Kazimierz Deyna - samotność bohatera

Nocą 1 września 1989 roku na pasie awaryjnym jednej z autostrad w San Diego stała ciężarówka. Kierowca włączył światła awaryjne i poszedł szukać pomocy. W stojące auto wjechał z impetem stary Dodge Colt. Kierowca nie próbował hamować. Poniósł śmierć na miejscu. Tak zginął jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii polskiego futbolu - Kazimierz Deyna.

9 września odbył się pogrzeb. Deynę żegnało około 100 osób. Z Polski nie przybył nikt. Stefan Szczepłek w biograficznej książce "Deyna" tak opisał tę smutną uroczystość: "Nabożeństwo żałobne w klasztorze Karmelitów odprawił w języku angielskim i polskim ksiądz Marian Sikorski. Trumnę wniosło sześciu żołnierzy gwardii honorowej Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Kazimierz Deyna nie zmienił obywatelstwa, był jednak porucznikiem Wojska Polskiego, przysługiwało mu więc prawo do pogrzebu z honorami wojskowymi. Odegrano hymn amerykański, a po nim polski. Puszczono płytę z ulubioną piosenką Kazika w wykonaniu Elvisa Presleya - "Memories". Msza trwała godzinę. Za trumną siedziała żona Mariola z szesnastoletnim synem Norbertem".

Reklama

ZOBACZ JAK GRAŁ KAZIMIERZ DEYNA

Talent ze Starogardu urodził się tego dnia, co ... Pele

Deyna urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. Tego samego dnia, tylko siedem lat wcześniej na świat przyszedł Edson Arantes do Nascimento, czyli Pele, uznawany za najlepszego piłkarza w historii futbolu. W piłkę zaczął grać we Włókniarzu - klubie, ze swojego rodzinnego miasta. Namówił go do tego starszy brat Henryk.

Szybko okazało się, że Kazik to wielki futbolowy talent. Gdy miał 18 lat zainteresowały się nim kluby z Trójmiasta - Lechia Gdańsk i Arka Gdynia. I tak zaczęły się ogromne problemy młodego piłkarza, które tak opisał wspomniany Stefan Szczepłek. "Przyjechali działacze z Gdyni, zaoferowali trzy tysiące złotych, a rodzice tym razem podpisali kartę zawodniczą. I to był błąd. W ten sposób Deyna stał się członkiem dwóch klubów jednocześnie - Włókniarza i Arki. A to musiało skończyć się dyskwalifikacją, bez względu na intencje czy niewiedzę młodego piłkarza. Toteż Gdański OZPN szybko zdyskwalifikował go na dwa miesiące. Potem sprawa trafiła do Warszawy. Polski Związek Piłki Nożnej nałożył na Kazia 9 miesięcy."

Zaistniał w ŁKS-ie, rozwinął się w Legii

Mimo dyskwalifikacji, o Deynie nie zapomniano. W styczniu 1966 roku Kazik przeniósł się do ŁKS-u Łódź. W nowym klubie zadebiutował dopiero 8 października 1966 roku. ŁKS zremisował u siebie 0:0 z Górnikiem Zabrze. To był jego jedyny ligowy występ w łódzkim zespole. O młodego piłkarza upomniało się wojsko. W ten sposób trafił do Legii Warszawa, której barwy reprezentował do listopada 1978 roku.

Kazik trafił idealnie. W tym czasie przy Łazienkowskiej tworzył się świetny zespół, którego architektem był Jaroslav Vejvoda. Spotkanie Deyny z czeskim trenerem okazało się kluczowe dla jego przyszłych piłkarskich losów. Do tej pory był on środkowym napastnikiem. Vejvoda przyjrzał się umiejętnościom swego podopiecznego i orzekł, że jest on "urodzonym pomocnikiem". I tak ze snajpera przekształcił się w rozgrywającego, odpowiedzialnego za reżyserię poczynań zespołu.

Wizytówką soczysty strzał

Nie znaczy to, że zatracił snajperski talent. Mocny, precyzyjny strzał był przez całą karierę jego wizytówką. W 1969 i 70 roku dowodzona przez Deynę Legia była bezkonkurencyjna w kraju. Liczyła się także w Europie docierając w 1970 r. do półfinału Pucharu Europy.

24 kwietnia 1968 r. zadebiutował w reprezentacji Polski. Był to mecz z Turcją, rozgrywany na Stadionie Śląskim w Chorzowie. "Biało-Czerwoni" wygrali 8:0. Wielka reprezentacyjna kariera Deyny zaczęła się jednak, gdy trenerem kadry został Kazimierz Górski. On doprowadził reprezentację do największych sukcesów. - Trener Górski był naszym wodzem poza boiskiem, a Kazik na boisku w trakcie meczów - twierdzi bramkarz tamtej kadry Jan Tomaszewski.

Swój wielki przywódczy charakter Deyna ujawnił po raz pierwszy podczas turnieju na igrzyskach olimpijskich w Monachium w 1972 r. Z 9 bramkami został królem strzelców. W półfinale ze Związkiem Radzieckim pokonał z rzutu karnego słynnego Jewgienija Rudakowa. Polacy wygrali 2:1. W finale z Węgrami nie szło nam zbyt dobrze. Tuż przed przerwą Deyna stracił piłkę i rywale objęli prowadzenie 1:0. Druga połowa była już jednak popisem polskiego pomocnika. Kazik trafił dwa razy do siatki i Polacy zdobyli złoty medal.

Świat oniemiał, gdy pokonał Zoffa

Następne dwa lata to nieprzerwane pasmo sukcesów Orłów Górskiego. Dramatyczne boje z Anglią i Walią o awans do finałów mistrzostw świata w 1974 r., zakończone historycznym remisem na Wembley. W tym czasie, po ciężkiej kontuzji Włodzimierza Lubańskiego, został kapitanem reprezentacji i był już nim do końca swej reprezentacyjnej kariery.

Zobacz film o Deynie bez tajemnic:

Mistrzostwa świata w 1974 r. to apogeum kariery pomocnika Legii. Orły Górskiego, dowodzone przez Deynę, kroczyły od zwycięstwa do zwycięstwa, a cały świat zachwycał się jego golem, strzelonym w meczu z Włochami. Wielki Dino Zoff mógł tylko wyciągać piłkę z siatki, po atomowym strzale Polaka.

Trzecie miejsce wywalczone przez "Biało-Czerwonych" wywołało w kraju euforię. Deyna został uznany trzecim piłkarzem świata w 1974 r. w prestiżowym plebiscycie "France Football", wyprzedziły go tylko takie sławy jak Franz Beckenbauer i Johan Cruyff.

Wygwizdany za ... gola

Polskiego rozgrywającego w swoich szeregach widziały czołowe kluby Europy. Zgody na transfer jednak nie było. Pozostanie w kraju zatrzymało jego rozwój. Mimo to Deyna prowadził reprezentację do kolejnych sukcesów. A takim na pewno był srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu i awans do finałów MŚ w 1978 r. w Argentynie. W ostatnim meczu eliminacji z Portugalią w Chorzowie Polacy zremisowali 1:1, a Deyna zdobył gola strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego. Zamiast braw kibice zgromadzeni na Stadionie Śląskim wygwizdali naszego kapitana.

- Dla mnie to zdarzenie było swoistą cezurą. Od tej chwili na naszych stadionach rozpanoszyło się chamstwo i zdziczenie - nie ma wątpliwości Stefan Szczepłek.

Na Mundialu w Argentynie drużyna prowadzone przez Jacka Gmocha grała dużo gorzej niż cztery lata wcześniej. Słabiej radził sobie też Deyna, choć w meczu z Meksykiem zdobył pięknego gola strzałem z dystansu.

Kryzysowa Argentyna

Dramat przyszedł w spotkaniu z Argentyną. Przy stanie 0:1 Mario Kempes wybił piłkę ręką w bramki po strzale Grzegorza Laty. Rzut karny! Piłkę ustawił na 11. metrze Deyna, który rozgrywał 100. mecz w reprezentacji. Zawiódł. Jego słaby strzał obronił Ubaldo Fioll. Przegraliśmy ten mecz 0:2. Potem jeszcze wygraliśmy 1:0 z Peru, a porażka 1:3 z Brazylią przekreśliła szanse na awans do strefy medalowej.

Deyna zakończył reprezentacyjną karierę. Jesienią zagrał jeszcze kilka meczów w Legii i za 100 tysięcy funtów został sprzedany do Manchesteru City. W Anglii wielkiej kariery nie zrobił. Miał już 31lat, nie pasował też do wyspiarskiego stylu gry. Miał tam też i dobre chwile. Wiosną 1979 roku Deyna walnie przyczynił się do uratowania drużyny przed spadkiem, strzelając w ośmiu ostatnich meczach sezonu siedem goli.

18 września 1979 roku kibice po raz ostatni mieli okazję podziwiać jego grę w Polsce. Na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie Legia gościła Manchester City. Deyna pierwszą połowę grał w barwach swojego byłego, a drugą - aktualnego klubu. Dla obydwu zdobył bramki, a komplet publiczności fetował każdy jego kontakt z piłką.

Koniec w San Diego Sockers

23 lutego 1981 r. podpisał kontrakt z zawodową drużyną piłkarską San Diego Sockers - kwota transferu zamknęła się w 35 tysiącach dolarów. Ostatni, prawdziwie zawodowy mecz o punkty, rozegrał 31 maja 1987 roku w Western Division Finals, przeciwko drużynie Tacoma Stars. Było to jego oficjalne zakończenie kariery piłkarskiej.

W Stanach wpadł w prawdziwe kłopoty. - Grał w piłkę do 40. roku życia, bo po prostu nic innego nie potrafił robić. Wcześniej stracił wszystkie pieniądze. Oszukał go jego zaufany menedżer, który miał dostęp do konta rodziny Deyny. Już po śmierci Kazia jego żona wygrała z menedżerem proces, ale nic na tym nie zyskała, bo ten człowiek był już bankrutem - wspomina Stefan Szczepłek.

Już w Anglii zaczęły się jego problemy z alkoholem.

Wino, kobiety i ....śmierć

- Słyszałem, że pod koniec życia miał problemy z alkoholem. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że gdy grał w Polsce, to nie pił. Uwielbiał natomiast kobiety. To mu jednak nie przeszkadzało w grze - opowiada Jan Tomaszewski.

Kłopoty finansowe i alkoholowe sprawiły, że rozpadło się małżeństwo. W sierpniu 1989 zdołano go namówić na przyjazd do Danii na mistrzostwa świata weteranów. Znowu wprowadził - jako kapitan - swoich kolegów na boisko. Znowu zdobył pięknego gola strzałem z dystansu. To było jego pożegnanie z Kazimierzem Górskim i zawodnikami, którzy tworzyli wspaniałą drużynę.

Wrócił do Stanów. 1 września 1989 roku zginął...

- Kazik to był typowy "samotny biały żagiel". Poza boiskiem rzadko spędzał z nami czas, nie był liderem grupy. Rzadko się odzywał. Jego przywódczy geniusz objawiał się tylko na boisku - wspomina Jan Tomaszewski.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Wołowski: Deyna, piłkarz symboliczny

Deyna - sportowa ofiara Żelaznej Kurtyny

Jan Tomaszewski wspomina Kazika

Red. Stefan Szczepłek o nieodżałowanym Deynie

Stefan Białas o najładniejszym golu Kazimierza Deyny

Dowiedz się więcej na temat: nie żyje | awans | talent | problemy | strzał | świat | ŁKS | kierowca | san diego | mecz | 1989 | samotność | Kazimierz | Kazimierz Deyna

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje