Reklama

Reklama

Kołtoń: Partyzantka Laty

"Pieniądze, pieniądze, wskażcie mi drogę bo błądzę, pieniądze, pieniądze, idą piechotą do rąk" - może zanucić prezes PZPN Grzegorz Lato. Szkoda tylko, że zamiast wygrać kilku rywali, od razu związał się z jednym...

Na 22. kwietnia 2009 roku zaplanowane zostało posiedzenie zarządu PZPN. W piśmie z 9. kwietnia informującym o porządku obrad - w punkcie VII "sprawy finansowe" - znalazły się dwie kwestie: "1. Podjęcie decyzji w sprawie pokrycie kosztów wykonania repliki rzeźby na grób Kazimierza Górskiego" (brawo!). "2. Rozpatrzenie wniosku Łódzkiego Związku Piłki Nożnej w sprawie dofinansowania Mistrzostw Polski Sędziów w 2009 roku" (dyskusyjne). W sprawach bieżących członkowie najwyższych władz PZPN zajęli się "Regulaminem przyznawania odznak i wyróżnień", a także "regulaminem nadawania diamentowego odznaczenia PZPN".

Reklama

Tymczasem rzeczonego 22. kwietnia w hotelu Novotel w Warszawie prezes związku Grzegorz Lato postanowił ad hoc rozpatrzyć umowę z firmą Sportfive, dotyczącą praw telewizyjnych i marketingowych na lata 2010-2020. Taka umowa to podstawa finansowania PZPN. Tuż przed obradami taki punkt dopisał departament prawny związku, Lato pokrótce kwestię zrelacjonował, a członkowie zarządu od razu przegłosowali. Dwunastu było za, jeden wstrzymał się od głosu, a dwóch było przeciw. Coś niesamowitego! "Z partyzanta" można wszystko. Bez głębszej analizy, bez konsultacji, bez zbędnych dyskusji...

Ciekawe, że na posiedzeniu zarządu PZPN Lato mówił o 60 milionach euro, które za te dziesięć lat gwarantuje Sportfive. Jak dowiedział się o tym menedżer konkurencyjnej firmy UFA, Nikolaus von Doetinchem, od razu zapewnił członka zarządu Jacka Masiotę: "Jestem gotów zagwarantować 70 milionów euro". Wystarczył jeden telefon, aby podnieść sumę gwarantowaną o dziesięć "baniek" i to licząc w euro!!! Po kilku godzinach ukazał się komunikat Polskiej Agencji Prasowej, w którym znalazł się suma 100 milionów euro, jakie ma gwarantować Sportfive.

Masiota - który głosował przeciw porozumieniu ze Sportfive - mówi: "Co ja mam myśleć o takiej umowie, skoro jeden telefon powoduje, że suma gwarantowana błyskawicznie rośnie?". Prawnik z Poznania jest zresztą ciekawy, jaki będzie wyglądał protokół z tego posiedzenia zarządu. Zaznacza: "Obsługuję wiele podmiotów, zajmuję się prawem na styku z biznesem i jeszcze nigdzie nie spotkałem się z czymś takim". Możemy sobie dopowiedzieć, że następuje kuglowanie liczbami - najpierw 60 milionów euro, następnie 70 milionów, a później nagle 100 milionów.

Masiota jest w szoku i nie rozumie pośpiechu Laty. Przecież można było negocjować z kilkoma partnerami - ze Sportfive, UFA, Kentato, Infrontem, IMG... Zbigniew Boniek, zajmujący się prawami telewizyjnymi od kilkunastu lat, mówi: "UFA, Kentaro, Infront, co o tych firmach może wiedzieć Lato? Pewnie myśli, że to nazwy stacji benzynowych". Boniek podkreśla: "Nie chcę być szczególnie krytyczny, ale nowa umowa ze Sportfive to śmiech na sali". Masiota dopytywał się na zarządzie PZPN, czy wstępne porozumienie ze Sportfive jest wiążące. Sekretarz generalny związku, Zdzisław Kręcina odparł: "Tak, jak najbardziej". Inni muszą obejść się smakiem. Pytanie, dlaczego nie urządzono przetargu? Dlaczego nie wygrano koniunktury? A przede wszystkim, jak to możliwe, żeby podpisać umowę na dziesięć lat, skoro kadencja Laty kończy się w 2013 roku? Mecenas Masiota przyznaje: "Jestem oburzony tym, jak ta sprawa została rozegrana. Przecież to najważniejsza decyzja finansowa związku na lata. Podkreślam na lata. Prawa telewizyjne i marketingowe, to gros dochodów PZPN". Teraz jedyna nadzieja w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Unia Europejska - jeśli chodzi o prawa telewizyjne - zaleca podpisywania kontraktów trzyletnich. Nie dłuższych, ponieważ rynek jest dynamiczny i ciągle się rozwija.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL