Reklama

Reklama

Justyna ma "złoto", ale czuje duży niesmak!

- Zdobyłam trzy medale, w tym złoty, ale przez to wszystko, co się w Whistler działo, przez to co tu mówiłam, zostanie duży niesmak - mówiła samokrytycznie "Królowa nart" Justyna Kowalczyk po zdobyciu mistrzostwa olimpijskiego w biegu na 30 km techniką klasyczną.

Kowalczyk nie uległa szampańskiej atmosferze na mecie, tylko uderzyła prosto z mostu: - Pojawiały się niepotrzebne złe emocje, a także przez to, co mówiłam pozostanie duży niesmak - kręciła głową mając zapewne na myśli krytykę pod adresem trenera Aleksandra Wierietielnego, a także oskarżenia, czy sugerowanie, że rywalki stosują doping ("Z całej czołówki tylko ja nie jestem astmatyczką. Pójdę do lekarza i poproszę o zaświadczenie, że mam astmę" - atakowała rywalki, a zwłaszcza Norweżki Kowalczyk).

- Żeby wygrać z Marit, trzeba było się namęczyć. Dlatego pierwsza myśl, jaka się pojawiła w mojej głowie na mecie, to: "Jak fajnie, że pokonałam tak mocną zawodniczkę" - opowiadała reporterowi TVP Kowalczyk. - Na finiszu wiele się nie zastanawiałam. Byłam pewna, że Marit jest tuż za mną. Moja taktyka była prosta: chciałam być pierwsza na ostatnim zjeździe, tym prowadzącym na stadion, a potem włączyły się już automatyzm i instynktowne ruchy - walka do samego końca.

Reklama

Justyna Wielka jak Kasina Wielka chwaliła swego trenera. - Dobrze mi doradzał, żeby po ataku Marit nie biec za nią na pełną parę, bo zakwasiłabym mięśnie i nici by wyszły z pościgu. Trener dobrze wiedział, że ten atak Marit na dwa kilometry przed metą jest za wczesny i doradzał mi spokojną pogoń, krok po kroku. To przyniosło efekty. Na ostatnim kilometrze stoczyłyśmy wyrównaną walkę - komentowała nasza biegaczka narciarska.

- Może dla państwa to nie było odczuwalne, ale ja dobrze wiem, że 30 km to mój dystans, a "klasyk", to mój styl - tłumaczyła Justyna Kowlaczyk. - Jeszcze dzień przed zawodami wszyscy, poza Norwegami trzymali za mnie kciuki, mówili mi: "Justyna, jutro idziesz jak na wojnę, pamiętaj o tym." Dlatego poszłam i wygrałam tę wojnę - uśmiechała się Justyna.

W sobotę Kowalczyk, liderka Pucharu Świata jeszcze raz dowiodła, że jest najlepszą biegaczką na świecie. - Akurat tak się złożyło, że nawet Marit Bjoergen nie ma tylu sukcesów, co ja. Mam medale olimpijskie, jestem mistrzynią olimpijską i mistrzynią świata, wygrałam Puchar Świata i cykl Toru de ski, którego Marit nie udało się nigdy wygrać - zwracała uwagę Justyna Kowalczyk.

- Startów na igrzyskach w Vancouver będę nie za dobrze wspominać, ale najważniejsze, że w każdym biegu wspięłam się na wyżyny swoich możliwości wbrew temu, co mówili wyznawcy tezy, że rok temu na mistrzostwach świata w Libercu dałam z siebie więcej - podkreślała Kowalczyk.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Justyna Kowalczyk ma "złoto"! Co za finisz!

Kowalczyk: To nie był mój najlepszy bieg

Wierietielny: Nie chcę być popularny

Polski dzień w Vancouver!

Justyna Kowalczyk: Motywacji mi nie zabraknie

Sukcesy Justyny Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje