Reklama

Reklama

Hiszpanii ucieczka znad przepaści

To niebywałe, a jednak dzisiejszy mecz ze skromniutkim Hondurasem staje się życiowym wyzwaniem dla najwybitniejszego pokolenia hiszpańskich piłkarzy. W roli zbawców Fernado Torres i Cesc Fabregas.

Najspokojniej na największą sensację mistrzostw w RPA zareagowali bukmacherzy. Nazajutrz po porażce ze Szwajcarami 0-1 drużyna Vicente del Bosque wciąż otwierała listę faworytów do tytułu mistrza świata. Dziś Hiszpanie są już na trzecim miejscu za Argentyną i Brazylią. Być może drugie i trzecie miejsce w zakładach wzajemnie się jednak wykluczają, bo nawet jeśli Hiszpanie w ogóle wyjdą z grupy, w 1/8 finału trafią pewnie na zespół Carlosa Dungi. Co to się będzie działo...

Jak zareagują na porażkę

Reklama

Na razie jednak zespół del Bosque jest od wyjścia z grupy bardzo daleko. Nie wiadomo jak zareaguje na porażkę, bo w ciągu dwóch lat pracy tego trenera poniósł tylko dwie. Przed rokiem, w półfinale Pucharu Konfederacji przegrał z USA, a potem zwyciężył 12 kolejnych rywali. Sporą część z nich jednak w grach towarzyskich, w których Hiszpanie są bezdyskusyjnymi mistrzami świata.

Dziś jest kolejny mecz o punkty. W RPA margines błędu został wykorzystany. Piłkarze del Bosque już wiedzą, że posiadanie piłki sięgające nawet astronomicznej liczby 75 procent nie gwarantuje im zwycięstwa. Efektowne, ale jałowe wymiany podań dłuższe niż brazylijska telenowela, nie pozwoliły stworzyć więcej niż jedną stuprocentową okazję w pojedynku ze Szwajcarami.

Del Bosque będzie wymagał większej efektywności, w związku z czym w podstawowym składzie zmniejszy się udział graczy Barcelony. Pomocnik Arsenalu Cesc Fabregas zajmie miejsce Sergio Busquetsa, a Fernando Torres (Liverpool) zagra za zmagającego się z kontuzją Andresa Iniestę. Gdyby Iniesta był jednak w stanie grać, z jedenastki wypadnie pewnie David Silva z Valencii. Tak czy siak z ustawienia 4-5-1 drużyna przejdzie na 4-4-2.

Del Bosque podminowany

Selekcjoner Hiszpanów znany jest z klasy i gołębiego serca. Zaraz po porażce ze Szwajcarami wziął w objęcia niemieckiego trenera Ottmara Hitzfelda, gratulując mu wygranej. Tamtejsza federacja wydała nawet specjalne oświadczenie, że bez względu na wynik mundialu w RPA del Bosque na stanowisku pozostanie. Przed spotkaniem z Hondurasem hiszpański trener jest jednak wyraźnie podminowany. Mówi, jak politycy z USA w czasach zimnej wojny, kiedy bronili przed złem amerykańskiego stylu życia. Del Bosque ogłosił, że choć w grze drużyny konieczne są zmiany, to jednak "toque" - czyli znak firmowy i filozofia drużyny narodowej musi pozostać nietknięta. "Dała nam ona wiele zwycięstw, łącznie z tym w Euro 2008".

A propos ostatnich mistrzostw Europy, nowego selekcjonera skrytykował Luis Aragones, twórca tamtego spektakularnego triumfu w Austrii i Szwajcarii. Uważał, że w pierwszym meczu mundialu jego byli piłkarze za wolno ruszali się bez piłki, za dużo było wysokich dośrodkowań, za mało prostopadłych podań po ziemi, a para Xabi Alonso i Segio Busquets wzajemnie sobie przeszkadzała. W drużynie Aragonesa grał jeden defensywny pomocnik Marcos Senna (del Bosque nie zabrał go do RPA).

Fabregas za Busquetsa

Obecny selekcjoner oficjalnie nie odpowiedział na tę krytykę, wygląda jednak na to, że się z nią zgadza skoro na mecz z Hondurasem ma zamiar zrezygnować z Busquetsa. Fabregas to w Priemier League prawdziwy król asysty, w minionym sezonie ligowym miał ich aż 15, zdobył też 15 goli. A przecież stracił sporo meczów z powodu kontuzji. Tak jak Torres, który strzelił dla Liverpoolu 18 bramek. Ostatnie tygodnie obaj spędzili w gabinetach lekarskich.

Hiszpania musi dziś pobić Honduras i to wysoko. W walce o awans mogą liczyć się bramki. Gdyby Szwajcarzy wygrali z Chile, w ostatnim meczu zespołowi del Bosque mógłby nawet wystarczyć remis. Wszyscy w Hiszpanii mówią jednak o obowiązku zdobycia 6 pkt w dwóch spotkaniach. Starcia z Hondurasem, a potem Chile stają się życiowym wyzwaniem dla pokolenia uważanego za najwybitniejsze w historii hiszpańskiej piłki. Później przyjdzie czas na Brazylię, której w 1/8 finału pewnie już nie da się uniknąć.

Katastrofa Francuzów, kłopoty Anglików, Niemców i Włochów sprawiają, że Hiszpanie znaleźli się w doborowym towarzystwie. Co to jednak dla nich za pocieszenie, skoro w tym gronie europejskich kolosów oni jedyni nie zdobyli nigdy tytułu mistrza świata. Przed wyjazdem do RPA była euforia (6-0 z Polską na pożegnanie), po meczu ze Szwajcarami histeria. Nie mogąc pogodzić się z przegraną hiszpańscy komentatorzy mówili nawet, że wraz z drużyną Vicente del Bosque, przegrał cały futbol (bo zatriumfowała ultradefensywna taktyka Hitzfelda).

Stoper Barcelony Gerard Pique powiedział wtedy wściekły, że on czuje coś w rodzaju ulgi. "Skończy się wreszcie głupie gadanie, że Hiszpania jest w RPA największym faworytem, a wszystkich innych nakryje czapką". Rzeczywiście. Dziś na półwyspie Iberyjskim nie snuje się mocarstwowych planów, ale gorąco ściska kciuki za wygraną z 38. zespołem w rankingu FIFA. Afryka uczy pokory. Broniący tytułu Włosi nie dali wczoraj rady znajdującej się na 78. miejscu Nowej Zelandii.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: torres | mecz | ucieczka | RPA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje