Reklama

Reklama

Kowalczyk: To jeden z najszczęśliwszych dni w karierze

Chociaż 16. miejsce w piątkowym sprincie na Polanie Jakuszyckiej jest dalekie od oczekiwań Justyny Kowalczyk, to jednak polska narciarka przyznała, że był to jeden z najszczęśliwszych dni w jej karierze.

- Jestem bardzo wzruszona. To wszystko, co się tutaj dzieje, ci wszyscy ludzie, to chyba drugi pod względem szczęśliwości dzień w moim sportowym życiu, zaraz po zwycięstwie w igrzyskach olimpijskich w Vancouver. Najchętniej wszystkich kibiców bym wyściskała za to, że tak fajnie wyszło - powiedziała Kowalczyk.

Podopieczna Aleksandra Wierietielnego rywalizację zakończyła na ćwierćfinale, w którym rywalizować musiała m.in. z liderką klasyfikacji Pucharu Świata Norweżką Marit Bjoergen. Kowalczyk odpadła w dramatycznych okolicznościach. Najszybsza była Amerykanka Kikkan Randall, a druga Niemka Katrin Zeller wyprzedziła Polkę o zaledwie... dwa centymetry.

Reklama

- Z jakiś przyczyn cofnęłam trochę nogę, tuż przed linią mety. Nie wiem czemu tak zrobiłam. Być może straciłam równowagę. Nie mam sobie jednak nic do zarzucenia. Zrobiłam dziś wszystko co mogłam. Zabrakło ciut, ciut szczęścia. Wydaje mi się jednak, że nawet gdybym awansowała dalej, to i tak bym już wiele dziś nie ugrała - przyznała zawodniczka z Kasiny Wielkiej.

Do półfinałów awansowały po dwie najlepsze zawodniczki z każdego z pięciu ćwierćfinałów oraz dwie z najlepszymi czasami z dalszych miejsc. Kowalczyk nie miała co liczyć na to, że znajdzie się w tym gronie, bo znacznie szybciej pobiegły zawodniczki w pierwszej serii.

- Miałam wrażenie, że mój bieg był szybki. Jednak praktycznie jak tylko ruszyłyśmy, zerwał się wiatr i może dlatego czas okazał się gorszy. Taki miałam zresztą plan, by mocno ruszyć od startu. Wydawało mi się, że przy takiej obsadzie awans mogę wywalczyć tylko jako +szczęśliwa przegrana+. Myślałam, że to się inaczej rozegra - dodała.

Polce na pocieszenie pozostaje fakt, że jeszcze słabiej wypadła Bjoergen, którą sklasyfikowano na 22. miejscu. W klasyfikacji generalnej zmniejszyła więc do niej stratę. Teraz wynosi ona już tylko sześć punktów.

- Bałam się, że po tym starcie moja strata do Marit wzrośnie i to bardzo. Wiedziałam, że to może nie być mój najlepszy dzień. Spodziewałam się, że Norweżka lepiej wypadnie. Ona na nartach ma świetną koordynację i myślałam, że tak trudne warunki, mocno zlodowaciała trasa, nie będą dla niej wielką przeszkodą - podsumowała zdobywczyni Kryształowej Kuli w trzech ostatnich sezonach.

W sobotę drugi dzień zawodów. Zawodniczki będą rywalizowały w biegu na 10 km techniką klasyczną - jednej z ulubionych konkurencji Kowalczyk. Narciarka tradycyjnie zapewnia, że da z siebie wszystko.

- Kibice są świetni i ja postaram się dać im powody do zadowolenia. Szkoda, że nie mogą stać wzdłuż całej trasy, bo mielibyśmy wtedy takie samo święto jak w Norwegii czy Szwecji, gdzie biegnie się, a kibice są tuż obok - powiedziała Polka.

Początek zmagań o 14.30. Panowie na trasę o pięć km dłuższą ruszą dwie godziny wcześniej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama