Reklama

Reklama

Górnik nie jest bez szans

Krzysztof Bukalski uważa, że faworytem piątkowego spotkania 25. kolejki Ekstraklasy Wisły Kraków z Górnikiem Zabrze jest pierwsza z wymienionych drużyn, ale nie przekreśla szans podopiecznych Henryka Kasperczaka.

Były piłkarz między innymi "Białej Gwiazdy", GKS Katowice czy właśnie Górnika powiedział, że Arkadiusz Głowacki i Adam Banaś to naprawdę waleczni obrońcy i ich postawa może okazać się kluczowa.

Przez prawie pięć lat występował Pan w barwach Górnika Zabrze. Jednak w swojej karierze reprezentował Pan także "Białą Gwiazdę". W piątek oba te zespoły staną naprzeciw siebie. Jeśli miałby Pan obstawiać wynik tego spotkania, na kogo by Pan postawił?

- Myślę, że faworytem jest Wisła z racji tego, że ma po pierwsze, lepszy skład, większe aspiracje, gra u siebie i walczy o tytuł mistrza Polski. A Górnik w tym momencie broni się przed spadkiem, walczy o utrzymanie, także dwa różne cele, ale bardzo ważne dla obu drużyn. Mimo wszystko, wskazuję na Wisłę, ale Górnik na pewno nie jest bez szans, co pokazali w Warszawie, że można i z faworytem zdobyć punkty.

Reklama

Jak Pan ocenia pracę Henryka Kasperczaka w Górniku Zabrze?

- Na pewno jesień była bardzo nieudana dla wszystkich. Dla trenerów i dla działaczy, i dla piłkarzy. Na pewno w okresie zimowym wyciągnięto odpowiednie wnioski. W tej chwili Górnik zdobywa punkty, może nie gra tak widowiskowo, ale jednak punkty zdobywa i nie przegrywa meczów. To nie podlega dyskusji, bo Górnik w tej rundzie przegrał tylko jedno spotkanie. W związku z tym stać go na to, aby walczyć o punkty i w Krakowie. Z gry Górnika wynika to, że pan trener Henryk Kasperczak przez zimę nie marnował czasu i jest nadzieja na to, że Górnik się utrzyma.

Był Pan specjalistą od rzutów karnych. W Wiśle nie ma już Clebera. Jak Pan sądzi, kto poszedłby do jedenastki, gdyby takową Wisła miała?

- Nie mam pojęcia (śmiech). Nie mam pojęcia kogo trener Skorża desygnuje do wykonywania rzutów karnych. Jeśli wystąpi Paweł Brożek, to pewnie on podejdzie do rzutu karnego.

Który z zespołów jest Panu bliższy? Wisła czy Górnik?

- Oba zespoły są mi bardzo bliskie. W Wiśle zdobyłem tytuł mistrza Polski, wicemistrza, doszedłem do finału Pucharu Polski, także spore osiągnięcia z tym klubem. Miałem także całkiem niezłe osiągnięcia, jak na warunki które panowały wówczas w Zabrzu. Utrzymywaliśmy się w lidze przez dwa kolejne lata, gdy sytuacja w klubie była niewesoła. Zarówno ta kadrowa, jak i finansowa. Dwa różne osiągnięcia, ale wydaje mi się całkiem spore. Nie mogę powiedzieć, że któraś z tych drużyn jest mi bliższa, aczkolwiek muszę się przyznać, że mieszkam w Krakowie i mam pięć minut na stadion Wisły i tam jest mi trochę bliżej, ale nic poza tym. Natomiast oba kluby darzę ogromną sympatią i obu klubom kibicuję.

W Wiśle spędził Pan najlepsze lata swojej kariery, jak Pan wspomina grę przy Reymonta? Gdzie czuł się Pan lepiej? W Wiśle, czy w Górniku?

- Czułem się równie dobrze w Wiśle, jak i w Górniku. Na pewno mniej meczów rozegrałem w Wiśle, gdyż co chwilę miałem jakąś kontuzję, która w gruncie rzeczy okazywała się banalna. Jedna była bardzo poważna, wykluczała mnie na rok z gry. Także miałem bardzo dużo przejść, jeśli chodzi o problemy zdrowotne w czasach mojej gry w Wiśle. W Górniku natomiast nie miałem żadnych - grałem praktycznie w każdym meczu.

Z Wisły pamięta Pan na pewno grę z Arkadiuszem Głowackim. Co Pan o nim sądzi? Czy on może powstrzymać zabrzan?

- Oczywiście, że Arkadiusz Głowacki może powstrzymać Górnika, zarówno jak i Adam Banaś może powstrzymać napastników Wisły Kraków. Są to jakby w tym momencie filary defensywy jednej i drugiej drużyny, jakby najważniejsi zawodnicy w liniach obronnych. Na pewno sami nie powstrzymają nikogo. Potrzebują do tego pomocy innych kolegów z drużyny i to nie podlega nawet najmniejszej dyskusji, więc trzeba uszanować ich za to. Na to się składa gra całego zespołu i wszyscy na to pracują. Aczkolwiek są to zawodnicy bardzo charakterni, którzy wyróżniają się wolą zwycięstwa, podejściem do treningu i ogromnym autorytetem w swoich drużynach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL