Reklama

Reklama

Janasowi należy współczuć

Na miesiąc przed mundialem Pawłowi Janasowi trzeba współczuć.

Mecz reprezentacji Polski z Litwą (0:1) bardzo mnie zdegustował. Po kilku godzinach i powrocie do Krakowa złość jednak minęła i zacząłem naprawdę współczuć Pawłowi Janasowi.

Reklama

Za 35 dni rozpocznie się mundial, a selekcjonerowi zamiast ubywać kłopotów to ich przybywa. Jakie trener reprezentacji może mieć kłopoty? Niestety, nie są to kłopoty bogactwa!

Za 11 dni Janas musi ogłosić skład kadry na mistrzostwa świata. Współczuję mu, bo tak naprawdę chyba tylko Dudek jest wypoczęty i w dobrej formie. Wielu z tzw. pewniaków gra po prostu słabo i nie wydaje mi się, że są zmęczeni sezonem. Weźmy dla przykładu Kamila Kosowskiego. Od miesiąca nie grał w piłkę, a w końcówce spotkania w Bełchatowie ledwo co chodził i łapały go skurcze. Po co takiego zawodnika brać na mundial, skoro gołym okiem widać, że jest bez formy i nie znajdzie jej nawet na tygodniowym zgrupowaniu, bo jest to fizycznie niemożliwe, nawet dla Ronaldinho.

Swoją drogą zastanawia mnie przekłamywanie rzeczywistości przez polskich kopaczy. Kilku naszych kadrowiczów, jak choćby wspomniany już Kosowski, tłumaczy się, brakiem gry w klubie. Dlaczego zatem ów piłkarz nie gra? Dlaczego trener wysyła go na trybuny? Czy dlatego, że jest dobry? On później przyjeżdża na kadrę, gra fatalnie i twierdzi, że to dlatego, że nie gra w klubie. A dlaczego nie gra w klubie? Koło się zamyka. Oj, niektórym chyba ciężko jest się przyznać, że są za słabi na grę w pierwszym składzie.

Współczuję Pawłowi Janasowi również dlatego, że nie ma dużego pola manewru, jeśli chodzi o wybór piłkarzy na MŚ. Widać, że selekcjoner szuka i kombinuje (powołanie Bonina, Gancarczyka), ale są to raczej kroki czynione w rozpaczy, jakby nie miał już żadnego pomysłu na skład kadry. Janas ma świadomość, że Dudek, Jop, Smolarek i Żurawski sami nie wygrają żadnego meczu w Niemczech i próbuje ratować sytuację powołując wciąż nowych piłkarzy, którzy nie wnoszą jednak żadnej wartości.

Janasowi trzeba też współczuć z powodu presji, która z każdym dniem coraz bardziej będzie dotykała zarówno jego, jak i wszystkich piłkarzy. Z doświadczenia wiemy, że psychika nie jest mocną stroną polskich sportowców i chyba należy poważnie obawiać się, czy polskie "gwiazdy" udźwigną ciężar oczekiwań milionów rodaków.

Chciałbym, aby wszyscy piłkarze, których Janas zabierze na mundial mieli świadomość, że jadą tam reprezentować 40 milionów Polaków, a nie swoich sponsorów, czy swoje coraz bardziej wątpliwe umiejętności. Jeśli bardziej im zależy na pokazaniu się menedżerom drugoligowych klubów, to lepiej niech już dziś wybiorą się na wakacje do ciepłych krajów.

Na koniec już nieco mniej poważnie, współczuję Pawłowi Janasowi, gdyż chyba został oszukany. Wyczytałem w sieci, że w meczu z Litwą, wcale nie grał Tomasz Frankowski, ale jego sobowtór. Prawdziwy "Franek" właśnie rozpoczął urlop i czeka aż dołączy do niego Maciej Żurawski. Wszystko by się zgadzało, bo prawdziwy Frankowski, wykorzystałby przynajmniej jedną z dobrych sytuacji, jakie miał we wtorkowym meczu z Litwą. Oby tylko na mundial pojechał prawdziwy Tomasz Frankowski.

Andrzej Łukaszewicz.

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | frankowski | Mundial 2014

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje