Reklama

Reklama

Koszmarna noc Adama Małysza

Adam Małysz coraz lepiej czuje się w Whistler, gdzie w piątek odbędą się kwalifikacje, a w sobotę pierwszy olimpijski konkurs skoków narciarskich. Najtrudniejsza była dla niego pierwsza noc, którą spędził głównie w... ubikacji.

"Pierwszy dzień był bardzo ciężki. Specjalnie nie spałem w samolocie, żeby przyjechać i w ten sposób wejść w aklimatyzację. Po przyjeździe poszedłem na trening i stamtąd zabrano mnie na kontrolę antydopingową. Siedziałem tam do 23.00, a potem do rana siusiałem. Jak się człowiek napije tyle, żeby oddać mocz, to potem trzeba to jakoś wydalić. Co godzinę się budziłem i musiałem iść do toalety. Wstałem wykończony. Następna noc była już bardzo dobra, wyspałem się bez problemu" - powiedział Małysz.

Dwukrotny medalista olimpijski z Salt Lake City powoli przyzwyczaja się do dziewięciogodzinnej zmiany czasu.

Reklama

"Już jest dobrze. Wstaję po szóstej, ubieram się, myję i idę od razu na stołówkę. Potem trening. Czas wolny? Na razie spędzam go na udzielaniu wywiadów. Wieczorem trochę pokręcę się po pokoju i... dnia już nie ma" - zaznaczył.

W bagażu "Orła z Wisły" nie zabrakło rzeczy, które mają mu przynieść szczęście. "Nie powiem, co to jest, bo może przestać działać. Zdradzę tylko, że to upominki od osób mi bliskich" - przyznał.

W środę po raz pierwszy przeprowadzony został oficjalny trening na normalnej skoczni w Whistler. Małysz, z uzyskanych wyników - 102,5 m, 104,0 i 101,0 - był zadowolony.

"Te skoki były całkiem fajne, zwłaszcza te dwa pierwsze. W trzecim mnie trochę pokręciło w powietrzu, ale ogólnie jest OK. Oby warunki były sprawiedliwe, to i skoki będą dobre" - ocenił.

Żadnych zastrzeżeń nie ma także do obiektu. "Jest bardzo dobrze przygotowany. Nie ma żadnego problemu. Strasznie szybko tylko jechali z tymi seriami w środę. Nie szło przebrać się z kombinezonu do normalnego stroju, żeby się ponownie rozgrzać, tylko od razu trzeba było iść na górę" - powiedział.

"Z kombinezonami też nie ma już żadnego kłopotu - dodał. - Jestem z nich zadowolony. Mam jeden, w którym skakałem. Mam i nowy, w którym w środę trenowałem. Jest ok".

Jak zaznaczył, "tutaj jest wszystko robione pod dyktando trenera. Jak on powie, tak jest. Plany są raczej bardzo spontanicznie ustalane. Jedyne co jest wiadome, to kiedy skaczemy".

Wioska olimpijska zbudowana jest z dwupiętrowych domków podzielonych na pół. W jednym segmencie mieszkają skoczkowie narciarscy, do których dołączy bobslejowa czwórka, w drugim biathlonistki i Justyna Kowalczyk, która jako jedyna z polskiej ekipy może cieszyć się kącikiem tylko dla siebie.

"Pokoje są trochę małe i tylko trzy toalety, a sporo mieszkańców. Nie dojechali jeszcze bobsleiści, jak przyjadą to będą kolejne cztery osoby do jednej łazienki. To trochę uciążliwe" - skarżył się Małysz.

Nie przeszkadza mu jednak fakt, że nie ma w pokoju telewizora. "To nie jest dla mnie problem. Jest internet, wprawdzie słabo hula, ale jest do dyspozycji" - powiedział.

Kolejny trening skoczków zaplanowano na czwartek na godz. 21.30 czasu polskiego. Kwalifikacje do konkursu na skoczni K-95 odbędą się natomiast jeszcze przed ceremonią otwarcia - 12 lutego o godz. 19.00.

CZYTAJ TAKŻE:

Vancouver: Małysz w czołówce na treningu

Adam Małysz: Ammann to dusza towarzystwa

Adam Małysz najgorsze ma już za sobą

Małysz: Życzcie szczęścia, bo forma jest

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje