Reklama

Reklama

Kosowski: Sami jesteśmy sobie winni

- Nasze indywidualne błędy doprowadziły do dogrywki i karnych. Sami jesteśmy sobie winni - powiedział Kamil Kosowski, pomocnik Wisły Kraków.

"Biała Gwiazda" w środę męczyła się w 1/16 finału Pucharu Polski, eliminując Śląsk Wrocław dopiero po serii rzutów karnych.

- Drużyna trenera Tarasiewicza pokazała charakter. Pomogliśmy jej w tym, bo przy stanie 2:0 popełniliśmy błąd, gospodarze dostali rzut karny, który wykorzystali i uwierzyli, że są w stanie wyrównać, co udało im się w 88. minucie - stwierdził "Kosa".

- Trzeba ich za to pochwalić, równocześnie ganiąc nas, bo mieliśmy jeszcze kilka sytuacji, które powinniśmy wykorzystać i tym samym wcześniej rozstrzygnąć losy meczu. Z drugiej strony Śląsk w dogrywce także mógł przechylić szalę na swoją korzyść - dodał.

Reklama

Kosowski miał duży udział przy drugiej bramce dla Wisły, która padła w podobnych okolicznościach, jak ta po strzale Jacka Krzynówka w wyjazdowym meczu z Portugalią w eliminacjach Euro 2008.

- Miałem szczęście. Nie można tych sytuacji porównać, bo Jacek strzelił piękną bramkę, a ja się poślizgnąłem, przez co trafiłem piłką w słupek, a ta odbiła się od bramkarza i wpadła do siatki - przyznał piłkarz "Białej Gwiazdy".

Dowiedz się więcej na temat: Kamil Kosowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje