Reklama

Reklama

Kokoszka odkrywa karty

- Nie jechaliśmy na Euro po to , by przegrywać. Teraz mówi się, że napompowano balon wokół reprezentacji. Że za bardzo uwierzyliśmy, że wygramy i wmawialiśmy to ludziom. A w co mieliśmy wierzyć? Jeśli ktoś nie wierzy w zwycięstwo, to po co ma grać w reprezentacji? - pyta w rozmowie z nami kadrowicz Leo Adam Kokoszka.

Interia.pl: Jak oceniasz swój występ w Euro? Ja uważam, że dałeś dobrą zmianę z Chorwatami.

Adam Kokoszka, obrońca Wisły Kraków i reprezentacji Polski: Dziękuję :) Powiem szczerze, że nawet nie spodziewałem się, że zagram. Te 47 minut to dla mnie kolejny mały krok. Starałem się dawać z siebie wszystko na treningach i wykorzystać szansę daną przez selekcjonera. Dla mnie Euro to nie tylko ta jedna zagrana połowa. To możliwość trenowania z najlepszymi polskimi zawodnikami i wspaniałym trenerem.

W ogóle jak oceniasz nasz występ?

Reklama

- Nie jechaliśmy po to , by przegrywać. Teraz mówi się, że napompowano balon wokół reprezentacji. Że za bardzo uwierzyliśmy, że wygramy i wmawialiśmy to ludziom. A w co mieliśmy wierzyć? Jeśli ktoś nie wierzy w zwycięstwo, to po co ma grać w reprezentacji? Wiem, że dla kibiców liczy się wynik i osiągnięcia. Rozumiem ich rozczarowanie. Z perspektywy szatni sprawa wygląda nieco inaczej. Na każdą minutę meczu przypada wiele godzin treningów i wyrzeczeń. Kiedy przegrywasz spotkanie, to tak jakby to wszystko poszło na marne!

Z drugiej strony tłumaczysz sobie, że taka właśnie jest piłka, że tutaj wszystko się może zdarzyć, że jesteś tylko człowiekiem. I znów wracają myśli, że mogłeś dać z siebie więcej, że to rozczarowanie nie jest twoje, że zawiodłeś bardzo wiele osób. Zresztą ten turniej pokazał, że piłka potrafi zaskakiwać. Odpadły Grecja, Francja, Szwecja, Czechy, później Portugalia, Chorwacja, teraz Francja.

Poza tym kondycja polskiej piłki, o której tyle się mówi, to problem bardziej złożony, niż ilość stadionów, na których możemy grać i drogi, którymi do nich dojedziemy przy okazji Euro 2012. Ten problem, to tysiące młodych chłopaków, którzy nie mają gdzie grać i w których nikt nie wierzy!

Czy podzielasz krytykę, jaka wylewa się na Leo Beenhakkera z ust wielu ekspertów?

- Trener Beenhakker to niezwykły człowiek. Otworzył kadrę dla młodych zawodników, takich jak ja. Jest szanowany i ceniony przez starszych kadrowiczów. Mam nadzieję, że z nami zostanie.

Co sądzisz o Waszym przygotowaniu? Czułeś się dobrze fizycznie i szybkościowo?

- Przygotowanie zawodnika to temat rzeka. Składa się na nie bardzo wiele czynników. Trening w ostatnich dniach przed turniejem jest tylko jednym z nich. Są jeszcze indywidualne predyspozycje, wydolność organizmu. Wszystko ma znaczenie. Ile grałeś w klubie, ile masz lat, jak się odżywiasz. Można wymieniać bez końca. U nas każdy startował z innego poziomu. Przygotowania były krótkie i bardzo intensywne, ale dostosowane do naszych potrzeb. Statystyki pokazują, że wytrzymałościowo nie ustępowaliśmy rywalom. Z tego co wiem, fantastyczne wyniki osiągnął "Dudi" (Dariusz Dudka - przyp. red.). Jeśli pytasz o moje przygotowanie, potwierdzenia tego, że wszystko było OK można szukać nie tylko w testach. Może podam przykład: Podczas sparingów zaliczyłem dwa pełne mecze w dwa dni, dodatkowo biorąc udział w normalnych treningach. Nie miałem problemów z wytrzymaniem tych obciążeń. To dużo mówi o przygotowaniu i wydolności organizmu.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: balon | występ | karty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje