Reklama

Reklama

Kruczek: Wyniki poniżej oczekiwań

- Wyniki naszych zawodników były poniżej moich oczekiwań. Spodziewałem się nieco więcej - tak ocenił dla INTERIA.PL trener polskich skoczków Łukasz Kruczek zakończony w środę 58. Turniej Czterech Skoczni.

- Konkursy, poza pierwszymi zawodami w Oberstdorfie, które były chaotyczne i loteryjne, odbywały się w dobrych warunkach, a cała impreza stała na bardzo wysokim poziomie. Nie spodziewałem się aż takiej dominacji Austriaków. Szczerze mówiąc liczyłem, że o palmę pierwszeństwa powalczą Simon Ammann z Gregorem Schlierenzauerem - powiedział Kruczek. 58. Turniej Czterech Skoczni zakończył się zwycięstwem Austriaka Andreasa Koflera.

Reklama

- Niestety, wyniki naszych zawodników były poniżej moich oczekiwań. Spodziewałem się nieco więcej. Pojedyncze skoki były jednak w porządku, dlatego w dalszym ciągu z optymizmem patrzę w przyszłość - stwierdził szkoleniowiec.

- Najlepiej na turnieju wypadł Adam Małysz, który w ostatecznej klasyfikacji był 9. Kamil Stoch zajął 30. miejsce. Cóż, trudno marzyć o wyższej lokacie, jeśli tylko dwukrotnie kwalifikuje się do drugiej serii. Pamiętajmy jednak, że tam gdzie wchodził do drugiej serii, czyli w Ga-Pa oraz Innsbrucku, skakał naprawdę dobrze, a pojedyncze skoki były wręcz wysokiej jakości. W Innsbrucku w jednej z serii uzyskał nawet ósmy wynik. Byłem z tego bardzo zadowolony. W ostatnim konkursie, w Bischofshofen, liczyłem, że Kamil pokaże się z lepszej strony, ale - niestety - trafił na fatalne warunki - dodał Kruczek.

- Stefan Hula miał świetny początek w Oberstdorfie, wygrał ze Słoweńcem Jernejem Damjanem, ale anulowano serię. W powtórce już nie było tak dobrze. Wygrał Słoweniec. W Ga-Pa właściwie nie wyszedł mu żaden skok. W Innsbrucku było lepiej - skoki kwalifikacyjne były dobre, choć konkursowy nie do końca. W Bischofshofen szczęśliwym trafem, po nieudanym skoku Andreasa Kuettela, Stefan awansował do 30. Skok finałowy był dobrej jakości. Mam nadzieję, że będzie to jego punkt przełomowy i w kolejnych konkursach będzie coraz lepiej - mówił Kruczek.

- Krzysztof Miętus zadebiutował w tak wielkiej imprezie. Zdawałem sobie sprawę, że będzie mu bardzo ciężko. Po pierwsze te skocznie są niezwykle wymagające, a po wtóre warunki też mu nie sprzyjały. On na dziś nie dysponuje ogromną siłą w nogach. Skacze bardziej technicznie, potrzebuje nieco pomocy od natury. Jeśli ją otrzymuje, to skoki są dobre. Niektóre z jego skoków były niezłe i dlatego zdecydowaliśmy, że Krzysiu nadal będzie występował w Pucharze Świata. Wystąpi w Kulm. Później zostanie wyłączony, aby odpocząć przed konkursami w Zakopanem - podkreślił trener reprezentacji Polski.

Kruczek poinformował, że kadra naszych skoczków zostaje w Austrii. W najbliższy weekend na skoczni Kulm w Bad Mitterndorf odbędą się dwa konkursy Pucharu Świata.

- Choć jeszcze trochę czasu jest, to nasze myśli coraz częściej uciekają już do Kanady, gdzie w Vancouver odbędą się igrzyska olimpijskie. Musimy się już powoli przymierzać do załatwiania spraw organizacyjnych przed olimpiadą: terminu odlotu, logistyki, przygotowania sprzętu. To wszystko jest istotne. Nasza ekipa wszystko już podporządkowuje igrzyskom. Nasze częste starty w Pucharze Świata też o tym świadczą. Pamiętajmy, że w zależności od ilości punktów przydzielane będą w Vancouver numery startowe - zakończył Kruczek.

CZYTAJ TAKŻE:

Wołowski: Tajner do dzieła!

Kofler zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni

Adam Małysz: Najgorsza jest panika

Dowiedz się więcej na temat: Turniej Czterech Skoczni | turniej | czterech skoczni | skoki | kruczek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama