Reklama

Reklama

Kanada nie boi się Rosji, więc ograła Szwedów

W meczu o zwycięstwo w grupie F hokejowych MŚ, w Koszycach Kanada pokonała Szwecję 3-2 i w ćwierćfinale zmierzy się z Rosją. Na pomeczowej konferencji doszło do małego skandalu.

Szwedzi wpadają na Niemców, którzy w Bratysławie przegrali z Czechami 2-5. Czechów w walce o półfinał czeka przeprawa z USA, a Finowie zmierzą się z Norwegią.

Reklama

Obawy o to, że nikt nie będzie chciał wygrać ostatniego rozgrywanego w Koszycach meczu, by w ćwierćfinale nie trafić na mającą spory, choć drzemiący potencjał Rosję, okazały się płonne. Szwedzi, to pierwsza obok USA ekipa na MŚ na Słowacji, która potrafiła nawiązać wyrównaną walkę z Kanadą. "Trzy Korony" walczyły dzielnie do końca, ale na osiem minut przed końcem III tercji straciły decydującego gola grając w osłabieniu, gdy Brent Burns popisał się pięknym strzałem z nadgarstka spod niebieskiej linii.

To, że Kanada nie boi się "Sbornej" pokazał już w 68. sekundzie meczu James Neal (Pittsburgh Penguins), który w sytuacji sam na sam posłał krążek między parkany Erika Ersberga. Wyrównał z dobitki David Petrasek w momencie, gdy Szwedzi grali w przewadze, ale i tak na przerwę po I tercji na prowadzeniu schodził zespół "Klonowego Liścia". Jeff Skinner zatańczył w tercji Szwedów, którzy nie zdążyli się jeszcze ustawić po tym, jak Loui Eriksson opuścił boks kar, wystrzelił z bekhendu, a odbity parkanem krążek posłał do siatki John Tavares.

Tylko Kanada i Czesi bez porażki

Bandy były sprzymierzeńcem Kanadyjczyków. Trzeszczały po ich ostrych wejściach ciałem, idealnie odgrywały krążek, gdy któryś z napastników potrzebował rozegrać akcję na jeden kontakt. Oprócz emocji czysto hokejowych kibice widzieli też te bokserskie - pod koniec I tercji za łby się wzięli najwięksi twardziele z obu ekip - Cal Clutterbuck (Kanada, Minnesota Wild) i Daniel Fernholm (Szwecja, Dynamo Mińsk).

Stary trenerski lis z boksu Kanady, Ken Hitchcock wypróbował w tym meczu bramkarza Los Angeles Kings, Jonathana Berniera. Bernier zawalił wprawdzie drugiego gola, gdy strzałem zza bramki przechytrzył go Mattias Tedenby (nabił krążek od kija bramkarza i tak ten wpadł do siatki), ale przychodził w sukurs zespołowi zwłaszcza na początku III tercji, gdy Szwecja przycisnęła przy stanie 2-2 chcąc rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.

W zdecydowanej większości słowaccy kibice, po tym jak z turniejem pożegnała się ich reprezentacja, kibicowali obu ekipom krzycząc: "Kanada! Szwedzi!".

Pokonując Szwedów, Kanada pozostaje jedyną - obok Czechów - niepokonaną ekipą na MŚ. Jedyne punkty odebrali jej Szwajcarzy, z którymi Kanadyjczycy wygrali dopiero po dogrywce i USA, do pokonania których potrzebne były rzuty karne.

Hitchcock salwuje się ucieczką

Na konferencji po meczu Kanada - Szwecja doszło do małego skandalu. Gdy mieliśmy zapytać trenera Kanady, Kena Hitchcocka o to, czy nie przeszkadza mu europejski styl sędziowania, w którym często czyste wejścia ciałem są karane, wyraźnie oburzony jeden ze Szwedów dorwał się do mikrofonu: "Panie Hitchcock, co pan sądzi o ataku Ricka Nasha na Mikaela Backlunda, czy to był faul?"

- Nie, ja tak nie uważam - odparł spokojnie Hitchcock.

"I co, pan jako trener pozwala swemu kapitanowi na takie zachowanie?" - nie dawał za wygraną Szwed.

- Ja jestem trenerem i mówię panu, że nie było faulu. Pan jest dziennikarzem i twierdzi pan, że faul był. Na tym zakończmy sprawę.

"Nie uważa pan, że Nash powinien zostać zawieszony po tym wejściu?" - naciskał Szwed. - Ale za co, przecież sędzia nałożył karę na Ricka - odpowiedział trener Kanady.

Ta mała pyskówka ze strony Szweda oznaczała przekroczenie pewnej granicy dla rzecznika prasowego Kanady, który zwrócił uwagę żurnaliście, by zadawał pytania, a nie wyrażał opinie. Gdy i to nie pomogło, rzecznik z trenerem opuścili konferencję prasową przed jej końcem.

Gdy jeszcze na spotkaniu było spokojnie i rozmawiano merytorycznie, Hitchcock przyznał: - Nie spekulowaliśmy, czy warto wygrywać, czy lepiej przegrać, by nie wpadać na Rosję. Nie chciałem nawet zatruwać atmosfery w szatni rozmową na ten temat. Znamy Rosję bardzo dobrze, chociażby z ostatniej olimpiady (w ćwierćfinale Kanada rozbiła Rosjan 7-3). Wiemy, że to groźny zespół, ale dla nas nie ma znaczenia przeciwko komu gramy. Zamierzamy pokonać wszystkich. Poza tym to nie była wielka różnica - wpaść na Rosję, czy trafić na Niemców, którzy ją pokonali. Wszystkie zespoły, które przeszły do ćwierćfinału są bardzo wyrównane - analizował Ken Hitchcock.

Trener Kanady pochwalił też bramkarza Jonathana Berniera. - Wspomógł nas w tym meczu, zwłaszcza przy stanie 2-2 obronił kilka groźnych strzałów. Nie wiem jeszcze, na kogo postawię w półfinale. Musze się z tym problemem przespać - powiedział Ken.

Kanada - Szwecja 3-2 (2-1, 0-1, 1-0)

Bramki: 1-0 Neal (1:08 Spezza), 1-1 Petrasek (3:43 Gunnarsson w przewadze), 2-1 Tavares (13:20 Skinner), 2-2 Tedenby (30:38 w przewadze), 3-2 Burns (52:31 Neal w przewadze).

Strzały: 43-25.

Kary: 14 oraz 16 min.

Widzów: 9,4 tys.

Komplet wyników i tabela grupy F hokejowych MŚ

Niemcy - Czechy 2-5 (1-2, 0-3, 1-0)

Wyniki i tabela grupy E!

Michał Białoński, korespondencja z Koszyc

Dowiedz się więcej na temat: hokej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje