Reklama

Reklama

Grad goli w benefisie Tomasza Kłosa

W rozegranym w niedzielę na stadionie ŁKS Łódź benefisowym meczu Tomasza Kłosa zespół ŁKS Ptak, który w 1998 roku zdobył mistrzostwo Polski, przegrał z drużyną Przyjaciół T. Kłosa 5:6.

W rozegranym w niedzielę na stadionie ŁKS Łódź benefisowym meczu Tomasza Kłosa zespół ŁKS Ptak, który w 1998 roku zdobył mistrzostwo Polski, przegrał z drużyną Przyjaciół T. Kłosa 5:6.

Zawodników obu drużyn przywitał wywieszony przez kibiców ŁKS transparent z napisem "Tomasz Kłos - dziękujemy za wszystko". Przed rozpoczęciem spotkania bohater wieczoru odebrał jeszcze kilka pamiątkowych pucharów i dyplomów przygotowanych przez m.in. władze Łodzi i Zgierza, Polski i Łódzki Związek Piłki Nożnej, piłkarską spółkę i stowarzyszenie ŁKS oraz Klub 100 i Stowarzyszenie Kibiców ŁKS. Później rozpoczął się mecz z udziałem byłych i obecnych jeszcze gwiazd futbolu.

W zespole ŁKS z 1998 r. nie mógł tym razem wystąpić Bogusław Wyparło, który kilka dni wcześniej wyleciał z rodziną do USA. To jedyny zawodnik z mistrzowskiej drużyny, który nadal broni barw ŁKS. Zarówno w 1998 r., jak i w 2009 r. popularny Bodzio W. zdobył "Złote Buty" redakcji Expressu Ilustrowanego dla najlepszego piłkarza Łodzi. W rozgrywkach ligowych Wyparło jest nie do zastąpienia. W benefisowym meczu Tomasza Kłosa tej trudnej roli musiał się podjąć Andrzej Woźniak, który grał w ŁKS kilka sezonów przed mistrzowskim rokiem 1998.

Reklama

Zadanie miał bardzo trudne, bo od pierwszej minuty w ataku zespołu Przyjaciół Tomasza Kłosa grali wielokrotni reprezentanci Niemiec i Polski - Lukas Podolski i Maciej Żurawski. Pierwszy wpisał się na listę strzelców w 19. minucie. Wcześniej gola zdobył Tomasz Iwan. Kontaktową bramkę dla ŁKS Ptak 1998 strzelił w 26. minucie Kłos, który tym razem grał w ataku z Markiem Saganowskim, "wyrzucając" na lewą pomoc Mirosława Trzeciaka. Kłos po raz drugi trafił do siatki tuż przed końcem pierwszej połowy, jednak na przerwę mistrzowie Polski sprzed 11 lat schodzili z jednobramkową stratą, gdyż gole Kłosa przedzielone były bramką zdobytą przez Żurawskiego.

W przerwie meczu doszło do dwóch "transferów". Z drużyny "Przyjaciół" przeszli do ŁKS Tomasz Hajto i rezerwowy w pierwszej połowie b. premier Jan Krzysztof Bielecki. Ten pierwszy, który z grającym cały mecz w ekipie "Przyjaciół" Piotrem Świerczewskim w minionym sezonie bronił barw w ŁKS w rozgrywkach ekstraklasy, wpisał się na listę strzelców w 76. minucie. Wcześniej padły jeszcze trzy gole. Podobnie jak w pierwszej części meczu, również w drugiej pierwsi do siatki trafili Przyjaciele Tomasza Kłosa. Na gola Marcina Żewłakowa z 50. minuty ŁKS odpowiedział dziesięć minut później bramką Ariela Jakubowskiego. W 73. i 87. minucie na listę strzelców wpisał się Marcin Malarz, przyjaciel Kłosa, który na niedzielny mecz przyleciał specjalnie z Chicago.

Tomasz Kłos opuścił boisko w 86. minucie meczu, ale tylko po to, by minutę później wrócić na plac gry w koszulce swoich przyjaciół, którzy ostatecznie wygrali niedzielny mecz 6:5. Ostatnią bramkę w tym spotkaniu zdobył w 89. minucie Saganowski.

Współorganizatorami meczu były władze Łodzi, Zgierza, ŁKS i Centrum Handlowe "Ptak", które było sponsorem łódzkiej drużyny, gdy ta zdobywała drugi w historii klubu tytuł mistrza kraju.

"To nie był przypadkowy zestaw. Zawsze podkreślam, że jestem zgierzaninem z krwi i kości. Tam się wychowałem i ukształtowałem jako młody człowiek. W Łodzi i ŁKS dorastałem piłkarsko. ŁKS to klub, któremu najwięcej zawdzięczam. Tu rozpocząłem prawdziwą karierę piłkarską, zdobyłem pierwsze mistrzostwo Polski i stąd poszedłem w świat. To wszystko było możliwe dzięki Antoniemu Ptakowi i jego firmie, która sponsorowała wówczas ŁKS" - powiedział Kłos.

Część dochodu z niedzielnego meczu będzie przekazana na dom dziecka w Dąbrówce Wielkiej k. Zgierza.

Tomasz Kłos urodził się 7 marca 1973 roku w Zgierzu. W miejscowym Borucie rozpoczął karierę piłkarską. Później przeniósł się do Sokoła Aleksandrów Łódzki. W 1995 roku trafił do ŁKS, z którym trzy lata później zdobył mistrzostwo Polski. Karierę kontynuował w AJ Auxerre, 1.FC Kaiserslautern, FC Koeln i Wiśle Kraków, z którą zdobył dwa tytuły mistrza kraju. W 2007 roku wrócił do ŁKS, z którym podpisał półtoraroczny kontrakt. Po jego wygaśnięciu 1 lipca 2008 roku zakończył piłkarską karierę i został menedżerem ŁKS.

Kłos jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. W kadrze Polski rozegrał 67 spotkań, strzelając w nich 5 goli.

ŁKS Ptak 1998 - Przyjaciele Tomasza Kłosa 5:6 (2:3)

Bramki: 0:1 Tomasz Iwan (12), 0:2 Lukas Podolski (19), 1:2 Tomasz Kłos (26), 1:3 Maciej Żurawski (29), 2:3 Tomasz Kłos (45), 2:4 Marcin Żewłakow (50), 3:4 Ariel Jakubowski (60), 3:5 Marcin Malarz (73), 4:5 Tomasz Hajto (76), 4:6 Marcin Malarz (87), 5:6 Marek Saganowski (89).

ŁKS Ptak 1998: Andrzej Woźniak - Tomasz Kos, Witold Bendkowski, Tomasz Lenart, Ariel Jakubowski - Grzegorz Krysiak, Rafał Niznik, Tomasz Wieszczycki, Mirosław Trzeciak - Marek Saganowski, Tomasz Kłos oraz Artur Kościuk, Tomasz Hajto, Jan Krzysztof Bielecki. Trenerzy: Marek Dziuba i Ryszard Polak.

Przyjaciele Tomasza Kłosa: Adam Matysek - Tomasz Hajto, Marcin Żewłakow, Maciej Stolarczyk, Marek Koźmiński - Tomasz Iwan, Jerzy Brzęczek, Piotr Świerczewski, Tomasz Rząsa - Lukas Podolski, Maciej Żurawski oraz Jacek Jankowski, Mirosław Szymkowiak, Radosław Gilewicz, Marek Furman, Marcin Malarz. Trenerzy: Witold Królewiak, Andrzej Strejlau.

Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź). Widzów: 6 500.

Po meczu powiedzieli:

Tomasz Kłos: "Chciałem podziękować wszystkim, którzy przybyli na to spotkanie - zawodnikom, trenerom i oczywiście kibicom. Odliczyło się 95 procent piłkarzy, którzy mieli tu być. Zabrakło Mirka Klose i powiem szczerze, że nie wiem, dlaczego nie dotarł. Rozmawiałem z nim trzy dni temu i mówił, że na pewno będzie. Bilet miał zarezerwowany, jednak w ostatniej chwili musiało mu coś pokrzyżować plany. Nie spodziewałem się, że w takiej liczbie stawią się kibice. Dopisała też pogoda. Można więc powiedzieć, że wszystko było dzisiaj jak z bajki. Aż się łza w oku zakręciła. Tym spotkaniem chciałem podziękować wszystkim, z którymi przez lata gry przeżyłem miłe i niemiłe chwile. Te niemiłe musiały być, by później było lepiej. Myślę, że wkrótce spotkamy się na meczu innego z kolegów. To, że patrzę w tej chwili na Marka Saganowskiego, nie znaczy, że on jest następny w kolejce. Marek jest jeszcze za młody, by kończyć karierę".

Marek Saganowski: "Jestem bardzo zadowolony z tego, że dzięki Tomkowi mogłem się dzisiaj spotkać z wieloma znakomitymi zawodnikami. Jako kibic mogę dodać, że jestem pod wrażeniem tego, jak ludzie szanują Tomka. To spotkanie jest tego najlepszym dowodem. Jednocześnie Tomek zrobił coś bardzo dobrego dla naszego klubu. Pokazał, że nie zapomniał skąd wyszedł".

Lukas Podolski: "Nie mogłem odmówić Tomkowi przyjazdu na ten mecz. Przy okazji spełniłem swoje marzenie. Bardzo chciałem zagrać przed polską publicznością. W reprezentacji się nie udało, ale dzisiaj mogłem to zrobić. Stadion, na którym przyszło nam grać nie jest w najlepszym stanie, ale to mnie nie przerażało. Wiem od Tomka, że wkrótce ma tu powstać nowy obiekt, więc nie ma na co narzekać".

Mirosław Trzeciak: "Takie mecze są na pewno fajne dla publiczności, która licznie się dzisiaj stawiła. Na pewno było to godne pożegnanie Tomka, który był bardzo dobrym piłkarzem. Jednocześnie było to bardzo przyjemne spotkanie w starym gronie. +Internacjonałowie+ trochę nas pogonili, ale fajnie się grało. Mogliśmy powspominać stare czasy. Dotarłem na stadion w ostatniej chwili, bo po drodze były straszne korki. Wpadłem na boisko niemal równo z pierwszym gwizdkiem i trochę to odczułem w drugiej połowie. Tym bardziej, że to już nie te lata co kiedyś. Czasami się jeszcze pogra w oldbojach, ale jest już spora nadwaga i widać, że tymi mistrzami to byliśmy ponad dziesięć lat temu".

Witold Królewiak (pierwszy trener Kłosa): "Chciałem serdecznie podziękować Tomkomi za zaproszenie. Z wielką przyjemnością uczestniczyłem w tak fajnej imprezie. Marzyliśmy z Tomkiem, by przyszło na ten mecz dużo kibiców i to marzenie się spełniło. Można tylko pozazdrościć Tomkowi takiego benefisu".

Ryszard Polak: "Przy okazji tego meczu chciałbym podkreślić dwie sprawy. Po pierwsze chciałem pogratulować Tomkowi, bo rzadko się zdarza spotkać w Łodzi zawodnika, który ma na koncie blisko siedemdziesiąt występów w reprezentacji. To naprawdę kariera godna pozazdroszczenia. Druga sprawa to kibice, którzy dzisiaj pokazali, że ŁKS musi być w ekstraklasie. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, by ten klub nie grał w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tym bardziej, że nie ma ku temu żadnych podstaw".

Andrzej Strejlau: "Jest mi bardzo miło, że zostałem tu zaproszony przez Tomka. Współpracowaliśmy krótko, gdy byłem dyrektorem sportowym, a Tomek przygotowywał się do mistrzostw świata. ŁKS ma piękne tradycje i Tomek jest chyba podsumowaniem tej wspaniałej atmosfery, jaka tu panuje. Życzę więc Tomkowi, jako menedżerowi ŁKS, by te ciemne chmury, jakie się zebrały nad klubem, jak najszybciej się rozwiały. Trzeba być pełnym szacunku dla trenerów tej drużyny, którzy wywalczyli z nią siódme miejsce w ekstraklasie. Za ten wynik należą się zasłużone premie. Nie może być inaczej. Miejmy nadzieję, że przeszkody proceduralne, jakie trapią w tej chwili ŁKS, zostaną szybko rozwiązane i zespół będzie nadal grał w ekstraklasie. Oby ŁKS tak się sprawował, by kolejna runda była jeszcze lepsza od tej, która się niedawno zakończyła".

Marek Dziuba: "Przede wszystkim chciałbym pogratulować Tomkowi wspaniałej kariery i tego meczu pożegnalnego. Takie spotkania do tej pory w historii ŁKS były czymś wyjątkowym. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, i że nie był to ostatni mecz pożegnalny byłego już piłkarza ŁKS. Atmosfera na trybunach była dzisiaj wspaniała i można tylko życzyć klubowi i kibicom, by pomyślnie zakończył walkę o licencję i nadal występował w ekstraklasie. ŁKS na to zasługuje".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL