Reklama

Reklama

Hiszpanie nie boją się żółtego

Hiszpańscy piłkarze w dobrych humorach przygotowują się do niedzielnego finału mistrzostw Europy z Niemcami. Piątkowy trening pokazał, że nie boją się już żółtego koloru, a gole może dla nich strzelać nawet bramkarz Iker Casillas

Trener Luis Aragones dbając o utrzymanie koncentracji po półfinałowym zwycięstwie nad Rosją (3:0) już po kilkunastu godzinach zabrał piłkarzy na trening. Hiszpanie na dobre przenieśli się już z ośrodka w górskim Neustift do Wiednia i piątkowe zajęcia odbyli na Franz-Horr-Stadion użytkowanym na co dzień przez stołeczną Austrię.

Początek przygotowań do finału przebiegał w iście ... niemieckim stylu. Zanim piłkarze pojawili się na boisku, ustawiono już na nim bramki i inne przyrządy potrzebne hiszpańskiej ekipie do przeprowadzenia zajęć. Zupełnie inaczej wyglądał kilka dni wcześniej trening Rosjan, kiedy członkowie sztabu szkoleniowego zabrali się za ustawianie bramek dopiero na wyraźne wskazanie selekcjonera Guusa Hiddinka.

Reklama

Przed treningiem nie tylko ustawiono niezbędny sprzęt, ale i zroszono boisko. Jako pierwsi na boisku pojawili się Carles Puyol, jego kolega z Barcelony Andres Iniesta i wychowanek szkółki piłkarskiej tego klubu Cesc Fabregas. Panowie w oczekiwaniu na resztę zespołu urządzili sobie konkurs pt. "Kto nada piłce większą rotację" i prześcigali się w technicznych sztuczkach.

Cała drużyna pojawiła się na treningu w żółtych, a według Luisa Aragonesa - musztardowych koszulkach, które przyniosły szczęście w spotkaniu z Rosją. Wcześniej Hiszpanie bali się tego koloru, sądząc że przynosi im pecha. Ze względu na najczęściej używane przez finałowych rywali biało-czarne stroje nie ma jednak powodów, by musieli po raz kolejny rezygnować ze swoich ulubionych czerwonych trykotów.

Piłkarzy, którzy na boisku zapracowali na awans do finału, Aragones w piątek oszczędził. Po krótkiej rozgrzewce wysłał ich... na trybuny, by wykorzystując stopnie schodów rozciągali się tam pod okiem trenera od przygotowania fizycznego.

Reszta urządziła sobie gierki na małe bramki. O tytuł króla strzelców postanowił powalczyć bramkarz Iker Casillas, który kilka razy ulokował piłkę w bramce rywali.

Bohater ćwierćfinału z Włochami w półfinale nie miał zbyt wiele pracy, ale spodziewa się, że niemieccy atakujący będą go zatrudniać częściej niż Rosjanie.

"Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się takiego sukcesu. Znamy swoją wartość, ale nie myślałem, że dojdziemy aż tak daleko. A jak już dotarliśmy do finału, to wszyscy w szatni marzymy tylko o jednym - zwycięstwie. Pod wodzą Luisa Aragonesa już dokonaliśmy wielkich rzeczy, więc stać nas na triumf w niedzielę, choć Niemcy będą bardzo trudnym rywalem" - powiedział bramkarz Realu Madryt.

"Chcemy, by cała Hiszpania była z nas jeszcze bardziej dumna" - dodał.

Ostrożny w prognozach jest obrońca Xabi Alonso. "Finał to finał. Takie mecze nie mają faworytów. Każdy, kto gra w tym ostatnim, decydującym meczu, liczy na końcowy sukces" -powiedział gracz Liverpoolu.

Jego zdaniem, o sile niemieckiej drużyny stanowią Michael Ballack i Bastian Schweinsteiger, ale... "Tak naprawdę u nich liczy się kolektyw. Świetna atmosfera w zespole, przekonanie o własnej sile, wzajemna motywacja - to są podstawy ich sukcesów" - ocenił.

Jak zwykle ze stoickim spokojem podchodzi do ostatniego meczu "Mędrzec z Hortelazy", czyli Luis Aragones.

"Trudno wskazać faworyta. Myślę, że szanse obu drużyn są podobne. Na korzyść Niemców przemawia może większe doświadczenie w meczach o najwyższą stawkę, bo oni w ostatnich latach kilka takich spotkań rozegrali. My jesteśmy z kolei bardzo głodni spektakularnego sukcesu" - stwierdził.

W treningu nie wziął udział najlepszy do tej pory strzelec Euro- 2008 David Villa. Napastnik Valencii doznał urazu w meczu z Rosją i opuścił boisko po 35 minutach gry. W piątek był w szpitalu na badaniach. Jego występ w finale jest praktycznie niemożliwy.

"To duża strata, ale postaramy sobie poradzić i z tym problemem. Jeszcze nie znam składu na finał. Mam trochę czasu, pozwólcie mi spokojnie się zastanowić" - prosił dziennikarzy hiszpański szkoleniowiec, który niezależnie od wyniku finału odejdzie ze stanowiska i wszystko na to wskazuje, że poprowadzi Fenerbahce Stambuł.

"Na razie liczy się finał. Po nim porozmawiamy o mojej przyszłości" - zakończył.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL