Reklama

Reklama

Kruczek: Adam nie ma problemu z kombinezonem

Trener kadry skoczków Łukasz Kruczek uspokaja. Lider polskiej ekipy Adam Małysz będzie mógł wystartować w igrzyskach w Vancouver w swoim ulubionym kostiumie. W piątek zostaną wprowadzone do niego potrzebne modyfikacje.

- Już w Turynie nie wolno było zaklejać loga na kombinezonach. Nie wiem, dlaczego teraz się to wyciąga. To jest niepotrzebne bicie piany. O tym, że zabronione jest zaklejanie reklam na kombinezonach, w których się będzie startowało w igrzyskach było już głośno cztery lata temu. Od tej pory nic się w przepisach nie zmieniło - powiedział Kruczek.

Reklama

Dodał, że testowanie nowych strojów nie zaczęło się dwa, czy trzy tygodnie temu, ale trwa znacznie dłużej. - Cały sezon się na tym koncentrowaliśmy. Ta wiadomość nas nie zaskoczyła, byliśmy na to przygotowani. Jeden z kombinezonów, w których skakał Adam jest też przeznaczony na igrzyska w Vancouver. W piątek zostanie wymieniony tylko ten element, na którym są reklamy i to jest wszystko.

Ile strojów znajdzie się w bagażu skoczków? - Między trzy a sześć. Nie ma żadnej reguły. Są zawodnicy przekonani do jednego, są i tacy, którzy wolą mieć inny na średnią i inny na dużą skocznię. To bardzo indywidualna sprawa - skomentował Kruczek.

Jego grupa - Stefan Hula, Krzysztof Miętus i Kamil Stoch - po starcie w Zakopanem skupiła się na treningach i nie startowała w kolejnych, w Oberstdorfie i Kligenthal, zawodach Pucharu Świata. Łukasz Rutkowski w pierwszym z nich wystąpił, by potem wrócić do Szczyrku i tam szlifować formę.

- To był bardzo dobry pomysł, by odpuścić starty. Mieliśmy trochę turbulencji w Zakopanem. Tam nie poszło nam tak, jak tego oczekiwaliśmy, dlatego zdecydowaliśmy się na taki ruch. Widać, że kłopoty są za nami. Na wtorkowym treningu wyniki uzyskiwane przez zawodników były już bardzo dobre - ocenił.

W Szczyrku, gdzie ostatnie dni spędzili skoczkowie, profil skoczni K95 jest taki sam jak ten w Whistler, gdzie odbędą się konkursy olimpijskie.

- Tak wynika z dokumentów certyfikacyjnych. Przekonamy się o tym na miejscu i po pierwszych skokach zawodników będzie już widać, czy to ta skocznia, na której ostatnio trenowali. Jestem bardzo zadowolony z ostatnich dni przygotowań. Wypadł nam wprawdzie jeden trening w środę, bo przetoczyła się śnieżyca. Ostatnie zajęcia z kolei były jednymi z lepszych, jakie w tym sezonie udało nam się zrealizować. Widać, że forma idzie do góry - powiedział.

Skoczkowie do Vancouver odlecą w piątek rano przez Londyn. W poniedziałek dołączy do nich Adam Małysz. Dlaczego nie lecą wszyscy razem?

- Wcześniej zdecydowaliśmy o tym, że ta grupa, poza Adamem, nie będzie startować w ostatnich zawodach w Willingen. Dlatego podjęliśmy decyzję by to wykorzystać i pojechać trochę wcześniej do Kanady. Ten trening, który zaplanowaliśmy, zrobimy już na miejscu, aklimatyzując się jednocześnie. W przypadku Adama cały czas nie było wiadomo, czy pojedzie do Willingen, czy nie. Dlatego wybrano późniejszy termin, by w razie czego zostawić sobie furtkę do manewru - wytłumaczył.

Kwalifikacje do konkursu na normalnej skoczni odbędą się w Whistler jeszcze przed ceremonią otwarcia - 12 lutego o godz. 19.00 czasu polskiego.

CZYTAJ TAKŻE

Vancouver: Skoczkowie i bobsleiści złożyli ślubowanie

Wołowski: Małysz, reaktywacja

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | Łukasz | skoczkowie | Vancouver | kruczek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje