Reklama

Reklama

Gołota trafił na ring przez zegarmistrza!

- Chęć boksowania Gołocie zaszczepił jego pierwszy trener - Tadeusz Branicki. To właśnie do niego, na początku lat 90. Andrzeja przyprowadził wujek, zegarmistrz z warszawskiej Saskiej Kępy - wspomina pięściarskie początki Andrzeja Gołoty Adam Kusior, były szkoleniowiec Legii Warszawa.

W reprezentacji Polski Kusior prowadził z kolei Tomasza Adamka. Do konfrontacji jego byłych podopiecznych dojdzie 24 października w Łodzi w ramach Polsat Boxing Night.

Ponad ćwierć wieku temu bokserzy CWKS Legia trenowali na stadionie przy Łazienkowskiej, w salce znajdującej się pod trybunami. Gołota nie miał daleko na zajęcia, bowiem mieszkał z matką na Kruczej. "Tam były dobre warunki do pracy i świetny bokserski klimat" - powiedział Kusior, którego początki trenerskie zbiegły się w czasie z rozpoczęciem kariery przez Gołotę.

Reklama

"W juniorach Legii były dwie grupy - jedną prowadził Branicki, a ja drugą. Tadek kolegował się z wujkiem Gołoty, zegarmistrzem z Saskiej Kępy. On przyprowadził Andrzeja na treningi, a Tadek zaszczepił w nim chęć do boksowania. W ogóle był zafascynowany swym nowym, młodym, bo ledwie 12-, może 13-letnim podopiecznym. Chłopak był dobrze zbudowany, silny, sprawny" - wspomina początek lat 80. ubiegłego wieku Kusior, późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski i prezes Polskiego Związku Bokserskiego.

Tadeusz Branicki zmarł w 1983 roku, a opiekę nad 15-letnim wówczas Gołotą przejął Kusior. "Później doszedł do nas jeszcze dwukrotny brązowy medalista olimpijski Janusz Gortat (ojciec koszykarza ligi NBA, Marcina - red.), który w wieku trzydziestu paru lat zakończył karierę. Gołota lubił tarczować z wysokim Gortatem, który był wciąż bardzo sprawny" - dodał.

Jednym z pierwszych międzynarodowych występów Gołoty był turniej pod nazwą "Siedem stolic" w Bukareszcie. "Pojechaliśmy jako reprezentacja Warszawy, a Andrzej był objawieniem zawodów. Wszystkie walki wygrał przed czasem. Stałem w jego narożniku także na innych imprezach dla młodzieży, jak Pierwszy Krok, mistrzostwa Warszawy czy Puchar Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu" - wspomina Kusior, przed laty również szkoleniowiec kadry Szkocji.

"Andrzej czasem też przegrywał. Był młodszy od rywali, mimo dobrych warunków fizycznych, czasem brakowało mu zdrowia w ringu. Organizm nie był przygotowany do obciążeń dla starszych. Charakteru nigdy nie można było mu odmówić. Podczas Spartakiady Młodzieży, chyba w Zielonej Górze, w pierwszej rundzie inauguracyjnej walki złamał palec ręki. Spytałem czy go poddać, a on mimo bólu, odparł, że nie. Do końca boksował ambitnie i chociaż przegrał 1:4, to dla mnie ten werdykt nie był sprawiedliwy.

- Z Gołotą spotykałem się nie tylko na sali treningowej, ale też w... szkole. Uczęszczał do zawodówki, a potem technikum samochodowego na Sandomierskiej. Ja tam uczyłem wychowania fizycznego, a wśród uczniów byli też inni pięściarze. Andrzej zdał maturę, potem pół roku studiował na bielańskiej AWF. Szykował się do igrzysk olimpijskich w Seulu i nie kontynuował nauki. Jaki był wtedy? Zamknięty w sobie, chodził swoimi ścieżkami. Obecnie jest znacznie bardziej otwarty. Jako jego nauczyciel i trener czasem chodziłem na wywiadówki. Z innymi nauczycielami spotykałem się razem z pułkownikiem Stanisławem Wasilewskim, trenerem Legii, pod którego wodzą stołeczny zespół regularnie zdobywał złote medale mistrzostw Polski" - powiedział Kusior.

"Uprawianie sportu nie pomagało w nauce Gołocie, jak to młody chłopak, czasem opuszczał lekcje, ale zdawał z klasy do klasy" - przyznał jego były trener.

W połowie lat 80. Andrzej Gołota święcił sukcesy w gronie juniorów. Najpierw został wicemistrzem świata w tej kategorii wiekowej (finałowa porażka z legendarnym Kubańczykiem Feliksem Savonem), a w 1986 roku wywalczył mistrzostwo Europy juniorów. W kadrze prowadził go Czesław Ptak.

Z kolei Kusior, ale już w drużynie narodowej seniorów, prowadził Adamka - sobotniego rywala Gołoty. "Tomek bardzo pewnie wypowiada się przed łódzkim pojedynkiem i oby ta pewność go nie zgubiła. Przed laty pół świata ze mną przejechał. Stałem w jego narożniku w walce z Rojaninem Aleksandrem Lebziakiem, która decydowała o wejściu do finału mistrzostw Europy w Mińsku w 1998 roku. Adamek z legendą pięściarstwa przegrał, ale pokazał charakter i jestem pewny, że gdyby doszło do rewanżu, toby z nim sobie poradził".

Rok przed igrzyskami w Sydney Adamek był w gronie zawodników, którzy polecieli z Kusiorem na przedolimpijski rekonesans do Australii. "Niestety, tuż przed igrzyskami Adamek podpisał zawodowy kontrakt z Andrzejem Gmitrukiem. Bardzo na niego liczyłem, był liderem kadry... Ale cóż, każdy ma prawo wybrać swoją drogę" - uważa Kusior, działacz Międzynarodowej Federacji Boksu Amatorskiego (przewodniczy komisji trenerskiej).

"Walki Gołoty z Adamkiem chcieli kibice, ale czy ona jest im potrzebna? Mam wątpliwości. Logika i zdrowy rozsądek podpowiadają, że wygra Tomek, ale Andrzej jest nieprzewidywalny" - zakończył Kusior, który ostatni raz widział się z Gołotą w trakcie MŚ w 2007 roku w Chicago. "Z żoną zorganizował dla całej kadry przyjęcie w jednej z restauracji. Poza tym przychodził do zawodników w szatni, kibicował im podczas walk".

Reklama

Reklama

Reklama