Reklama

Reklama

Jagiellonia – Legia. "Bij mistrza"? A może wreszcie "bij lidera"?

Jedni od dwóch sezonów coraz mocniej pukają do drzwi z napisem "mistrzostwo", drudzy z uporem odpierają ataki. Ci pierwsi są dzisiaj liderami, ci drudzy wrócili do poważnej gry po słabszym początku sezonu. Dlatego mecz Jagiellonia – Legia, najmłodszy ligowy klasyk, nabiera nowego znaczenia. Bo stawką jest coś więcej niż tylko trzy punkty.

Nie ma wątpliwości. Jagiellonia pod wodzą Ireneusza Mamrota jest wyjątkowo niewdzięcznym przeciwnikiem dla warszawian. Wprawdzie w ostatnich dwóch sezonach większe powody do zadowolenia mieli zawsze legioniści, ale to "Jaga" jest niepokonana w bezpośrednich starciach już od czterech meczów. Nawet więcej, w żadnym z nich nie dała sobie strzelić ani jednego gola! Niemała w tym zasługa bramkarza Mariana Kelemena, niemal 39-latka ze Słowacji, który znowu stanie na drodze Legii. Z takim samym celem jak zawsze - zachować czyste konto.

Reklama

Jednym słowem - Jagiellonia wyjątkowo dobrze radzi sobie z drużyną z Warszawy. Jest więc faworytem? Patrząc na najnowszą historię rywalizacji między tymi ekipami - takie stwierdzenie nie byłoby pozbawione sensu. A jednak! Paradoks polega bowiem na tym, że białostoczanie wyjątkowo nie lubią grać w tym sezonie na własnym stadionie. Ostatnie zwycięstwo z Pogonią, dość szczęśliwe, bo po decydującym golu w ostatnich minutach, trochę zamazuje ten obraz, ale faktem jest, że oprócz Śląska i Wisły Płock właśnie Jagiellonia najczęściej przegrywa u siebie. Po 12 kolejkach już trzy razy. Dużo. Bardzo dużo. Czasem w sposób mało wytłumaczalny, jak z Miedzią czy z wrocławianami.

- Gorzej punktujemy u siebie, to fakt, ale naprawdę wolimy grać przed naszymi kibicami. Jestem pewien, że to w końcu zaskoczy i zaczniemy regularnie wygrywać w Białymstoku - przekonuje Ireneusz Mamrot.

Do drużyny, po jednomeczowej przerwie spowodowanej nadmiarem żółtych kartek, wraca Taras Romanczuk. O tym, jakie znaczenie dla stabilizacji środka pola ma Polak z niedawno otrzymanym paszportem, nie trzeba nikogo przekonywać.

Na środku obrony też nie zabraknie Ivana Runje, bohatera sprzed tygodnika (to on wbił Pogoni gola na wagę trzech punktów), a było takie ryzyko, gdyby Chorwat został w tym meczu upomniany przez sędziego.

Trener Jagiellonii walczy z czasem

To jednak nie znaczy, że przed spotkaniem z mistrzami Polski trener Jagiellonii nie ma dodatkowych zmartwień. Na kilka tygodni wypadł z gry Jakub Wójcicki (kontuzja ścięgna Achillesa) i wyjściowy skład stoi jeszcze pod znakiem zapytania. - W przypadku kilku zawodników trwa walka z czasem - nie ukrywa Mamrot. - Niektórzy doznali urazów w trakcie spotkania z Pogonią, inni walczą z przeziębieniami. Jeszcze nie wiem, z kogo będę mógł skorzystać, a z kogo nie.

Tymczasem Legia wcale nie jedzie na Podlasie bez wiary w sukces i ma swoje atuty. To prawda, takie stwierdzenie po spotkaniu z krakowską Wisłą, pełnym zadziwiającej bezradności i jednym punkcie uratowanym w samej końcówce, może budzić wątpliwości, jednak warto też przypomnieć, że jutro miną dwa miesiące, od kiedy gracze Ricarda Sa Pinto nie znaleźli w lidze żadnego pogromcy. Taką serią nikt nie może się pochwalić.

Dlatego portugalski trener mówi wprost, co mu się najbardziej podoba w drużynie. Co wręcz "kocha". To, że nigdy się nie poddaje. - Chcemy grać dobrze przez całe 90 minut, ale dla mnie to niekoniecznie znaczy, że musimy grać pięknie. Chodzi o kontrolowanie meczu od pierwszego do ostatniego gwizdka i zdobycie trzech punktów. W ostatnich dwóch spotkaniach graliśmy pięknie w pierwszych połowach. W meczu ze Śląskiem Wrocław drugą kontrolowaliśmy, z Wisłą Kraków mieliśmy pięć, sześć minut, kiedy straciliśmy koncentrację i to zachwiało naszą pewnością siebie. Ale wróciliśmy do gry - mówi Sa Pinto.

Portugalczyk nie ma jednak wątpliwości, że spotkanie w Białymstoku będzie najtrudniejsze, od kiedy pracuje w polskiej lidze. - Rywale mają najlepszy balans między ofensywą a defensywą. Jagiellonia jest świetnie zorganizowana w obronie i stwarza ogromne zagrożenia w szybkich atakach - twierdzi trener, dodając, że nie wszyscy w jego ekipie są gotowi do gry. Remy, Hamalainen, Radović oraz Niezgoda wracają wprawdzie już do treningów, ale na powrót do składu muszą jeszcze poczekać.

Tymczasem Jagiellonia ma jeszcze jeden powód, aby podtrzymać dobrą passę w spotkaniach z Legią. Na ławce w Białymstoku po raz 50. zasiądzie dzisiaj wieczorem Ireneusz Mamrot. Jubileusz wprawdzie nie całkiem okrągły, ale trzy punkty w prezencie i utrzymanie pozycji lidera - są zawsze mile widziane.

Remigiusz Półtorak

Zobacz wyniki, terminarz i tabelę polskiej Ekstraklasy


Dowiedz się więcej na temat: Jagiellonia Białystok | Legia Warszawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama