Reklama

Reklama

Kamil Stoch po triumfie w Planicy: Adam, dziękuję

Adam, dziękuję - tak w prostych słowach zwrócił się do Małysza zwycięzca ostatniego w tym sezonie konkursu Pucharu Świata na mamuciej skoczni w Planicy Kamil Stoch. Dla Orła z Wisły były to ostatnie pucharowe zawody w karierze.

Sytuacja jest analogiczna do tej z 1995 roku - wówczas Adam Małysz wygrał rywalizację w Pucharu Świata, a karierę kończył jego wielki idol Niemiec Jens Weissflog. Jest rok 2011. Kamil Stoch zwyciężył w Planicy, zaś zawodniczą przygodę ze sportem kończy Małysz.

Dla Stocha nie ma to jednak znaczenia. Jak podkreślił, nigdy nie będzie drugim Małyszem.

Reklama

"Nigdy nie będę taki jak Adam. Jestem Kamilem Stochem i próbuję być sobą. Adam pozostanie zawsze Adamem i nikt nie będzie mógł go zastąpić" - powiedział podopieczny Łukasza Kruczka.

Niedzielne zwycięstwo w Słowenii było jego trzecim w sezonie i jednocześnie w karierze. Wcześniej triumfował w Zakopanem i niemieckim Klingenthal.

"Każda wygrana pozostanie w mojej pamięci, bo każda cieszy tak samo. Sam na nie zapracowałem i nikt mi tego nie dał za darmo. Zakopane będzie jednak zawsze specjalnym miejscem w moim sercu" - ocenił i dodał, że dzięki tym triumfom dostał większej energii do pracy.

"Na pewno sukcesy w tym sezonie to koło zamachowe do przygotowań do następnego. Przyjechałem tutaj bronić pozycji dziesiątego zawodnika Pucharu Świata, a gdy wygrałem, potwierdziłem, że zapracowałem i zasłużyłem na to miejsce. Wiem, że od środka, od siebie, dostanę pozytywnej energii do dalszej pracy" - powiedział i przyznał, że żałuje, iż sezon 2010/11 już się zakończył.

"Z drugiej strony myślę o następnym; mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej" - dodał.

W Planicy pierwsza seria konkursowa, po której ze względu na trudne warunki wietrzne, odwołano drugą, ciągnęła się w czasie.

"Bardzo długo to wszystko trwało, przeciągało się i dużo czasu spędziliśmy u góry. Najważniejszym było utrzymać koncentrację i dobre przygotowanie do oddania skoku. Jak się jest na górze i konkurs trwa, a zawodnik wie, że przyjdzie jego kolej, nie myśli się o strachu. Poza tym mamy zaufanie do sędziów, że nie puszczą nas w takich warunkach, które zagrażałyby naszemu bezpieczeństwu" - podkreślił Stoch.

W trakcie dekoracji, przed wejściem na najwyższy stopień podium, podszedł do stojącego na trzecim miejscu Adama Małysza, ukłonił się i zatańczył "Krakowiaka". "To była bardzo spontaniczna decyzja" - zaznaczył.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje