Derek Fisher - 6, Shannon Brown - 5, Matt Barnes - 4, Steve Blake - 0, Theo Ratliff - 0, Luke Walton - 0, Joe Smith - 0

DAL: Dirk Nowitzki - 27 (13 zb), Peja Stojakovic - 13 (3x3), J.J. Barea - 10, Shawn Marion - 9, Tyson Chandler - 7 (10 zb), Jason Kidd - 6 (6 as), Rodrigue Beaubois - 5, Jason Terry - 5, Brendan Haywood - 0, Brian Cardinal - 0, Ian Mahinmi - 0

Skrót meczu:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje