Reklama

Reklama

Kruczek: Mam już plan "B" na wypadek braku śniegu

- Wyniki pierwszych zawodów Pucharu Świata nie są w pełni miarodajne, bo zostały wypaczone przez aurę. Wiatr kręcił niemiłosiernie. W naszej ekipie na słowa uznania zasłużył Krzysztof Miętus - komentuje specjalnie dla INTERIA.PL trener kadry A polskich skoczków Łukasz Kruczek.

W sobotę w Kuusamo rozpoczął się cykl Pucharu Świata w skokach narciarskich. Zawody wygrał Norweg Bjoern Romoeren, a najlepszy z Polaków - Kamil Stoch był 24., a Łukasz Rutkowski - 28. Po I serii konkursu odpadli Marcin Bachleda (33.) i Krzysztof Miętus (43.) Do zawodów nie zakwalifikował się Adam Małysz, który dostał podmuch w plecy podczas kwalifikacji, a także Piotr Żyła.

Reklama

- W Kuusamo wiatr kręcił niemiłosiernie. Nie było choćby dwóch, trzech minut, by warunki utrzymały się na takim samym poziomie. Zdarzało się, że gdy zawodnik ruszał z góry stykał się z jedną sytuacją, a gdy dojechał do progu wszystko były już inaczej. Było ciężko i nawet zawodnicy dobrzy przegrywali z wiatrem. Powiedzmy jednak jasno: uderzyło to we wszystkie ekipy - podkreśla Kruczek.

- Jeśli chodzi o naszych zawodników, to skoczyli dokładnie to, czego od nich oczekiwałem. W zawodach powtórzyli skoki z treningu. Z tego jestem bardzo zadowolony. Wszyscy skoczyli na swoim poziomie. Jeśli miałbym kogoś wyróżnić, to na słowa uznania zasłużył Krzysztof Miętus - chwali trener Kruczek. - Krzysztof Debiutował w zawodach tej rangi. Skakał w trudnych warunkach i w żadnej z prób nie skoczył poniżej swojego poziomu. Myślę, że na słowa uznania zasługuje także Adam Małysz za świetne wyniki w konkursie drużynowym. Osiągnął je po całkowicie nieudanych kwalifikacjach indywidualnych. Zresztą powiedzmy sobie szczerze: w indywidualnym konkursie największe tygrysy skoków nie miały tym razem szczęścia. Mile zaskoczył mnie natomiast drugi w zawodach Niemiec Pascal Bodmer. Wcale nie mam na myśli miejsca, lecz to, jak skakał. Robił to wyśmienicie.

Większość polskiej ekipy w niedzielę wieczorem wróciła z Finlandii do domów. W Skandynawii zostali jedynie serwismani i fizjoterapeuta, którzy opiekują się sprzętem. - Nie chcieliśmy go taszczyć do Polski. Ekipa, która została w Finlandii samochodami przewiezie wszystko do norweskiego Lillehammer, gdzie odbędą się kolejne zawody Pucharu Świata. Drużyna wylatuje tam w czwartek. Ja na bieżąco będę śledził prognozy pogody. Nie chodzi o aurę w Norwegii. Zawody w Lillehammer są niezagrożone. Zastanawiam się, co będzie dalej. Z uwagi na aurę pod znakiem zapytania stoją konkursy w Harrachovie, a nasz zespół nie może sobie pozwolić na zbyt długą przerwę w kontekście zaplanowanych na 19 i 20 grudnia startów pucharowych w Engelbergu - obawia się trener Łukasz Kruczek. - Jeśli z powodu braku śniegu Harrachov wypadnie z kalendarza Pucharu Świata, wówczas wdrożę plan B: cała grupa zostanie w Lillehammer kilka dni dłużej by potrenować. Wszystko będzie jasne już w najbliższy piątek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje