Reklama

Reklama

Historia wojny: Real - Barca

Dowcip o kibicu Barcelony, który na łożu śmierci ogłosił, że został fanem Realu, bo wolał, żeby na świecie zmalała liczba zwolenników klubu z Madrytu - oddaje relacje między hiszpańskimi potęgami.

W sobotę o godz. 20 kolejne gran derbi (tak Hiszpanie nazywają mecze Realu z Barcą). Zapowiada się pasjonująco. Napisałem o nim oddzielnie.. W tym tekście będzie o historii rywalizacji hiszpańskich kolosów. Czasem bolesnej i dramatycznej.

Reklama

Cabron saluda al campeon

Pierwszy raz na Camp Nou byłem 18 kwietnia 1998 roku. W ogóle nie myślałem o "wojnie z Realem", bo Barca grała z Saragossą. 115 tysięcy ludzi świętowało zwycięstwo i 17. tytuł mistrza Hiszpanii. "Madrid cabron, saluda al Campeon" (Madryt rogacz, kłania się mistrzowi) - skandowano. 20 maja Real odpowiedział triumfem w Champions League (finał z Juve 1:0) i jego kibice mogli odpowiedzieć "Barca cabron, saluda al campeon".

W kwietniu tłum kąpał się w fontannie Canaletas (ten, kto napije się z niej wody, będzie wracał do Katalonii), w maju pół miliona ludzi chciało wejść do fontanny Cibeles w Madrycie. 170 osób zostało rannych w starciu z policją, która chciała obronić wybrany przez kibiców Realu zabytek. I tak musi bronić go do dziś, bo stojąca na postumencie bogini kilka razy była w bardzo poważnych tarapatach.

Pamiętam, że kiedyś, przed gran derbi, dziennik "Marca" zainscenizował nawet dialog dwóch fontann. Opowiadały o atutach swoich drużyn.

Rok 1902

"Ta wojna klubów najlepiej pokazuje zaciekłą rywalizację polityczną i społeczną Katalonii i Kastylii: dwóch najpotężniejszych regionów Hiszpanii" - pisał Justo Conde Esteve. Jego książka "Wojna, która się nigdy nie skończy" wpadła mi w ręce przypadkiem. Na 208 stronach opisał historię konfliktu, który trwa już ponad sto lat.

W 1902 roku na fiestach koronacyjnych króla Alfonsa XIII w Madrycie zorganizowano turniej piłkarski, który miał rangę mistrzostw Hiszpanii. 13 czerwca (zaledwie trzy miesiące po powstaniu Realu) odbywa się pierwsze starcie z Barceloną. Goście wygrali 3:1. Tak zaczęła się ta najsłynniejsza w świecie piłkarska "wojna".

Więcej niż klub

W 1925 roku w okresie dyktatury Primo de Rivery jeden z jego generałów zamknął stadion Barcelony (wtedy jeszcze Les Corts) i zawiesił działalność klubu na sześć miesięcy za to, że podczas międzypaństwowego meczu Katalończycy wygwizdują hymn hiszpański. Prezes i założyciel FC Barcelony Hans Gamper musi uciekać z Hiszpanii. 11 lat później, gdy w Hiszpanii wybucha wojna domowa, inny prezes FC Barcelona Josep Sunyol, kataloński polityk i przemysłowiec, został schwytany i rozstrzelany przez faszystów generała Franco. 16 marca 1938 roku w czasie walk w stolicy Katalonii żołnierze Franco zbombardowali jeden z budynków klubowych Barcy. Franco zmienił herb i flagę Barcelony. I zabronił wnoszenia na stadion flagi katalońskiej. Ale i tak Camp Nou był jednym z nielicznych miejsc, gdzie Katalończycy czuli się "u siebie". Na meczach Barcy można było mówić po katalońsku. Przywiązanie do klubu stało się więc sposobem manifestowania separatyzmu. Wtedy powstało powiedzenie, że Barcelona to coś więcej niż klub.

Franco czepia się Realu

W 1943 roku w Pucharze Hiszpanii Barcelona pokonała Real 3:0. Przed rewanżem do szatni Barcy wszedł dyrektor generalny ds. bezpieczeństwa kraju. Podobno udzielił gościom takich wskazówek, że przegrali 1:11. Franco, choć nie był wielkim fanem futbolu, lubił utożsamiać się z Realem. (...) Przeciwnicy generała stawiali się przeciwnikami Realu.

Podział na "reżimowy" Real i "opozycyjną" Barcę byłby jednak grubą przesadą. W czasach hiszpańskiej wojny domowej prezesem Realu był Rafael Sanchez Guerra, republikanin więziony i torturowany przez nacjonalistów, za to dwaj piłkarze Barcy z tego okresu Josep Samitier i Ricardo Zamorra otwarcie popierali reżim Franco.

Katalonia to nie jest Hiszpania

Spirala niechęci nakręciła się jednak tak mocno, że kiedyś legendarny prezes Realu Santiago Bernabeu powiedział publicznie: - Zarzucają mi, że nie szanuję Katalonii. Szanuję ją, a nawet podziwiam, mimo że żyją tam Katalończycy.

Kiedyś, gdy Barcelona pokonała Real w finale Pucharu Hiszpanii, kapitan zespołu z Madrytu Chendo stwierdził: - Najbardziej boli mnie to, że Puchar Hiszpanii zabiera zespół, który nie jest hiszpański.

Piłkarze wiele razy wykorzystywali niechęć miedzy klubami. 12 maja 1987 roku w barcelońskim "Sporcie" ukazało się zdjęcie gwiazdora Realu, meksykańskiego napastnika Hugo Sancheza. Ubrany w koszulkę Barcy mówił: - Chcę grać w Barcelonie.

Conde Esteve zapewnia, że Sanchez i prezydent Barcy Jose Luis Nunez mieli tajne porozumienie, które zmusiło szefa Realu Ramona Mendozę, by znacznie podniósł zarobki Meksykanina. Kiedy takim ikonom królewskich jak Emilio Butragueno i Manuel Sanchis kończyły się kontrakty w Realu, Nunez natychmiast proponował im pracę w Barcelonie. Nie po to by u niego grali, bo było to nierealne, ale po to, by Mendoza musiał więcej wydać.

Świński łeb na Camp Nou

W 2000 roku, gdy Luis Figo już w barwach Realu wybierał się na swój pierwszy mecz na Camp Nou kibice Barcy, którzy jeszcze niedawno go kochali, kupili 200 tys. gwizdków, by go wygwizdać "za zdradę". Na tym się niestety nie skończyło. Figo obrzucono butelkami, jeden z biznesmenów cisnął w niego telefonem komórkowym, a pod nogi Portugalczyka padł nawet odcięta głowa świni. Obraz płonącego Camp Nou obiegł świat i chyba zawstydził samych Katalończyków.

Nowy prezes Joan Laporta dba o poprawne stosunki z Realem. Dzięki niemu i Florentino Perezowi wojna przycichła, choć do dziś na meczach Barcy z Realem na Camp Nou pojawia się transparent "Katalonia to nie jest Hiszpania". "Madrid cambron saluda al campeon" - krzyknął napastnik Barcy Samuel Eto'o, gdy zdobył Barceloną swoje pierwsze mistrzostwo Hiszpanii. Następnego dnia przeprosił. W ostatnich latach w modzie jest przynajmniej poprawność polityczna.

Real i Barca wzajemnie się potrzebują

Luis Enrique grał i w Realu i Barcelonie: - Real i Barca to odwieczni rywale, których celem jest nosić głowę wyżej niż konkurent. Ale tak naprawdę te kluby bardzo się potrzebują. Futbol jest sportem, który nie może istnieć bez pasji. A co bardziej pasję wyzwala niż mecze Realu z Barceloną? Każda potęga potrzebuje przeciwwagi. Inaczej staje się pewna siebie i leniwa.

Dariusz Wołowski

ZOBACZ CAŁY TEKST DARKA WOŁOWSKIEGO I DYSKUTUJ NA JEGO BLOGU!

Dowiedz się więcej na temat: Gran Derbi | FC Barcelona | wojna | franco | Real

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje