Reklama

Reklama

Gancarczyk: Teraz liczy się tylko Zagłębie

Janusz Gancarczyk nie boi się lubińskich kibiców. Utożsamiający się i kojarzony dotychczas ze Śląskiem Wrocław zawodnik przyznał, że podczas ligowej rywalizacji sentymenty odłoży na bok. Teraz liczy się dla niego tylko Zagłębie!

- Niby dlaczego kibice w Lubinie mieliby mnie za...ć? Jestem tam, gdzie mnie chcą, a nie tam, gdzie odczuwam sentyment. Nie miałem żadnych innych ofert w ostatnim czasie. Najkonkretniejszą propozycję złożyło mi Zagłębie. Decyzję o przenosinach do Lubina przemyślałem. Na pewno nie podejmowałem jej pod wpływem chwili - powiedział dla INTERIA.PL młodszy z braci Gancarczyków, który podpisał z Zagłębiem trzyletni kontrakt.

- W miarę możliwości będę starał się pojawiać na meczach Śląska. Chociaż nie będzie to łatwe, bo w tym samym czasie ja będę rozgrywał swoje mecze. Ale jeżeli miałbym w tym czasie wolne, to dlaczego nie? Sentyment do tego klubu na pewno mi pozostanie. Mój menedżer rozmawiał z wrocławskimi działaczami na temat mojego powrotu, lecz nic z tych negocjacji nie wynikło. Ze Śląskiem osiągnąłem do tej pory najwięcej w swojej karierze, jednak teraz jestem zawodnikiem Zagłębia i swoją pracę będę chciał wykonywać jak najlepiej - dodał.

Reklama

We wtorek popularny "Sesu" odbył pierwszy trening z nowym zespołem. O pierwszych wrażeniach z pobytu na zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim skrzydłowy reprezentacji Polski postanowił podzielić z portalem INTERIA.PL.

- Zdaję sobie sprawę, że w Zagłębiu miejsca nie dostanę z urzędu. O swoje będę musiał walczyć. Trener Jan Urban za darmo nikomu miejsca w składzie na pewno nie da. Lubinianie mają po dwóch równorzędnych graczy na każdą pozycję - zaznaczył.

Wychowanek MKS Oława ostatnio występował w Polonii Warszawa. W barwach "Czarnych Koszul" 27-letni zawodnik radził sobie jednak ze zmiennym szczęściem.

- Odkąd trener Jacek Zieliński przestał mnie brać pod uwagę postanowiłem podjąć jakieś kroki ku zmianie klubu. Tak też się stało. W dniu, w którym miałem trafić do osławionego "Klubu Kokosa" rozwiązałem kontrakt. Tego dnia drużyna Młodej Ekstraklasy wyjeżdżała bowiem na zgrupowanie. Zarówno mój pobyt jak i Ebiego Smolarka podczas tego obozu nie był planowany. Na szczęście, w porę udało mi się rozwiązać umowę - wyjaśnił "Garnek".

- U trenera Bakero w większości spotkań grałem. Po objęciu zespołu przez Pawła Janasa na początku grałem w wyjściowym składzie, zaś później różnie to bywało. Zwolnili go, kiedy szło nam coraz lepiej. Z kolei u Theo Bosa różnie to bywało. Przez chwilę zespół prowadził też Piotr Stokowiec, a obecny szkoleniowiec Jacek Zieliński dał mi tak naprawdę trzydzieści minut na pokazanie swoich umiejętności, w pozostałych spotkaniach grałem ogony - kontynuował.

Z perspektywy czasu Gancarczyk nie żałuje swojej przeprowadzki do Warszawy.

- Nikt przecież nie był w stanie przewidzieć jak to się potoczy. Przychodziłem do klubu, kiedy trenerem był Bakero i wszystko układało się po mojej myśli. Polonia jednak zmieniała szkoleniowców jak rękawiczki, a nie każdy widział mnie w swojej koncepcji. Nabrałem za to trochę doświadczenia. Siedziałem też na ławce, a to nie było dla mnie łatwe, ponieważ w Śląsku zazwyczaj grałem w podstawowej jedenastce - zakończył dynamiczny skrzydłowy.

Konrad Kaźmierczak, Grodzisk Wielkopolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne