Reklama

Reklama

Julia Michalska-Płotkowiak: Sama decyduję o swoim losie

Czołowa polska wioślarka Julia Michalska-Płotkowiak po urodzeniu dziecka chce wrócić do poważnego ścigania. Poprzeczkę od razu wiesza sobie wysoko.

Brązowa medalistka igrzysk w Londynie rozważała nawet zakończenie kariery. W przyszłym roku na mistrzostwach świata chce powalczyć o kwalifikację olimpijską w konkurencji jedynek.

Reklama

Po igrzyskach w Londynie miała ponad rok przerwy w związku z urodzeniem dziecka. Od kilku miesięcy powoli i systematycznie odbudowuje formę, a w ostatni weekend zaprezentowała się na swoim "domowym" torze w Poznaniu podczas centralnych regat kontrolnych. W konkurencji jedynek trzykrotnie pokonała koleżanki z kadry - Magdalenę Fularczyk-Kozłowską i Natalię Madaj.

Poznańska wioślarka przed zawodami wysoko powiesiła sobie poprzeczkę. W przypadku porażki, zamierzała nawet zakończyć karierę.

- To była wyłącznie moja decyzja. Taka presja, którą sama na sobie wytworzyłam. Wiem, że może wydawać się to śmieszne, bo od jednego startu ma zależeć moja kariera. Ja uważam, że każdy wyścig pokazuje predyspozycje jakie mamy. Te zwycięstwa potwierdziły, że jestem wytrzymała, że mam talent do jedynki i warto kontynuować tę przygodę. Nikt nie był w stanie wpłynąć na moją decyzję, bo to ja sama decyduję o swoim losie - powiedziała zawodniczka Trytonu Poznań.

Powrót do sportu po narodzinach córki nie był jednak łatwy. Michalska-Płotkowiak obecnie na stałe mieszka w Londynie i tam wznowiła treningi.

- Długo, bo przez dziewięć miesięcy karmiłam dziecko piersią i było to dość wyczerpujące. Trenowałam w małym zakresie, kilka razy w tygodniu. Starałam się realizować plan, na tyle na ile mogłam. W maju zaczęłam trenować trochę więcej, ale też ze względu na pracę mojego męża i opiekę nad dzieckiem, musiałam wstawać bardzo wcześnie. Schodziłam na wodę o szóstej rano - opowiadała.

Jak dodała, było kilka powodów, które ją zachęcały do powrotu do wiosłowania. Jednym z nich była nowa łódka, którą dwa lata temu otrzymała od Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich.

- Grzechem byłoby jej nie wypróbować, bo to było trochę jak trzymanie samochodu wyścigowego w garażu. Poza tym zaczęłam wiosłować, żeby mieć czas dla siebie, chociaż te dwie godzinki. Bo same treningi były dla mnie przyjemnością - tłumaczyła.

Michalska-Płotkowiak przed urlopem macierzyńskim sukcesy osiągała w dwójce podwójnej z Fularczyk-Kozłowską. Oprócz brązowego medalu olimpijskiego, w 2009 roku wywalczyły w Poznaniu tytuł mistrzyń świata. 29-letnia wioślarka w najbliższej przyszłości swoich sił chce spróbować w jedynce. W tej konkurencji zdobywała m.in. młodzieżowe mistrzostwo świata, a na IO w Pekinie była szósta.

- Jedynka oddaje najbardziej poziom mojego przygotowania, a wsiadając do osady, pewne moje niedociągnięcia treningowe mogą zostać niezauważone. Jedynka po prostu daje pełen obraz zawodnika. Stawiam sobie cel, aby w przyszłorocznych mistrzostwach świata zakwalifikować jedynkę do igrzysk w Rio. Temat dwójki jest dla mnie zamknięty. Także innych osad, bo one są budowane już od dłuższego czasu. Wchodząc do jednej z nich mogłabym tylko zaburzyć tę pracę - podkreśliła.

Obecnie Michalska-Płotkowiak większość czasu spędza w Londynie, gdzie jak przyznała, jest wyjątkowy klimat do uprawiania wioślarstwa.

- W Anglii jest trochę inna mentalność, inne podejście do wioślarstwa. Wiele osób mnie tutaj zainspirowało do pracy. Ludzie studiują medycynę i są w kadrach narodowych. W sobotę odbędą się bardzo duże regaty na Tamizie, gdzie wystąpi trzy tysiące zawodników. Ja będę startować w czwórce podwójnej razem z mistrzynią świata Emmą Twigg - podsumowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje