Reklama

Reklama

Idealny epilog kłótni między Kowalczyk i Bjoergen

Marit Bjoergen zarzuciła Justynie Kowalczyk, że nie umie przegrywać, na potwierdzenie Polka pokonała ją w fascynującym biegu na 30 km "rozliczając się" także z legendą Wojciecha Fortuny.

Marit Bjoergen mogła być dla Justyny Kowalczyk tym, kim Simon Ammann dla Adama Małysza. Wiem, że porównanie nie jest w stu procentach celne, bo relacje między Polką i norweską multimedalistką, są zupełnie inne. Przykrości, które Kowalczyk przeżyła w Vancouver musiały być naprawdę wielkie, skoro w dniu życiowego triumfu, w "odświętnym" wywiadzie w TVP, polska biegaczka nie umiała o nich zapomnieć. Stres i presja, jakim poddana była od początku igrzysk "Królowa Śniegu", będą dla niej zapewne najlepszą szkołą życia. 27 lat to wciąż odpowiedni czas na naukę.

Reklama

Porywający finisz, wygrany po 30 km biegu o 0,3 sekundy, jest idealnym epilogiem dla kłótni między wielkimi rywalkami. Obie wyjadą z Vancouver spełnione. Kowalczyk ma swoje upragnione złoto, a w galerii sław polskiego sportu miejsce u boku Adama Małysza. Także u boku innego legendarnego skoczka Wojciecha Fortuny, który 38 lat temu w Sapporo zdobył dla Polski jedyny złoty medal. Jedyny, do wczoraj.

Fenomenalny lot Fortuny na 111 m był w naszym sporcie symbolem cudu, który jest konieczny, by na zimowych igrzyskach zabrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. O tym skoku rozprawiały całe pokolenia. Polak wygrał konkurs o 0,1 pkt, co podkreślało niecodzienność jego dokonania. Dzięki Marit Bjoergen, Kowalczyk mogła podarować nam porównywalne emocje. Bez "uprzykrzonej" wielkiej rywalki: bieg, finisz, zwycięstwo i złoty medal nie doczekałyby oprawy godnej historycznego wydarzenia.

Te igrzyska miały być polskie, i były. Złoto, trzy srebra i dwa brązy - nasi sportowcy zdobyli w nich niemal tyle, ile we wszystkich poprzednich startach. Małysz i Kowalczyk spełnili swoje marzenia, deserem dla tego olimpijskiego dania był medal panczenistek - pierwsze tak wielkie na zimowych igrzyskach osiągnięcie drużyny. Łyżwiarki przełamały mocno ugruntowane stereotypy (także przez Kowalczyk i Małysza), że sportowiec z Polski może być fenomenem wyłącznie w pojedynkę.

Dariusz Wołowski

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Justyna Kowalczyk ma "złoto"! Co za finisz!

Justyna ma "złoto", ale czuje duży niesmak!

Justyna Kowalczyk ma "złoto"! Co za finisz!

Wierietielny: Nie chcę być popularny

Polski dzień w Vancouver!

Sukcesy Justyny Kowalczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje