Reklama

Reklama

Jacek Gmoch: Santos nie zmienił stylu Rehhagela

Były selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Jacek Gmoch uważa, że podobna myśl szkoleniowa kolejnych trenerów greckiej kadry jest podstawą jej niezłej gry i jeszcze lepszych wyników. Towarzyski mecz tych drużyn odbędzie się we wtorek w Pireusie.

- Portugalczyk Fernando Santos pracuje podobnie jak poprzednik, Niemiec Otto Rehhagel. Stawia na twardą walkę w defensywie niemal całym składem, dobrą organizację w środku pola i kontrataki, które mają przynieść jedną, dwie zwycięskie bramki. Grecy nauczyli się grać na wynik, a kolejni szkoleniowcy potrafili wybrać najlepszy sposób gry, na miarę swoich możliwości. Ten styl może się niezbyt podobać, ale jest efektywny - powiedział 72-letni Gmoch, który w tym sezonie krótko był szkoleniowcem Panathinaikosu Ateny.

Pod wodzą Rehhagela, niemalże rówieśnika Polaka, Grecja zdobyła mistrzostwo Europy w 2004 roku. Niemiec prowadził kadrę Hellady przez dziewięć lat, a dopiero latem ubiegłego roku zastąpił go 56-letni Santos.

Reklama

- Ze złotego zespołu sprzed siedmiu lat nie zostało zbyt wielu zawodników, są m.in. Konstantinos Katsouranis i Georgios Karagounis, ale jest też nowe, młode pokolenie. Wspólnie mają sporą szansę awansować do finałów Euro 2012 i zagrać na polskich i ukraińskich boiskach - dodał szkoleniowiec mieszkający w Atenach.

Po pięciu kolejkach Grecy są liderami eliminacyjnej grupy F. Mają w dorobku trzy zwycięstwa i dwa remisy, w bramkach 5-2. - Jestem bardzo ciekawy wtorkowej konfrontacji w Pireusie, z pewnością pojawię się na stadionie Olympiakosu - zapowiedział Gmoch.

W ostatnim czasie greckie obiekty nie uchodzą za zbyt bezpieczne, dochodzi na nich do zamieszek, ale polski trener uspokaja. - Nie ma powodów do niepokoju, jeśli chodzi o spotkanie obu reprezentacji. A w lidze zasadą powinno być nieprzyjmowanie kibiców gości, aby uniknąć niepotrzebnych zdarzeń - przyznał dawny asystent Kazimierza Górskiego, a później samodzielny trener drużyny narodowej (piąte miejsce w MŚ 1978).

Gmoch interesuje się na co dzień nie tylko greckim futbolem, ale i innymi dyscyplinami sportu. Ubolewa, że niektóre z aren igrzysk olimpijskich 2004 stoją bezużyteczne i niszczeją.

- Grecja liczyła, że otrzyma prawo organizacji olimpiady w 100-lecie pierwszej, czyli w 1996 roku. Kilkanaście lat temu pobudowała 80 procent obiektów. Niestety, obecnie nie można powiedzieć o nich, że są nowoczesne. Trzeba byłoby je zmodernizować według nowych technologii, a to spory koszt, nie do udźwignięcia. Ogromnym problemem jest ich utrzymanie i zagospodarowanie. Niektóre, jak strzelnica w Markopolu, ale nie tylko, stoją puste. Czasem jest wykorzystywana na ćwiczenia wojska czy policji. Kiepsko wygląda też sytuacja olimpijskiej pływalni.

- Szansę na przeżycie mają tylko wspólne centra: sportowo-handlowo-kulturalne. Były próby wynajęcia prywatnym osobom i firmom, które mogłyby zacząć ratować obiekty, lecz znów w grę wchodzą zbyt wielkie pieniądze. Nikt nie będzie dokładał - zakończył.

Z Aten - Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: styl | Stylu | Jacek Gmoch

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje