Reklama

Reklama

Gigant z Cracovii wart milion

Ściągając z III-ligowej Victorii Koronowo dwumetrowego Marcina Krzywickiego, Cracovia zrobiła złoty interes! Zdaniem "Przeglądu Sportowego" kupiony za niewiele ponad 100 tysięcy napastnik, dziś wart jest okrągły milion złotych. I to jeszcze przed ligowym debiutem.

Dzisiejszy "Przegląd" poświęca sporo uwagi 22-letniemu piłkarzowi. W tym tygodniu cała Polska poznała jego nazwisko po tym, jak na konsultacje reprezentacji narodowej powołał go sam Leo Beenhakker.

Jednak powołaniem zdziwieni byli wyłącznie kibice. Fachowcy od dawna wiedzieli, kim jest Marcin Krzywicki.

"Marcin nie jest anonimowym piłkarzem. Wiele razy obserwowałem jego grę. Napastnika o takich warunkach fizycznych jeszcze w kadrze nie mieliśmy" - mówi asystent Beenhakkera, Rafał Ulatowski, który przyznaje również, że powołanie jest dużym wyzwaniem dla piłkarza.

Reklama

"To rzucenie go na głęboką wodę. I bardzo dobrze. On musi osobiście poznać Leo i jego metody" - dodaje szkoleniowiec.

Trener Cracovii, Stefan Majewski, również bez zaskoczenia przyjął powołanie dla Krzywickiego.

"Pytaliście ostatnio, kogo polecałbym do kadry. Odpowiedziałem, że Wasiluka, Polczaka, Kostrubałę, Dudzica i właśnie Krzywickiego. On nie przyszedł znikąd. Jest z Bydgoszczy, tak jak ja!" - żartuje "Doktor" i dodaje, już na poważnie:

"Marcin jest typowym napastnikiem, a jego warunki określają jego sposób gry. Ma talent, ale musi pracować. Gwarantuję, że będzie skakał jeszcze wyżej. Jego warunki to coś nadzwyczajnego" - mówi Majewski.

Co mówi o powołaniu sam zawodnik? Jest nieco oszołomiony zamieszaniem wokół jego osoby.

"Myślałem, że chodzi o powołanie do młodzieżówki, ale kiedy upewniłem, że to Leo Beenhakker mnie wzywa, nie potrafiłem opanować radości" - cieszy się "Krzywy". Zapewnia przy okazji, że nigdy nie myślał o zostaniu siatkarzem, ani koszykarzem.

"Dryblasów lubię oglądać w tv. Zawsze chciałem być piłkarzem, jak mój tata Zbigniew, który grał m.in. w Stomilu Olsztyn i Motorze Lublin" - zdradza napastnik Cracovii.

Opowiada również, że na boiskach słyszał już przeróżne porównania. "Porównywano mnie do Kollera, Lokvenca, Adebayora czy Kanu". Sam jednak najbardziej ceni Thierry'ego Henry, Dymitara Berbatowa i Zlatana Ibrahimovicia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL