Reklama

Reklama

Iverson wspaniały, Yao też

Allen Iverson po raz drugi z rzędu przekroczył barierę 50 punktów, ale tym razem nie wystarczyło to do pokonania na własnym parkiecie Utah Jazz. Zespół z Salt Lake City wygrał z Sixers 103:101.

Allen Iverson po raz drugi z rzędu przekroczył barierę 50 punktów, ale tym razem nie wystarczyło to do pokonania na własnym parkiecie Utah Jazz. Zespół z Salt Lake City wygrał z Sixers 103:101.

Bohaterem poniedziałkowej serii spotkań był także Yao Ming. W tym przypadku 40 punktów środkowego Houston Rockets pozwoliło podopiecznym Jeffa Van Gundy'ego pokonać u siebie Toronto Raptors 114:102.

W Wachovia Center w Filadelfii widzowie byli świadkami kolejnego wielkiego meczu Iversona, stając się zaledwie siódmym graczem w historii NBA, który rzucił co najmniej 50 "oczek" w dwóch kolejnych spotkaniach. Po 54 punktach w niedzielnym pojedynku z Milwaukee, tym razem przyszła pora na 51"oczek". Wcześniej podobnym wyczynem popisali się: Rick Barry, Elgin Baylor, Wilt Chamberlain, Bernard King, Michael Jordan i Antawn Jamison.

Reklama

Iverson grał niemal cały mecz (46 minut), trafiając 18 z 31 rzutów z gry. - Miałem "gorące ręce" i coach (Jim O'Brien - przyp. red.) wywoływał mój numer - tłumaczył zawodnik. - Tak jest także w przypadku innych - jeśli facetowi dobrze idzie, wykorzystujesz to. Ciągle powtarzasz tę samą zagrywkę dopóki rywal jej nie rozgryzie.

Lider Sixers otrzymał w poniedziałkowy wieczór małe wsparcie ze strony kolegów. Tylko Kyle Korver przekroczył barierę 10 punktów, zdobywając 16 "oczek". Właśnie po jego rzucie za trzy w ostatniej minucie był remis 101:101. W decydującej akcji Iverson sfaulował jednak Mehmeta Okura 20 pkt). i "spadł" z parkietu za sześć przewinień. Turek wykonał skutecznie dwa rzuty wolne na 4,5 s przed syreną, a próba odpowiedzi ze strony Willie Greena był niecelna (piłka odbiła się od tylnej części obręczy.) Jazz przerwali w ten sposób serię siedmiu kolejnych wyjazdowych porażek.

Yao Ming i Tracy McGrady w końcu pokazali to, na co czekają fani w Houston. Ten pierwszy zdobył 40 punktów, a "T-Mac" dodał 24 "oczka" oraz 12 zbiórek i obaj poprowadzili "Rakiety" do zwycięstwa nad Toronto Raptors 114:102.

Gospodarze umiejętnie wykorzystali przewagę wzrostu na rywalami, a konkretnie uczynił to chiński środkowy, trafiając 13 z 16 rzutów z gry i 14 z 18 wolnych w ciągu 33 minut. McGrady (12/21 z gry) był natomiast bardzo bliski "triple-double", do którego zabrakło mu tylko trzech asyst. - McGrady jest bardzo niesamolubnym graczem - stwierdził Jeff Van Gundy. - Naprawdę lubi podawać. To samo jest z Yao, a jeśli twoi najlepsi dwaj gracze lubią asystować, to pożytki z tego ma cały zespół. Drużyna z Toronto, dla której Chris Bosh uzyskał 16 punktów, przegrywała niemal przez całe spotkanie, ale na 7 minut przed końcem zmniejszyła deficyt do pięciu "oczek" po rzucie za trzy Lamonda Murraya. Na więcej Raptors tego wieczoru nie było już stać.

Staples Center okazała się szczęśliwa dla Grizzlies, którzy w ciągu dwóch dni odnieśli w niej dwa zwycięstwa. W niedzielę pokonali Clippers 92:82, a minionej nocy zwyciężyli Lakers 82:72. Dla zespołu z Memphis, dla którego 17 punktów zdobył wchodzący z ławki Shane Battier, była to pierwsza w historii wygrana nad "Jeziorowcami" w LA. Słabiutki dzień Kobe'ego Bryanta (tylko 11 punktów) przyczynił się do porażki Lakers oraz najmniejszej ilości zdobytych punktów (24) przez tę drużynę w II połowie w historii.

Phoenix Suns odnieśli 22. zwycięstwo w obecnym sezonie, wygrywając na wyjeździe z Denver Nuggets 107:105. W zespole gości nie zagrał Maciej Lampe, który całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych. Decydujące punkty dla "Słońc" zdobył w ostatniej sekundzie, przy stanie 105:105, Quentin Richardson.

W drużynie Suns, która zanotowała ósmą z rzędu wygraną na wyjeździe, najskuteczniejszy był Amare Stoudemire - 32 pkt (miał także dziewięć zbiórek). Ekipa z Phoenix (22 zwycięstwa i trzy przegrane), liderzy Pacific Division, mają najlepszy bilans w NBA.

Czwarte zwycięstwo z rzędu, a ósme w sezonie, odnieśli Chicago Bulls, którzy na własnym parkiecie wygrali z Portland Trail Blazers 92:87. Mecz z trybun oglądał Michael Jordan, którego publiczność powitała owacją na stojąco. Cztery kolejne wygrane ekipa z Chicago po raz ostatni zanotowała w 1998 roku.

23 punkty dla "Byków" zdobył rezerwowy Ben Gordon, a pięć mniej uzyskał Eddy Curry, którego dorobek uzupełniło osiem zbiórek. W drużynie z Portland wyróżnił się Zach Randolph - 26 pkt i 12 zbiórek.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 20 grudnia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL