Reklama

Reklama

Kołtoń: To Listkiewicz zostawił "spaloną ziemię"

Bezprzykładny atak Michała Listkiewicza wymierzony we Franciszka Smudę, to chyba efekt frustracji byłego prezesa PZPN.

Były prezes PZPN Michał Listkiewicz, który po blisko dziesięciu latach szefowania związkiem, od ponad dwóch lat nie odgrywa żadnej poważnej roli w polskiej piłce. Coś tam doradza związkowi, ale bardziej jednak właścicielowi Polonii Warszawa, Józefowi Wojciechowskiemu. Działa w komisji sędziowskiej FIFA, ale to śmiech na sali wobec zaniedbań w stosunku do środowiska sędziowskiego w Polsce. Na konferencji "500 dni do finałów EURO 2012" wszyscy, którzy siedzieli na podium już dawno poszli do domu, a Listkiewicz dalej zabierał głos przed kamerami i mikrofonami. Bo na tejże konferencji Listkiewicz siedział w trzecim rzędzie, w towarzystwie prezesa Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, Zdzisława Łazarczyka, podczas gdy Grzegorz Lato uśmiechał się do obiektywów, siedząc obok ministra sportu, Adama Giersza...

Reklama

W tygodniu "Tylko Piłka" Listkiewicz wylał swoją wielką frustrację, mówiąc pod adresem Franciszka Smudy następujące zdania: "Co chwilę opowiada, że zastał spaloną ziemię, że nie ma kim grać. Po pierwsze, to nieprawda, bo kadra Leo Beenhakkera przez długi czas osiągała świetne wyniki i wielu z tamtej drużyny wciąż jest do dyspozycji selekcjonera. A poza tym, Franek przed przyjęciem kadry wiedział, jaka jest sytuacja. Przyszedł, podpisał super kontrakt i krzyczy: Halo! Spalona ziemia!... To śmieszne".

Szczególnie świetne wyniki polska kadra osiągała z Leo Beenhakkerem w eliminacjach ostatniego Mundialu, gdy w grupie wyprzedziliśmy tylko San Marino. A Beenhakker zarabiał 70 tysięcy euro miesięcznie, co podpisał nie kto inny jak Listkiewicz, podczas gdy Smuda zarabia mniej niż połowę tej gaży...

Panie Listkiewicz, zlituj się pan! W pobitym polu zostawiła nas: Słowacja, Słowenia, Czechy i Irlandia Północna. Klęska goniła klęskę, a wymiar meczu w Mariborze, który był ostatnim za kadencji Beenhakkera, to jedna z najczarniejszych kart polskiej piłki. Zero pomysłu, zero chęci... Polską obronę ośmieszali Słoweńcy, a do siatki trafiali kolejno: Zlatko Dedić, Milivoje NovakovićValter Birsa, a popisową partię rozgrywał znany z naszej Ekstrklasy, Andraż Kirm.

Czy Beenhakker zostawił "spaloną ziemię", to temat na dłuższą dyskusję. Myślę, że Beenhakker - który początkowo popisowo zbudował drużynę na eliminacje EURO 2008 - zupełnie nie poradził sobie z mentalnością naszych zawodników. Za bardzo im ufał i przywiązał się do nazwisk. Konsekwencją była klęska w finałach EURO, a później fatalne eliminacje Mundialu.

Czy Smuda korzysta z wielu piłkarzy ery Leo? Że wspomnę tylko tych z Mariboru - karierę zakończył Jacek Krzynówek. Bartosza BosackiegoMariusza Lewandowskiego obecny opiekun "Biało-czerwonych" nie powołał ani razu, a Artura BorucaMichała Żewłakowa wyrzucił po alkoholowych ekscesach. Zupełnie nie liczy na Seweryna Gancarczyka. Wstrząsnął Dariuszem Dudką. Dudka mówi, że Smuda przemówił mu do rozsądku tylko na początku swojej kadencji. Jednak sam selekcjoner przyznaje: "Gdy przyleciał teraz do Portugalii, powiedziałem mu jeszcze raz, że dość wygłupów". Smuda liczy na: Kubę Błaszczykowskiego, Ludovica Obraniaka czy Roberta Lewandowskiego, a chce dawać szansę także Ebiemu Smolarkowi czy Rogerowi Guerreiro. Jednak wyraźnie widać, że to już inna, młodsza drużyna. Że jej kręgosłup zbudowany będzie wokół Błaszczykowskiego, a ważnymi elementami stają się zawodnicy z Zachodu i ci, którzy wyjechali z Polski, i ci naturalizowani: Wojciech Szczęsny, Łukasz Piszczek, Sławomir Peszko, Adam Matuszczyk, Sebastian Boenisch, czy Daniel Perquis.

Dlaczego aż tylu musimy naturalizować? Bo szkolenie leży, a liga przez lata była jednym wielkim oszustwem. Co przyznaje sam Listkiewicz w "Tylko Piłce", mówiąc: "Kilka lat temu zaufałem wielu ludziom, powierzyłem im kierowanie organizacją sędziowską. A oni mnie zdradzili". I dodaje: "Jestem już zmęczony pytaniami o korupcję". A że korupcja męczyła polski futbol przez całą dekadę Listkiewicza? Nie męczmy Listkiewicza... Dziś dla byłego prezesa PZPN ważniejsza jest relacja z wyjazdu do Brazylii, gdzie obejrzał "dwa mecze drużyn juniorskich". Ileż takich opowieści przez lata snuł Listkiewicz, aby na koniec zostawić "spaloną ziemię"! Tak, tak - Listkiewicz, a nie Beenhakker.

Dyskutuj z Romanem Kołtoniem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje