Reklama

Reklama

Kadrowicze Smudy trenowali w Portugalii

Piętnastu piłkarzy reprezentacji Polski wzięło udział w pierwszym treningu na zgrupowaniu w Portugalii. W niedzielę, 6 lutego, biało-czerwoni zmierzą się w Vila Real de Santo Antonio z Mołdawią, a w środę (9 lutego) ich przeciwnikiem w Faro będzie Norwegia.

Kadrowicze udali się do prowincji Algarve w środowy ranek z Warszawy via Berlin. Pobudkę mieli bardzo wcześnie, bowiem zbiórkę zaplanowano tuż po godz. 5 rano. Południowy region Portugalii przywitał podopiecznych Franciszka Smudy temperaturą w wysokości prawie 15 stopni Celsjusza. Nic dziwnego, że ciepłe kurtki zawodnicy pochowali do bagaży.

Reklama

Do miejscowości Quinta do Lago, która jest bazą Polaków (zamieszkali w pięciogwiazdkowym hotelu o tej samej nazwie), przyleciało 14 graczy. Na miejscu dołączył Cezary Wilk z Wisły Kraków, zaś w piątek dojechać mieli z Hiszpanii Artur Sobiech i Tomasz Jodłowiec (obaj Polonia Warszawa).

I właśnie sprawa graczy Czarnych Koszul na samym początku obozu popsuła nastroje w ekipie narodowej. Okazało się, że ani Sobiech i Jodłowiec, ani też Maciej Sadlok i Adrian Mierzejewski (mieli zagrać z Norwegią) nie stawią się w Portugalii. Smuda nie zgodził się, aby przyjechali praktycznie na dzień przed potyczkami.

Na razie nie wiadomo, czy w trybie awaryjnym dołączy nowy zawodnik do kadry. Być może pozostanie tylko 15 piłkarzy, w tym dwóch bramkarzy. W kuluarach nie obyło się bez żartobliwych spekulacji, czy do protokołu meczowego nie zostaną dopisani trener napastników i jednocześnie wyróżniający się zawodnik ekstraklasy 36-letni Tomasz Frankowski oraz przebywający prywatnie w Algarve były reprezentacyjny obrońca, 37-letni Jacek Bąk.

Po krótkim odpoczynku po kilkugodzinnej podróży selekcjoner zarządził "rozbudzenie" w postaci popołudniowego treningu, a raczej rozruchu. "Zajęcia trwały około 45 minut i nie były zbyt forsowne, sporo czasu piłkarze poświęcali m.in. rozciąganiu mięśni" - powiedziała rzeczniczka PZPN Agnieszka Olejkowska. W kolejnych dniach zajęcia będą dwukrotnie.

W niedzielę z Mołdawią zaprezentuje się skład krajowy (wszyscy powołani łącznie mają na koncie tylko 49 gier i... żadnej strzelonej bramki w koszulce z orłem na piersi), zaś z Norwegią Smuda będzie miał do dyspozycji graczy w zdecydowanej większości z klubów zagranicznych. Po dłuższej przerwie wrócą m.in. Roger Guerreiro (AEK Ateny), Arkadiusz Głowacki (Trabzonspor Trabzon) i Grzegorz Krychowiak (Stade Reims). Oni, a także pozostali nominowani, przylecą w niedzielę i poniedziałek.

Poprzednio polscy piłkarze trenowali w Portugalii dwa lata temu, jeszcze za kadencji Leo Beenhakkera. Zremisowali wówczas z Litwą 1:1 (bramka Pawła Brożka) i pokonali Walię 1:0 (piękny gol Rogera). Ubiegły rok w roli szkoleniowca rozpoczął już Smuda, a pierwsze zimowe zgrupowanie miało miejsce w Tajlandii. W Pucharze Króla Polacy zajęli drugie miejsce, po zwycięstwach nad gospodarzami 3:1 i Singapurem 6:1 oraz porażce z Danią 1:3.

W 2008 roku, przed startem eliminacji mistrzostw świata, Beenhakker zabrał reprezentację na Cypr, gdzie wygrała z Czechami 2:0 i Finlandią 1:0. Holender za każdym razem zmieniał miejsca lutowych obozów, bowiem z kolei przed czterema laty bazą była hiszpańska miejscowość Chiclana de la Frontera. Polacy pokonali wtedy Estonię 4:0 i zremisowali ze Słowacją 2:2. Analizę "pobytową" w ostatnim pięcioleciu kończy wybór Pawła Janasa Niemiec jako miejsca na pierwsze zgrupowanie w 2006 roku. W niesprzyjającej aurze (opady śniegu) Polacy ulegli USA 0:1. Od tego czasu selekcjonerzy wybierają już tylko ciepłe zakątki Starego Kontynentu...

Jednak rzadko do Portugalii jeżdżą polskie kluby. Ze względu na napiętą sytuację w Tunezji Widzew Łódź poinformował o przeniesienia zgrupowania właśnie do ojczyzny Luisa Figo, ale to wyjątek od reguły.

"Problemem jest brak bezpośrednich połączeń lotniczych. Mnie, jako zawodnikowi, przeszkadzały podróże z przesiadkami. Najlepiej kiedy piłkarz wsiada do samolotu i ląduje w docelowym miejscu" - powiedział PAP były reprezentacyjny napastnik Andrzej Juskowiak. Po zdobyciu korony króla strzelców i srebrnego medalu olimpijskiego w Barcelonie (1992 rok) trafił na trzy lata do Sportingu Lizbona. Później grał m.in. w niemieckim Wolfsburgu, ale na zgrupowania wracał do Portugalii.

Z Quinta do Lago - Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: biało-czerwoni | Franciszek Smuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje