Reklama

Reklama

Konrad Czerniak: Jest wesoło nawet, kiedy harujemy

Konrad Czerniak, gwiazda zakończonych w niedzielę pływackich mistrzostw Polski, większość roku spędza w Hiszpanii. Pięciokrotny mistrz kraju chwali sobie treningi na Półwyspie Iberyjskim pod okiem Bartosza Kizierowskiego, ale brakuje mu rodzimej kuchni.

- Kiedy zaczął pan poważnie myśleć o trenowaniu pływania?

Konrad Czerniak: Tuż przed pójściem do liceum miałem kryzys. Nie było wtedy dobrych wyników, a wybór szkoły średniej to dość poważna decyzja. Zacząłem się zastanawiać czy jednak nie skupić się bardziej na nauce, bo jedno i drugie trudno pogodzić. Trafiłem jednak do szkoły, w której pani dyrektor była bardzo przychylna mojej karierze sportowej. Po dwóch latach przyszły pierwsze sukcesy i wtedy pomyślałem, że może warto zaryzykować i zająć się pływaniem profesjonalnie.

Reklama

- Od dwóch lat trenuje pan w Hiszpanii. Jak często przyjeżdża pan do kraju?

- Na święta Bożego Narodzenia i krótkie wakacje. Łącznie w Polsce jestem około miesiąca. Czasem przyjeżdżam na jakieś badania czy zawody, ale wtedy nie mam nawet czasu by zajrzeć do domu.

- Stęskniona rodzina wita pana w jakiś szczególny sposób?

- Babcia z mamą szykują mi na wszystkie dni specjalne potrawy. Bardzo lubię pierogi i zupy polskie. Hiszpańskie jak dla mnie nie są szczególnie dobre.

- Co lubi pan robić w wolnym czasie?

- Treningi i studia powodują, że nie mam go zbyt wiele. W Hiszpanii nie można nie interesować się piłką nożną. Miałem przyjemność obejrzeć dwa mecze na Santiago Bernabeu. Jeden ligowy Realu oraz charytatywny mecz gwiazd. Zobaczyć na żywo Zinedine'a Zidana było niesamowitym przeżyciem.

- Na mundialu będzie pan kibicował Hiszpanom?

- Nikomu nie będę specjalnie kibicował, ale wydaję mi się, że mistrzostwo świata zdobędzie Argentyna.

- Jakim trenerem jest Bartosz Kizierowski?

- Jest niewiele od nas starszy. Z łatwością się dogadujemy, mamy wspólne tematy do rozmów. Na trening zawsze przychodzi zadowolony. Nigdy nie jest ponury. Na każdych zajęciach gotowy do walki, a to nas doskonale napędza do ciężkiej pracy. Nie przeraża nas, że znów musimy przepłynąć wiele kilometrów. Jest wesoło nawet wtedy kiedy harujemy.

- Cztery lata temu mistrzostwa Europy również rozgrywano w Budapeszcie. Bartosz Kizierowski zdobył na nich złoty medal. Stać pana na podobny sukces?

- Przyznaję, że po gliwickich zawodach ambicje urosły, ale nie chcę zapowiadać, że zdobędę medal. To będą moje pierwsze mistrzostwa Europy, choć z drugiej strony ubiegłoroczne mistrzostwa świata dały mi dużo doświadczenia. To było prawdziwe przetarcie, nauczyłem się wygrywać z zawodnikami wysokiej klasy. Co tu dużo mówić, na zawody jedzie się po to żeby zwyciężyć, a jak będzie zobaczymy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje