Reklama

Reklama

Judo. Julia Kowalczyk chce powalczyć o medale na igrzyskach

- Ciężko pracuję, by spełnić marzenia i wrócić za rok do Tokio - powiedziała Julia Kowalczyk, która w stolicy Japonii zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w judo (kat. 57 kg). W tej samej hali odbędzie się przyszłoroczny turniej olimpijski.

Zawodniczka Polonii Rybnik w decydującej walce wygrała przez ippon z Bułgarką Iweliną Iliewą. Łącznie triumfowała w pięciu z sześciu walk.

- Niezwykłe emocje, duże wrażenie wywarła na mnie sama organizacja turnieju i miejsce z tak wielką historią, tradycjami - dodała 21-letnia judoczka po zawodach w tokijskiej Nippon Budokan.

Przyznała, że jechała na zawody bez większych oczekiwań. - Chciałam po prostu pokazać swoje najlepsze judo, oddać serce na macie, co chyba udało się zrealizować z nadmiarem - dodała z uśmiechem.

Reklama

W Tokio pokonała też Lam Nok Yeung z Hongkongu, Serbkę Maricę Perisić i Izraelkę Timnę Nelson Levy oraz w pojedynku repesażowym mistrzynię Europy Rosjankę Darię Meżecką. Przegrała tylko w ćwierćfinale, w pechowych okolicznościach, z broniącą tytułu Tsukasą Yoshidą.

- Prowadziłam w tej walce kilkanaście sekund przed końcem. Niestety zrewanżowała się, doprowadziła do dogrywki, w której musiałam uznać jej wyższość i trafiłam do repesaży - wyjaśniła.

Jej zdaniem trudno porównać poszczególne przeciwniczki.

- Każda z nich jest inna, prezentuje inny system walki. Myślę, że najtrudniejsza była walka z Rosjanką, aktualną mistrzynią Europy. Przegrałam z nią na tych zawodach w Mińsku i pożegnałam się z turniejem. Dlatego tak ważne było dla mnie, by się jej zrewanżować. Walka trwała ponad osiem minut, rywalka była bardzo dynamiczna, ma szeroką gamę rożnych technik i jest bardzo niebezpieczna. Cieszę się, że udało mi się z nią wygrać - powiedziała.

Podkreśliła, że tak długa walka kosztuje mnóstwo wysiłku. - Byłam jednak dobrze przygotowana kondycyjnie i siłowo. Widziałam przeciwniczkę do końca - żartowała zawodniczka.

Za brązowy medal dostała 1000 punktów do rankingu olimpijskiego. - Igrzyska są w planie. Dlatego tak ciężko trenuję, by nie tylko się do niej zakwalifikować, ale i powalczyć o medale. Mam nadzieję, że się uda. Zostało jeszcze sporo czasu i wiele turniejów przede mną. Nic nie jest pewne, ale tak ciężko pracuję, by wrócić do Tokio za rok - stwierdziła Kowalczyk.

Wyjaśniła, że trudno określić, w ilu turniejach będzie musiała wystąpić, by zapewnić sobie start w igrzyskach. - Trzeba być w gazie cały czas. Może być tak, że w kolejnych dwóch turniejach znajdę się w strefie medalowej i to wystarczy. A może być i tak, że przez pół roku będę przegrywała pierwszą walkę i trzeba będzie walczyć do końca - oceniła.

Podkreśliła, że ma silną konkurencję krajową w swojej wadze. Najbliższym sprawdzianem będą mistrzostwa Polski seniorów, które w wrześniu rozegrane zostaną w rodzinnym mieście zawodniczki - Rybniku.

- Najbliższym startem w zawodach międzynarodowych będzie chyba październikowy Grand Slam w Brazylii, jednak to nie jest w stu procentach pewne - zaznaczyła.

Przyznała, że była zaskoczona dużą liczbą polskich kibiców dopingujących ją w tokijskiej hali.

- Byli też ci dla mnie najważniejsi - moi rodzice. Na trybunach była masa ludzi, fanatyków judo, znających się na tym sporcie. Czuć było atmosferę zbliżających się igrzysk - podsumowała Kowalczyk.

Podkreśliła, że start w Nippon Budokan dostarczył jej sporo doświadczeń, które mogą się przydać w trakcie ewentualnego występu na igrzyskach. - To ważne, choćby po to, żeby wiedzieć, gdzie co jest, choćby sala rozgrzewkowa. Za rok wszystko było znajome i byłoby łatwiej - powiedziała zawodniczka Polonii Rybnik. 

Dodała, że nie rozpamiętywała porażki w Tokio.

- To jest zawsze trudny psychicznie moment. Ja nie mam z tym problemu. Koncentruję się zawsze na kolejnej walce, myślę o tym, co wyeliminować, skupiam się na zadaniu do wykonania - wyjaśniła judoczka.

Piotr Girczys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje