Reklama

Reklama

Kowalczyk: Nie jestem narciarką idealną

Złota medalistka zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver Justyna Kowalczyk wróciła do Polski z trzema krążkami. Mimo tego nie uważa się za narciarkę idealną i stawia sobie kolejne cele. Na początek - wywalczanie trzech Kryształowych Kul Pucharu Świata.

"Jest tyle różnych startów, różnych zawodów - jest dużo do zdobywania. Poza tym idealną narciarką nie jestem - daleko mi do tego. Mam więc jeszcze bardzo dużo roboty" - zapewniła Kowalczyk.

Reklama

Cel na najbliższe tygodnie - triumf w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata oraz wywalczenie Małych Kryształowych Kul za sprinty i biegi długie, wydaje się bardzo realny do osiągnięcia. W klasyfikacji generalnej PŚ Kowalczyk prowadzi - zgromadziła 1595 punktów. Na drugim miejscu jest Słowenka Petra Majdic (1191 pkt), która z powodu kontuzji odniesionej w Vancouver nie będzie w tym sezonie startować. Z kolei trzecie miejsce zajmuje Aino-Kaisa Saarinen z Finlandii (909). Trzykrotna złota medalistka IO - Norweżka Marit Bjoergen jest szósta (556 pkt).

Niemal identyczna jest kolejność w biegach długich. Z kolei w sprincie Kowalczyk (439 pkt) nieznacznie ustępuje tylko Majdic (446 pkt). Trzecia jest Saarinen - 144 punkty za Kowalczyk. Najbliższa próba sił - w weekend w Lahti.

W trakcie igrzysk olimpijski Kowalczyk poruszyła jedne z trudniejszych tematów - legalnego stosowania przez duże grono sportowców leków na astmę, które znajdują się na liście zakazanych środków dopingujących.

"Temat nie jest zakończony - właściwie dopiero się zaczął. Mam nadzieję, że ta sprawa będzie wywoływała kontrowersje i coś będzie w tym temacie robione. To nie jest normalne, że 90 procent sportowców było chorych. Jeżeli ktoś twierdzi, że leki, które są na liście dopingowej nic nie dają, to ja nie rozumiem tych list i tego wszystkiego" - podkreśliła czterokrotna medalistka olimpijska.

Mimo tego zgrzytu Polka powróciła do kraju szczęśliwa i pełna motywacji do dalszych startów.

"Narty to moja pasja, moje życie, moja praca. Jestem wielką szczęściarą, że mogę robić to co lubię. Zajęło mi to kawał życia, dużo podróżuję, spotykam się z wieloma ludźmi. Bardzo mi się podoba życie, które prowadzę. A justynomanii się nie boję - jestem 300 dni w roku poza krajem i ominie mnie to. Zresztą nie sądzę, żeby były jakieś manie" - oceniła Kowalczyk.

Zawodniczka liczy, że sukcesy polskich olimpijczyków przyczynią się do popularyzacji sportu w kraju.

"Mam nadzieję, że Polacy ruszą się do jakichkolwiek sportów - wszystko jedno czy to będą narty biegowe, czy zjazdowe, rower, czy pływanie. Świetnie by było, gdybyśmy zaczęli więcej się ruszać. Jeśli wybiorą biegówki, to będę podwójnie szczęśliwa. W zimie to świetny sposób na dodatkowy tłuszczyk, czy dużą ilość stresu. Każdy sport jest dobry, a zimą biegóweczki najlepsze" - zapewniła mistrzyni świata z Liberca.

Dowiedz się więcej na temat: KUL | Vancouver | złota | Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje