Reklama

Reklama

Grzegorz Lato: Słabość polskiego prawa

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Lato uważa, że zamieszki po wtorkowym finale Pucharu Polski pokazały "słabość polskiego prawa". W Bydgoszczy Legia Warszawa rzutami karnymi pokonała Lecha Poznań 5-4 i po raz 14. zdobyła trofeum.

"Wszyscy starają się zrobić kozła ofiarnego z PZPN, bo był organizatorem spotkania. Tymczasem my nie mamy żadnego narzędzia do walki z pseudokibicami, mają je policja, prokuratura i sądy. My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. O godz. 21.02 lub minutę później na piśmie poprosiliśmy policję o interwencję. Funkcjonariusze pojawili się na stadionie, ale to była tylko demonstracja siły, bowiem nic nie robili. Nie wiem, może się bali kibiców?" - powiedział prezes PZPN Grzegorz Lato.

Reklama

Wydarzenia w Bydgoszczy były piłkarz reprezentacji Polski nazwał "skandalem". "Cała sytuacja pokazuje słabość polskiego prawa. W Anglii pani premier Margaret Thatcher potrafiła rozprawić się ze stadionowymi bandytami, a u nas słyszymy, że najlepiej zamykać obiekty".

Lato zapowiedział, że PZPN zapłaci za wszystkie straty poniesione w wyniku zamieszek przez WKS Zawisza, a później będzie ściągać należności od klubów z Warszawy i Poznania.

"Mamy listy kibiców, wiemy gdzie dana osoba siedziała, w którym sektorze i na którym krzesełku. Łatwo będzie sprawdzić, czy siedzisko np. Kowalskiego z któregoś z klubów jest zniszczone" - podkreślił szef PZPN.

Według nieoficjalnych informacji, podczas wtorkowego meczu w Bydgoszczy byli obserwatorzy UEFA, przyglądający się konfrontacji o PP pod kątem przygotowań do przyszłorocznych mistrzostw Europy.

"Do PZPN nie zgłosił się nikt w sprawie oficjalnego zaproszenia dla UEFA na finał krajowych rozgrywek. Jeśli był któryś z przedstawicieli europejskiej federacji, to być może prywatnie, ale nam się nie ujawniał. Na pewno około 60 przedstawicieli UEFA będzie na zaplanowanym na 9 czerwca spotkaniu towarzyskim Polska - Francja w Gdańsku".

Zdaniem Laty, burdy chuliganów podczas meczu Legii z Lechem nie będą miały wpływu na ocenę polskich przygotowań do Euro. Obawia się jednak o bezpieczeństwo w tzw. strefach kibica podczas turnieju w 2012 roku.

"Podczas Euro na stadionach będzie spokojnie, bo w jednym miejscu nie zgromadzi się grupa pseudokibiców. Po losowaniu wiemy, że bilety otrzymają osoby z różnych krajów i nie ma możliwości, aby obok siebie siedzieli sami prowodyrzy. Obawiam się natomiast stref kibica w centrach miast" - przyznał.

We wtorkowy wieczór, po zakończeniu finału PP, pseudokibice zdemolowali stadion bydgoskiego Zawiszy. W ruch poszło wszystko, co mieli pod ręką. Blisko pół godziny trzeba było czekać na ceremonię wręczenia trofeum. Fani Legii, których zespół wygrał 5-4 w serii "jedenastek", tuż po ostatnim rzucie karnym wbiegli na murawę stadionu i rozebrali swoich piłkarzy do bielizny.

Radość nie trwała jednak długo, kilka chwil później pojawiły się wyzwiska kierowane w stronę kibiców poznańskiego Lecha, którzy także znaleźli się na murawie boiska. Rozpoczęła się przepychanka z ochroną i policją oraz demolowanie bydgoskiego stadionu.

W ruch poszło wszystko, co było pod ręką wandali: elementy ogrodzenia, głośniki, plastikowe krzesełka. Ucierpiał także sprzęt telewizyjny, a jeden z operatorów TVP został powalony na murawę. Policja oddała strzały z broni hukowej, a ochrona wepchnęła agresywnych kibiców z powrotem na trybuny.

W zabezpieczeniu spotkania brało udział 1300 policjantów, w tym 600 z Warszawy, Poznania, Olsztyna, Łodzi i Białegostoku. Do akcji włączono także 38 psów służbowych z przewodnikami oraz dwa helikoptery z Komendy Głównej Policji i Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Zobacz awantury kibiców w Bydgoszczy:

Czytaj także:

Kręcina: Zachowanie policji w Bydgoszczy było skandaliczne!

Szef kibiców Legii dostał bilet, bo poprosiła policja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne