Reklama

Reklama

Jarosław Hampel: Chcę zostać mistrzem Polski

Jarosław Hampel zajął drugie miejsce w żużlowej Grand Prix Polski w Toruniu. Ósmą eliminację mistrzostw świata wygrał Szwed Andreas Jonsson. Hampel nie kryje jednak zadowolenia z wyniku, ma nadzieję utrzymać dobrą formę i ... zostać mistrzem kraju.

Jak pan ocenia sobotnią imprezę w Toruniu?

Jarosław Hampel: - Były to na prawdę dobre zawody, fantastyczna noc, świetne widowisko. Było dużo walki na torze, a oto przecież chodzi, więc myślę, że kibice mogą być zadowoleni. A oni byli wspaniali. Wyjeżdżając do ostatniego biegu słyszałem głośny doping i ten hałas na trybunach, który mnie niósł. Starałem się do samego końca walczyć o pierwszą pozycję, jechałem bardzo szybko, krótko za Andreasem, ale on nie popełnił żadnego błędu. Tuż za mną jechał Darcy Ward, którego czułem na tylnym kole, więc nie mogłem zaplanować żadnego ataku szerzej. Pozostało mi dowieźć drugą pozycję, ale myślę, że przy tym układzie i tak jest to bardzo dobry rezultat.

Reklama

Spiker zawodów mówił, że przy tak licznej publiczności żużlowiec czuje cząsteczki kwantowe na całym ciele, które dają dodatkowej energii do walki na torze. Był one faktycznie odczuwalne?

- Były i to bardzo, a szczególnie, gdy wyjeżdżałem do ostatniego wyścigu. Widziałem to co się dzieje na trybunach, czułem na sobie i jest to godne uwagi, że kilkanaście tysięcy ludzi przychodzi po to, by zobaczyć nie tylko zaciętą walkę, ale szczególne dopinguje nas, Polaków.

Bieg dwudziesty, czwarta lokata, wszystkim zadrżały serca.

- Przyznam szczerze, że byłem w bardzo dużych tarapatach, bo po tym 20. biegu coś stało się z moim motocyklem. Prawdopodobnie zepsuło się coś w silniku. Przyjechałem na końcu bez kontaktu z rywalami, gdzie wcześniej nie miałem problemu z walką na torze. Musiałem zmienić motocykl na półfinał i mimo że był podobnie przygotowany, nie wiedziałem, jak będzie pracował. Na szczęście wszystko było w porządku, ale kosztowało mnie to także mnóstwo nerwów.

Nie wygrał pan jednak żadnego startu spod taśmy...

- Faktycznie, miałem problemy, nie mogłem szybko wyjechać spod taśmy. Refleks, skupienie, wszystko po tej stronie było ok, ale sam motocykl na starcie nie ciągnął. Ważne jednak, że nawet startując nieco z tyłu byłem na tyle szybki na trasie, żeby z powodzeniem walczyć o punkty.

Patrząc teraz na chłodno, czy gdyby miał pan jeszcze raz wybrać pole startowe w finale było by to także pierwsze?

- Zdecydowanie tak, bo sugerowałem się tym, że dojadę do krawężnika jako pierwszy i później będę w stanie pojechać po nim, prowadząc do końca. Tymczasem Andreas wystartował dobrze, był szybki, napędził odpowiednio swój motocykl, czego ja nie zdążyłem zrobić. Może gdzieś z metr mi zabrakło aby było inaczej. Jednak metr w żużlu to bardzo dużo.

Tomasz Gollob stracił szansę na obronę tytułu, został zatem pan i Greg Hancock. Czy 17 punktów straty to mało, czy dużo?

- Będę starał się gonić dalej, zbierać punkty, walczyć o ten złoty medal. 17 punktów to nie jest mało, ale w sumie wciąż jestem w kontakcie z Hancockiem.

Za tydzień na polskim podwórku czeka pana finał indywidualnych mistrzostw kraju. Będzie pan chciał udowodnić, że jest pan teraz numerem jeden?

- Jasne, że chciałbym udowodnić, że jestem w tej chwili najlepszy w kraju. Będę chciał wygrać te zawody, jak każde, tym bardziej że nie byłem do tej pory mistrzem Polski.

Rozmawiał Krzysztof Frydrych

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy