Reklama

Reklama

Kartka z kalendarza. Mundialito 1980



Reklama

Niemcy jak nie Niemcy

W czasie, gdy system wyłaniania mistrza świata był mocno skomplikowany (przypomnijcie sobie mistrzowskie turnieje w latach 1974-82), FIFA zaskoczyła ogół fachowców. Światowa federacja nie wydziwiała, nie kombinowała, dzieląc sześciu uczestników na dwie grupy. Zwycięzcy grup mieli zagrać ze sobą o tytuł mistrza mistrzów.

Na Estadio Centenario w Montevideo rozegrano wszystkie mecze. Tak jak w większości spotkań pół wieku wcześniej, było bardzo ciekawie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

W grupie A gospodarzom pomogły ściany i wylosowali teoretycznie łatwiejszą grupę, z Włochami i Holandią. Przy grupie B prawdopodobnie po raz pierwszy w historii użyto sformułowania "grupa śmierci" - Brazylia, aktualny mistrz świata Argentyna z 20-letnim Diego Maradoną w składzie i faworyzowani, aktualni mistrzowie Europy z RFN. Ci ostatni mieli za sobą serię 23 meczów bez porażki, w tym rozbicie reprezentacji Francji aż 4-1 ledwie miesiąc wcześniej.

Niemcy zdawali się potwierdzać dobrą formę, prowadząc długo 1-0 z Argentyną po bramce Horsta Hrubescha. Jednak, zupełnie jak nie Niemcy, przez ostatnie sześć minut spotkania stracili dwa gole i nadzieje na awans do finału. Jeszcze dziwniejsze były okoliczności tej przegranej. Najpierw Manfred Kaltz wykopał piłkę z rąk Toniego Schumachera, strzelając w ten sposób "swojaka", a potem Ramon Díaz dokończył dzieła z ostrego kąta. Być może brak koncentracji został wywołany terminem rozgrywania zawodów - 1 stycznia mało kto zachowuje trzeźwość umysłu.

Jeszcze gorzej poszło podopiecznym Juppa Derwalla w meczu z "Kanarkami". Tu również objęli prowadzenie, by w 26 minut drugiej połowy stracić cztery gole. Znów zupełnie jak nie oni.

W grupie A "Urusi", zgodnie z przewidywaniami, z łatwością pożeglowali do finału, po dwóch gładkich 2-0: z Holandią i z Włochami. Obie europejskie drużyny narzekały na długie loty itd., itp.

"Pomarańczowi" byli drużyną w okresie przejściowym. Wprawdzie bliźniacy van der Kerkhof (Rene i Willy) wciąż byli w składzie, ale Arie Haan, Ruud Krool i Johnny Rep już nie, a ich następcy nie stanęli na wysokości zadania. W dodatku Ipswich Town (wicelider ligi angielskiej) nie puściło na turniej Fransa Thijssena i Arnolda Muhrena.

Italia również przysłała mocno osłabiony skład, ale z innych powodów. Skandal "Totonero", który wybuchł rok wcześniej, pozbawił "Azzurrich" Paolo Rossiego i Lionello Manfredonię, a bramkarz Dino Zoff postanowił imprezę odpuścić.

Urugwajscy gospodarze byli zawiedzeni takim podejściem i jedynie 15 tysięcy widzów (najniższa frekwencja w całym turnieju) stawiło się, by oglądać remis 1-1 między "Pomarańczowymi" i "Błękitnymi". Dla tych drugich bramkę strzelił Carlo Ancelotti.

Dowiedz się więcej na temat: mistrzostwa świata | Mundial 2014 | Mundialito | Brazylia | Urugwaj | Włochy | Holandia | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje