Reklama

Reklama

Gorączka przed 163. Gran Derbi sięga zenitu

Mecze Realu Madryt z Barceloną od ponad stu lat elektryzują kibiców piłki nożnej na całym świecie. Kolejne, 163. "El Clasico" w lidze, a 216. w ogóle, zwane również "Gran Derbi", rozegrane zostanie w sobotę o godz. 22 w stolicy Hiszpanii.

W ogólnym bilansie górą jest Real. "Królewscy" wygrali 86 razy, "Barca" odniosła 84 zwycięstwa, a 45 pojedynków zakończyło się remisem.

Jest kilka terminów, które pomagają zrozumieć, dlaczego Gran Derbi są zawsze bardzo emocjonujące.

Cules i Merengues

Piłkarze Barcelony oraz ich fani nazywani są "cules", co w języku katalońskim oznacza "tyłki". Przydomek ten związany jest z jednym z pierwszych stadionów klubu Camp de la Industria. Podczas rozgrywanych na nim meczów kibice "Blaugrany" mieli w zwyczaju siadać na murze okalającym obiekt. Przechodnie mijający to miejsce mogli zatem obserwować rząd pośladków.

Reklama

Zawodnicy Realu Madryt są natomiast znani jako "merengues", ponieważ ich charakterystyczne białe stroje przypominają popularne bezy, które robione są z białka i cukru.

La Manita

W zeszłym sezonie - po efektownym zwycięstwie "Barcy" 5:0 na Camp Nou - zawodnicy i kibice gospodarzy wymachiwali w geście triumfu wyciągniętymi rękami z otwartymi dłońmi, gdzie każdy palec symbolizował jedną ze zdobytych bramek ("la manita" to zdrobniałe określenie dłoni). Ten rezultat oraz wygrana Barcelony 6:2 na Santiago Bernabeu w 2009 roku to dwie najdotkliwsze porażki Realu w ostatnich latach.

W połowie lat dziewięćdziesiątych holenderski trener Johan Cruyff również poprowadził Barcelonę do zwycięstwa 5:0. W tym meczu hat-trickiem popisał się Brazylijczyk Romario. Niedługo trwała radość w Katalonii, bowiem w kolejnym sezonie to "Królewscy" wygrali w takim samym stosunku, a trzy gole strzelił wówczas Chilijczyk Ivan Zamarano.

Villarato

Od lat przy okazji "Gran Derbi" pojawiają się teorie spiskowe dotyczące stronniczego sędziowania na korzyść jednej lub drugiej drużyny. Zarzut faworyzowania Realu dotyczy zwłaszcza okresu rządów generała Franco. Ostatnio o pomoc ze strony arbitrów oskarżana jest Barcelona. Określenie "Villarato" ma związek z teorią, że "Barca" popierała ponowną kandydaturę Angela Marii Villara na prezesa hiszpańskiej federacji (RFEF), podczas gry "Królewscy" wspierali jego rywala. Sympatycy klubu z Madrytu używają tego terminu za każdym razem, kiedy uważają, że Katalończykom sprzyjają sędziowie.

El dedo de 'Mou'

Pod koniec sierpniowego meczu o Superpuchar Hiszpanii, który Barcelona wygrała 3:2, brazylijski obrońca Realu Marcelo sfaulował Cesca Fabregasa, co wywołało przepychankę przy linii bocznej; udział wzięła w niej większość piłkarzy i członków sztabów szkoleniowych obu drużyn. Trener Jose Mourinho próbował wsadzić palec w oko asystenta Josepa Guardioli ("el dedo de 'Mou'" oznacza "palec Mourinho"), Tito Vilanova w rewanżu popchnął Portugalczyka. RFEF ukarała portugalskiego szkoleniowca Realu zawieszeniem na dwa mecze, a Vilanovę - na jeden. Kara dotyczy jedynie występów w Superpucharze, czyli corocznym pojedynku mistrza Hiszpanii ze zdobywcą Pucharu Króla. Prezes klubu z Madrytu Florentino Perez poparł Mourinho, co Cruyff nazwał "aktem ignorancji".

Mes que un club

Slogan, który głosi, że Barcelona "to więcej niż klub" pomaga wyjaśnić, dlaczego "Gran Derbi" to coś więcej niż mecz. "Barca" postrzegana jest jako symbol nacjonalizmu Katalończyków i ich walki o autonomię w przeciwieństwie do dążeń centralizacyjnych hiszpańskiego rządu w Madrycie, których reprezentację ma z kolei stanowić Real. Podczas meczów rozgrywanych na Camp Nou kibice "Blaugrany" wymachują flagami w żółte i czerwone pasy oraz prezentują banery, na których można przeczytać, że "Katalonia to nie Hiszpania". Wielu z nich gwizdało w trakcie odgrywania hymnu Hiszpanii podczas zeszłorocznego finału Pucharu Króla. W odpowiedzi sympatycy Realu machają flagami w hiszpańskich barwach i śpiewają głośno "Viva Espana".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL