Reklama

Reklama

Jacek Kiełb: Na Wiśle nie zadowoli nas remis

Minął już ponad rok od ostatniego gola strzelonego przez pomocnika Lecha Poznań Jacka Kiełba. Tamtą bramkę strzelił 30 kwietnia na Suchych Stawach - jego Korona Kielce pokonała wówczas Wisłę Kraków 1-0, co miało ogromne znaczenie w walce o mistrzostwo Polski.

Latem Kiełb trafił do Lecha - zagrał w nim już w 27 spotkaniach w różnych rozgrywkach, ale bramkarzy rywali nie pokonał ani razu. Bliski był choćby w finale Pucharu Polski, gdy po jego uderzeniu z 25 metrów piłka trafiła w poprzeczkę w pierwszej sekundzie doliczonego czasu do drugiej połowy meczu. Prawoskrzydłowy Lecha wierzy, że szczęśliwy znów okaże się dla niego wyjazdowy mecz z Wisłą.

Powiedziałeś po meczu z Górnikiem, że jak ktoś nie wierzy w zwycięstwo nad Wisłą, to nie powinien wsiadać do autokaru.

Reklama

- Chodziło mi o to, że każdy piłkarz musi wierzyć w Lecha. Tak jak wierzą kibice. Bo stać nas na bardzo dużo. Wisła prowadzi w tabeli, ale nie jest to zespół nie do ogrania.

Śni się tobie ten strzał z końcówki meczu z Legią?

- Siedzi to w głowie. Człowiek włącza Internet i patrzy na ten strzał. Dużo nie zabrakło, a jest czego żałować.

Trener Bakero po meczu z Górnikiem powiedział, że trzeba patrzyć na górę tabeli i walczyć o wicemistrzostwo Polski. O tytule już nie mówi. A wy o tym dyskutujecie?

- Nikt w szatni głośno nie mówi. Każdy widzi, jak wygląda sytuacja, bo trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: będzie bardzo ciężko. Nie można jeszcze powiedzieć, że straciliśmy wszystkie szanse. Jeśli wygramy pozostałe pięć spotkań, to wtedy się będziemy oglądać na układ tabeli.

W Krakowie może dojść do symbolicznej sytuacji, bo jeżeli przegracie, to tracicie resztę szans na obronę tytułu. Stary mistrz Polski odda tytuł nowemu...

- Mogę powiedzieć tak: jedziemy po zwycięstwo. Jeżeli Wisła ma już zdobyć ten tytuł, to my postaramy się opóźnić im radość.

Jeżeli wygracie w Krakowie, to będziecie tracili do Wisły osiem punktów, a ich czekają mecze z Legią, derby z Cracovią...

- No tak, taki scenariusz mi się podoba, od razu mi się humor poprawił. Oczywiście, że trzeba wierzyć, bo jak się wierzy, to człowiek więcej z siebie daje. Kto jedzie na mecz, ten musi jechać z wiarą w zwycięstwo.

Pamiętasz tego gola sprzed roku na Suchych Stawach?

- Pamiętam, ale wciąż powtarzam, że to był gol dla Korony. Dla Korony, a nie dla Lecha. Lech sam zdobył mistrzostwo, zasłużył sobie na to świetną grą wiosną, gdy wygrywał prze całą rundę. Nie liczy się bowiem jeden mecz, a właśnie cała runda.

Strzelając bramkę przegrałeś wtedy nietypowy zakład.

- Zgadza się. Miałem bardzo długie włosy, ale zapowiedziałem, że jak zapewnimy sobie utrzymanie, to się ostrzygę. To stało się akurat po moim trafieniu i wygranej w Krakowie. No więc po meczu poszedłem do fryzjera.

To może teraz też po pierwszym golu pójdziesz do fryzjera?

- Nie, nie. Byłem ostatnio, bo już miałem za długie włosy. Teraz postanowień żadnych nie robię.

W ostatnich dwóch spotkaniach częściej atakowaliście skrzydłami, sporo było wrzutek. Z czego to się wzięło?

- Nie potrafię powiedzieć. Może dlatego, że na treningu jest dużo nowych ćwiczeń i często strzelamy?

Przyglądałeś się grze Wisły?

- Człowiek na bieżąco ogląda wszystkie mecze, widziałem więc także ten Wisły z Lechią. W Wiśle gra mój kolega z Korony Czarek Wilk, a jak się kogoś zna, to jeszcze bardziej ciągnie do telewizora. Lechii też się przyglądałem.

Z Czarkiem już się przekomarzałeś przed tym spotkaniem?

- Nie, nie ma czegoś takiego. Rzadko do siebie dzwonimy, ale Czarek to fajny kolega. Jak przyjechali do Poznania, to miło było się z nim spotkać, a później wygrać mecz. Może w Krakowie będzie podobnie.

Skoro grasz na prawej pomocy, to pewnie analizujesz sposób gry Dragana Paljicia. To nie jest typowy obrońca, do Wisły przychodził jako pomocnik.

- Oczywiście, że tak. Często włącza się do akcji ofensywnych, a więcej spostrzeżeń wolę zachować dla siebie. Zawsze patrzę, jak gra rywal, jak się ustawia, czy często włącza się do ataków, czy ścina do środka, albo czy woli zagrać długą piłkę. Trzeba analizować grę piłkarza, bo niektórych przyzwyczajeń się nie zmienia.

Paljić często atakuje, a ty po przyjściu do Lecha mówiłeś, że musisz się nauczyć gry obronnej. Jest już lepiej?

- Cały czas czuję, że jest lepiej, a pozytywne myślenie jest najważniejsze. Oczywiście, dalej trzeba się uczyć. Dużo zawdzięczam chłopakom, oni mnie cały czas wołają do tyłu. Nie jest istotne to, by nie dać się przejść, ale aby być razem z drużyną. W Koronie byłem poza wszystkim, a tu jest inaczej. Potrafię już współpracować z drużyną, a tego wymaga trener. W Koronie rzadko wracałem, mogłem zostawić siły na atak, a tu człowiek cały czas się uczy.

I na koniec krótkie pytanie z krótką odpowiedzią: tak lub nie. Czy remis w Krakowie was zadowoli?

- Nie.

Rozmawiał i notował Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje