Reklama

Reklama

Futbol to biznes i basta!

Impreza II Football Business Conference, jaka w minionym tygodniu odbyła się w Warszawie, powinna być lekturą obowiązkową dla każdego zawodowego klubu w Polsce. Dlaczego przedstawicieli ich była garstka? Nigdy nie pojmę.

GKS Bełchatów, choćby miał w marketingu leni śmierdzących, ma zabezpieczony budżet Polskiej Grupy Energetycznej. Tak samo, jak Zagłębie Lubin - KGHM Polska Miedź SA, a Wisła Płock - Orlenu. Pozostali jednak muszą ciułać złotówkę do złotówki, grosz do grosza, by sklecić budżet.

Reklama

Wydawać się mogło, że na konferencję poświęconą temu, jak robić biznes poprzez futbol, menedżerowie i działacze klubowi będą walić drzwiami i oknami. Wszak mogli usłyszeć od m.in. Edward Freedmana jak zbudowano potęgę finansową Manchesteru United. Freedman, kierując biznesem w ManUnited, w ciągu sześciu lat zwiększył obroty z 1,2 mln funtów do 28 mln! Zrewolucjonizował marketing w całej Premier League. Business Week określał go "marketingowym geniuszem Manchesteru United" , a The Economist - "guru piłkarskiej sprzedaży".

Posłuchać wykładu kogoś takiego, to obowiązek! Ale nie wszyscy tak myśleli. Oprócz Piotra Burlikowskiego (menedżer Arki Gdynia), Jerzego Ożoga (prezes Wisły Płock) pozostali spali. Pogłębianie wiedzy z zarządzania organizacjami sportowymi chodzi po głowie Grzegorzowi Mielcarskiemu (komentator Canal+, felietonista Interia.pl), bo już drugi raz z rzędu udał się na tę konferencję. Widać po doświadczeniach dyrektora sportowego Wisły Kraków Mielcarskiego nie chce zrywać z profesjonalną piłką.

Wyjątek od reguły "ignorujemy prawa biznesu w piłce nożnej" stanowił też Lech Poznań, który na krajowym rynku stanowi wzór pod względem marketingu. Wiceprezes KKS Lech Arkadiusz Kasprzak dał wykład o "Klubach piłkarskich w Europie Wschodniej".

Do Warszawy udał się też stary kibic Wisły Mariusz Piech, którego firma zmonopolizowała krajowy rynek klubowej galanterii (szaliki, czapki, dresy, kurtki). Co więcej, Piech zabrał też swojego pracownika, by ten umówił się na tzw. one on one z Freedmanem. - Trzeba się uczyć od najlepszych - podkreślał Piech.

Szkoda, że nie wszyscy o tym pamiętają... Później klubom brakuje na transfery, wypłaty, profesjonalne szkolenie młodzieży.

- Niestety, najczęściej marketing w polskich klubach postrzegany jest w ten sposób: drukuj bilety, rób plakaty, przyprowadź sponsora i to wszystko - kręci głową Mielcarski.

Jako motto na Wielkanoc wszystkim ludziom polskiej piłki przekażę to, co usłyszałem od Freedmanna: "Pieniądze leżą na ziemi. Zorganizujcie się tylko dobrze i je podnieście. Każdy klub ma spory potencjał, by zarabiać pieniądze. Kibiców musicie traktować jak klientów i oferować im jak najlepszy produkt".

Dowiedz się więcej na temat: futbol | Biznes

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama